Być sobą, być kimś – pewność siebie, kompleksy i własne ego

Sesja trwająca w praktyce niemal dwa miesiące, nauka, studia… tak, takie mam wytłumaczenie na brak artykułów przez trzy miesiące. 😐 A tak zanim przejdę do tematu, serdecznie wszystkim polecam film „The Greatest Showman”, bo jest absolutnie zachwycający! Przez ostatni czas miałam sporo różnych przemyśleń, rozmów z wieloma ludźmi. Pomyślałam, że podzielę się nimi z Wami, że chyba warto.

Szare okulary
Wiele razy słyszę, że nie rozumiem sytuacji drugiej osoby. „Ty tego i tak nie zrozumiesz, bo dla ciebie świat jest cały różowy”. No, jest, ale jakoś musiałam znaleźć odpowiedni rozmiar różowych okularów. Chcę przez to powiedzieć, że mnóstwo osób widzi tylko koniec własnego nosa, dzieląc świat na siebie i resztę. Każdy ma swoje problemy i wymaga zrozumienia, ale jednocześnie rzuca takie słowa: „nie zrozumiesz mnie, bo nie przechodziłeś tego samego”. Skoro uważa się siebie za jedynego posiadacza problemu, czy powinno się szukać osoby, która zrozumie go podług wyżej wymienionej myśli? To się chyba wyklucza, nie?

Ja wiem, brzmi to jak bulwers. Ale przyjrzyjmy się tematowi z bliska. Znacie kogoś, kto by powiedział, że nie ma żadnego kompleksu? Takich osób jest naprawdę niewiele. Wyrastamy w jakichś konkretnych normach społecznych, czujemy narzucane tempo, modę, wymogi dotyczące zachowania i wyglądu. I w niejednym człowieku rodzi się bunt. „Hej! To jest szaleństwo! Chcę być po prostu sobą, okej?”. A kto powiedział, że nie możesz?

No, sumienie tak powiedziało. Kompleksy tak powiedziały. Brak samoakceptacji i pewności siebie. A co z tym zrobić? Co, jeśli nie chcę wpasowywać się w schematy, ale wkurza mnie, że mimo wszystko się nie wpasowuję? Dysonans czy co? Pójdźmy tym tropem. Ileż jest osób, które chcą wyglądać jakoś, ale z różnych powodów to im nie wychodzi. Najłatwiej jest wtedy się poddać, zracjonalizować to na zasadzie „a, taka już jestem i co z tego” albo właśnie się zbuntować „nie będę wchodzić w te schematy, bo chcę być sobą! I będę o tym głośno mówić, choć tak naprawdę chciałabym się wpasować”.

Kogo (p)oszukujemy?
Dążymy do akceptacji w społeczeństwie, chcemy należeć do grup. To absolutnie normalne. Mówiłam o schematach, więc przytoczmy sobie schemat „idealnej” kobiety ostatnich lat. Szczupła, długie włosy, cycki, tyłek, talia osy, długie nogi, lekko umięśniona sylwetka. Wiele kobiet zatrzyma się już przy pierwszej cesze. SZCZUPŁA. Dlaczego to nas tak kłuje?

Z psychologicznej, biologicznej strony wygląda to następująco. Mężczyźni najczęściej nieświadomie szukają kobiet, które będą zdolne powielić ich doskonałe geny (nie zakłócając ich doskonałości), a także kojarzą się z luksusem i zdrowiem. Dawniej o zdrowiu niewiasty świadczyła pulchność, tak samo jak o luksusie wyraźny stopień „najedzenia”. Dzisiaj tego samego rodzaju luksusem i jednocześnie oznaką zdrowia jest bycie wysportowanym (posiadanie pieniędzy i czasu na dbanie o sylwetkę), a także wyraźnie wypielęgnowana twarz, dłonie etc. Nic dziwnego, że dziewczyny z doskonałą figurą, zadbane i po różnych zabiegach kosmetycznych będą tutaj na celowniku.

Partnerzy dobierają się również na równym poziomie własnej atrakcyjności. O co tu chodzi? Zróbmy taką okrutną i niemoralną skalę od 1 do 5, oceniającą poziom atrakcyjności. Dajmy na to, że facet jest czwórką. Będzie wówczas szukać czwórki jako partnerki/partnera. Przy piątce może czuć się zagrożony, niepewny, ze zostawi go dla równego sobie. Oczywiście to działa w obie strony. Ale co, jeśli taki facet na poziomie 4 ma zaniżoną samoakceptację i nie jest pewny siebie? Nie będzie celować w czwórki, ale niżej, żeby mógł czuć się pewnie w danym związku. A jeśli jest tak pewny swojej niesamowitości, że ocenia się na 5? Szerokiej drogi, powodzenia w życiu i piona, stary! Bez cienia sarkazmu. Z większą pewnością siebie zawsze jest łatwiej ;).

Szczupła czyli perfekcyjna
Niby nikt nie mówi „weź schudnij”, niby nic się nie dzieje, a jednak dziwne uczucie takiego wymogu siedzi z tyłu głowy. A może to nie tylko wina ogólnego modelu aktualnego piękna? Może sami też jesteśmy sobie winni? Niedawno wszedł do kin bardzo luźny film „Jestem taka piękna”. Nie powiem, nie był zachwycający, ale pokazywał jednak coś, co jest chyba dość ważne. Czasem trzeba się mocno rąbnąć w łeb, żeby siebie docenić. W skrócie i bez zbytnich spojlerów – filmowa Renee ma spore kompleksy z powodu swojego wyglądu. Ma nie takie włosy, nie taką twarz, nie taki rozmiar… odstaje od modelek, które pracują tam, gdzie sięgają jej największe marzenia. Przeżywa (nie)szczęśliwy upadek i nagle widzi siebie w zupełnie inny sposób. Jest piękna! Uważa się za idealną, bez kompleksów. Zdobywa mężczyznę, dostaje się do wymarzonej pracy, emanuje pewnością siebie. No dobra, będzie spojler. Wszystko się kończy w pewnym momencie. Jej postrzeganie wraca do poprzedniego stanu i dopiero na zdjęciach zauważa, że przecież przez cały czas wyglądała tak samo. Więc co się w zasadzie stało? Odważyła się, doceniła siebie i zdobyła pewność.

Brzmi banalnie, co? Ale poniekąd tak to jest. Uwaga, powiem to tutaj zarówno jako psycholog, jak i trener – NIE MUSISZ BYĆ SZCZUPŁA! Szok. Jak to nie muszę? Ano tak. Po prostu. Dużo więcej daje pewność siebie, samoakceptacja. Ja wiem, czasem ciężko zaakceptować to, czym różnimy się od innych. Czasem trudno jest mieć na to wszystko wylane. Powiem Ci tak – rób tak, żeby CZUĆ SIĘ piękną. Żeby czuć się dobrze. Powiesz: „Ale chwila, chwila. A jak chcę kogoś poderwać? Jeśli tego mi w życiu brakuje, a napisałaś, że szczupłe mają większą szansę?”. Przyjrzyj się lepiej temu, co napisałam wyżej. Szukając partnerów, nie będziemy czuć się zupełnie komfortowo przy kimś, kogo oceniamy lepiej niż siebie. Prędzej czy później przyjdą wątpliwości, podejrzenia… chyba że to ta osoba spowoduje, że bardziej docenimy siebie. Hej! Nie tylko „piątki” z naszej skali są w związkach! A poza tym, wracając znów do doboru partnera, wiele zależy od tego, jak sami się oceniamy. Od pewności siebie, od tego, co pokazujemy swoją osobą.

No to co? Zgodzisz się chyba, że nie musisz walczyć o bycie szczupłą, jeśli to nie jest Twój cel. Walcz o to, by być najlepszą wersją siebie.

Ale chwila… czyli kim?

BYĆ KIMŚ
Co to właściwie znaczy. Słyszy się to przez całe życie. Każdy chce „być kimś”. Czyli… kim? Drugą Beyoncé, Ewą Chodakowską, Johnnym Deppem? Rekinem biznesu, gwiazdą z okładki, znaną trenerką? Idąc tym tropem, będziesz nikim, jeśli będziesz chciał(a) osiągnąć coś na siłę. A gdzie pasja? Gdzie realizacja własnych zainteresowań?

Każdy z nas musi przejść własną drogę, by dojść do jakiegoś celu. I każda z tych dróg kształtuje człowieka, daje mu kolejne cechy, kolejne role. Czy więc na koniec możemy być kimkolwiek innym, jak po prostu sobą? Czy to nie jest to „bycie kimś”, po prostu byciem sobą? Postać, którą tworzymy przez całe życie, będzie kiedyś kimś. Będzie tą osobą, którą spotkamy na końcu.

Żeby być kimś, musisz być sobą. Po prostu. Idź za marzeniami, choć może być to czasem ryzykowne. Odwagi! Sama muszę to sobie powtarzać nawet kilka razy dziennie. Realizacja celów czasem jest cholernie trudna, trzeba wychodzić poza swoje ograniczenia, stawać twarzą w twarz z nowymi wyzwaniami. I znów – nie jesteś w tym sam(a). Hej, mam to samo! To samo ma każda osoba, która chce cokolwiek osiągnąć! Widzisz? To tak, jak z tymi kompleksami. W naszej epoce ego zapominamy o tym, że ludzie wokół nas mogą mieć bardzo podobne zmartwienia i im też należy się uwaga i zrozumienie. Każdy z nas chce być kimś, pamiętaj o tym.

Dlaczego o tym w ogóle mówię?
Widzisz, wszyscy wokół na coś narzekają. Normalna rzecz. Ale chodzi mi o ich głębokie kompleksy. I obserwuję, jak osoba, której głównym problemem na tym podłożu jest na przykład mały biust, użala się nad tym, mówiąc osobie, która załóżmy ma tak samo mocny kompleks z powodu swojej wagi, „nie rozumiesz, co czuję, nie masz tego, co ja. Ty jesteś piękna, nie masz na co narzekać”. Sorry, ale mi to brzmi na hipokryzję. Obie osoby uważają się nawzajem za piękne, bo nie dostrzegają w tej drugiej własnego kompleksu. Dziwne? Wcale nie. Codzienne, normalne i powodujące kłótnie oraz brak zrozumienia.

Wracając do początku, mówią mi, że noszę różowe okulary. Owszem. I wiesz co? Mam coś w rodzaju fotoalergii czy czegoś tam. Jak tylko zaczyna się sezon na szorty, moje nogi są pokryte ranami, plamami i pęcherzykami. Ja wiem, fuj, ble, okropność, jak mogę o tym pisać. Często noszę długie spódnice ze względu na słońce właśnie, ale też na innych ludzi, którzy mogą nie chcieć tego oglądać. Ale czy zawsze jestem tak myśląca o reakcjach innych? Nie. Mam wylane. Taka jestem i trudno, może uda mi się to jakoś wyleczyć, tę alergię. Tymczasem nie boję się włożyć szortów czy krótkich sukienek. Bo jestem pewna siebie i nie będę uznawać czegoś takiego za kompleks.

Blogilates ostatnio wstawiła na IG zdjęcie w krótkim topie i zaznaczyła w opisie, że to dla niej duży przełom, bo nigdy nie pokazuje górnej części brzucha, bo dziwnie się z tym czuje. Brawa dla niej! Przełamuje się, zwalcza brak akceptacji dla swojego ciała. Ja też nie jestem idealna. Często odpuszczam sobie wstawianie gdziekolwiek zdjęć, które będą pokazywać mój brzuch czy uda. Bo cały czas nie są takie, jakie chcę, żeby były. Ale może to tylko moja opinia? Może nie powinnam się tego tak obawiać?

Siedzimy w tym razem. Odrzućmy te głupie kompleksy, zauważajmy problemy innych, nie zamykajmy się na czubku własnego nosa. To wydaje mi się ważne, mam nadzieję, że Wam również.

Bądźmy sobą. Bądźmy kimś.

Tego Wam i sobie życzę,

S.M.

Zapraszam również do poczytania o SAMOAKCEPTACJI, KOMPLEKSACH, ATRAKCYJNOŚCI i SUKCESIE.

SUKCES – jak naprawdę go osiągnąć?

Właśnie skończyłam naprawdę wymagający trening i usiadłam tutaj, przy Tobie, bo chcę Ci coś przekazać. Nie będę teraz nadawać o tym, jak masz wykonywać konkretne ćwiczenia, co masz jeść czy też jak wyglądać. Są sprawy ważniejsze.

SUKCES
Tak. Sukces zapisany wielkimi literami. Lubimy o nim mówić, stawiać sobie cele, osiągać. Jesteśmy pod tym względem bardzo podobni do Amerykanów. Dążymy. Cały czas. Byle naprzód. Byle pędzić. Byle zdobyć. Byle się rozwijać. Byle umieć. Byle-praca, byle-coaching, byle-kasa, byle-życie. A gdzie czas na oddech? I gdzie ten sukces? Ucieka? Dostał nóżek? Jest coraz dalej? Jak to się dzieje, co?

A co, jak już osiągniesz ten sukces? I czym on w ogóle jest?

Zadawałeś sobie kiedyś takie pytania? Nie? Może teraz powinieneś. Może należysz do tych, którzy ślepo dążą za hasłem, jakimś tabu, które w rzeczywistości nie istnieje? A może siedzisz w grupie, która przygląda się temu hasłu, ale nadal woli tylko siedzieć i się przyglądać? Która opcja jest lepsza?

Prawdziwy sukces
Co nim jest? Wykształcenie? Praca? Pieniądze? Nawet, jeśli tak Ci się wydaje, to uwierz mi – to tylko złudzenie. To wszystko może być pewnym celem, owszem. Jednak sukces jest wtedy, gdy potrafisz się do tego wszystkiego uśmiechnąć, podziękować sobie i innym za to, że znalazłeś się w tym, a nie innym miejscu. Sukces to też pewnego rodzaju umiejętność dostrzegania. Co Ci po „sukcesie”, w którym zostajesz szefem korporacji, ale popełniasz błędy poprzednika? Taki awans będzie sukcesem, kiedy spełnisz się w tej roli, czy tak?

Stawiaj kroki. Rozglądaj się. Oddychaj. I dziękuj. Nie tylko proś i zdobywaj. Dziękuj. I może zauważ, że sukcesem jest dostrzeganie i samo to dążenie, stawanie się lepszym. A nie konkretne osiągnięcie. Sukces (jakoś nie lubię tego słowa) to proces, a nie stała.

„Życie jest dla żywych, mój drogi. Nie zmieniaj tego. Zacznij żyć”. To prawdopodobnie słowa Johnny’ego Deppa. Grunt, że prawdziwe ;).

Słoiczek szczęścia
Jakiś czas temu powstała idea robienia słoiczków szczęścia. O co chodzi? Codziennie trzeba znaleźć jedną rzecz, która była szczęśliwa w ciągu danego dnia, wypisać ją na karteczce i wrzucić do swojego słoiczka. Otwiera się go po roku i czyta te wszystkie „małe szczęścia”.

Prawdziwym celem nie jest czytanie tego, zbieranie samo w sobie, dążenie. Tak naprawdę uczymy się w ten sposób radości, zaczynamy się cieszyć z małych rzeczy. Znajdujemy w życiu te nasze „małe szczęścia” już odruchowo, tworząc naprawdę szczęśliwe życie, wprowadzając radość w życie innych. Optymizm jest fajny! Pozwól mu się odnaleźć ;).

Dąż i zmieniaj się. Bo czemu nie? 😀

Nie bój się!
Bo po co? O tylu rzeczach mówisz, że są bez sensu, a tak naprawdę sam robisz wiele rzeczy bez sensu. Wydaje Ci się, że jak o coś zapytasz, to wyjdziesz na idiotę, że gdy powiesz coś otwarcie, wezmą Cię za głupca, że gdy wystąpisz publicznie, wyśmieją cię… Jeszcze raz – po co? Pomyśl o tej drugiej stronie. Jak byś Ty zareagował, gdyby to, co Ty chcesz zrobić, zrobił ktoś inny. Wytknąłbyś palcem? Zwyzywałbyś? Wyśmiał? Pomyśl o tym. Oceniaj się z zewnątrz, obiektywnie. Bo te wszystkie hejty, które zamieniają się w kompleksy, w większości powodujesz sam.

Nie hejtuj się. Kochaj. Nie bój się. Wyjdź z ukrycia!

Dobro wraca. Zło też.

„Generalnie (…) wyznaję zasadę, że to, co dajesz innym, prędzej czy później do ciebie wróci. Jeżeli człowiek podstawi komuś nogę, to po jakimś czasie zły uczynek zemści się na nim w ten czy inny sposób. I odwrotnie: dobry uczynek procentuje. Tego uczę swoje dzieci: jeśli zrobisz coś dobrego, to będzie dobrze. Jeśli zrobisz coś złego, to będzie źle”.
Teraz to już na pewno Depp ;).

Jest taka fajna zasada – nie rób drugiemu, co Tobie niemiłe. Absolutna prawda. A wiesz, jaką frajdę sprawia czynienie dobra? Otóż powiem Ci jedno – pomagaj bezinteresownie. Serio. Gdy ktoś prosi Cię o pomoc, po prostu pomóż. Kiedy ktoś coś upuści, podnieś. Gdy ktoś marznie, okryj go. Gdy potrzebuje wsparcia, wesprzyj. To nie jest trudne, serio. Ale z lenistwa często tego nie robimy. Przechodzimy obok, odwracając spojrzenie.

Gwarantuję Ci, że jeśli chodzi o prawdziwe dobro, to otrzymasz go tyle samo, ile dałeś. Może więc warto się tym zająć, co?

Krytyka
Dlaczego bez przerwy się oceniasz? Dlaczego starasz się być KIMŚ? Bądź najlepszą wersją siebie, a nie kimś innym. Zdjęcie powyżej ma być metaforą sztucznych poprawek, gdyby ktoś chciał się przyczepić. Nie zmieniaj się w wyidealizowanego kogoś, skoro nim nie jesteś. Dąż. Stawiaj sobie cele. Ale też żyj. I kochaj się. Akceptuj! Myślisz, że umiesz prawdziwie i bezinteresownie, w pełni kochać kogoś, kiedy sam siebie nie kochasz? Myślisz, ze potrafisz akceptować w całej okazałości drugą osobę, skoro samego siebie nie akceptujesz? Mylisz się!

To, co odczuwasz, to podziw i zauroczenie. Więc otwórz oczy, przejrzyj wreszcie! Widzisz? Widzisz tę osobę w lustrze? To Ty! Nikt inny! Masz jedno ciało. Jedno życie. Skorzystaj z tego. Zadbaj o to! Bądź sobą, nikim więcej. Jesteś człowiekiem, a nie maszyną do robienia ideału. Spójrz sobie w oczy. I dostrzeż wreszcie, że jest tam ktoś, kto Cię potrzebuje. Że jest tam prawdziwa osoba, która pragnie Twojej uwagi, Twojej miłości. Żal Ci innych? Spójrz najpierw na siebie. Zacznij od siebie.

Droga
Tu nie wklejam grafiki. Takowa jest na początku artykułu, jeśli potrzebujesz wizualizacji. Chciałam Ci tylko powiedzieć, że idziesz jedną drogą, którą sam sobie tworzysz. Dąż. Kochaj. Bądź. I idź. Tyle Ci dziś przekazuję. Żebyś był. Żebyś kochał. Żebyś dążył i dostrzegał. Mierz swój sukces drogą, po której stąpasz, nie opinią z pobocznych ścieżek. I stawiaj pewne kroki. Patrz sobie w oczy. I pamiętaj, co jest w życiu naprawdę ważne.

Oddychaj. I żyj.

Samoakceptacja

shutterstock_99170681

Słoik
Tak, tak, wiem. Dała jakieś łatki i plamki (artykuł o kompleksach), a teraz pisze o słoiku… wariatka. Ciekawych określeń ciąg dalszy, drodzy Fitnesowicze. Zapoznaję Was więc ze „słoikiem”. Wiecie, czym jest słoik, o którym będę pisać?

Wyobraźcie sobie, że macie 10 lat, Wasz umysł rozwinął się na tyle, by myśleć o tym, jak się wygląda. Słyszycie dookoła siebie ciche komentarze „ale ona jest gruba”, „co to w ogóle za ciuchy!”, a w domu: „ale zjedz jeszcze trochę”, „skupiaj się na nauce, a nie na wyglądzie”. Wy jesteście pośrodku tego wszystkiego, nie wiedząc, co z sobą dalej robić. Zostajecie wrzuceni do słoika, a aby się bronić, nakładacie na niego wieczko. Możecie krzyczeć, rzucać się, wiercić… Ale ewentualnie tylko przewrócicie swój słoik, a wtedy też nie będzie komfortowo. Jedyną drogą wyjścia jest odkręcenie wieczka…

Życie w zamknięciu
Będąc w zamknięciu, wcale nie zbieracie sił, jak się czasem może wydawać. To odcinanie się od problemu, który wciąż istnieje. Odkładacie go i odkładacie, aż w końcu staje się gigantyczny. Ludzie cały czas popychają Wasz słoik, kopią go, a Wy się w nim obijacie, zbierając bolesne siniaki. W pewnym momencie w słoiku zaczyna też brakować powietrza. Dusicie się, wszystko Was boli. Macie jedną możliwość przeżycia – otworzenie wieka albo czekanie, aż ktoś inny je otworzy.

im fine

(Nie)pomocna dłoń
Ludzie wokół Was, nawet jeśli widzą, że coś się dzieje, często wolą udawać, że nic nie zauważyli. Z drugiej strony również Wy, choć w głębi duszy wszystko krzyczy „pomóż mi, błagam!”, unikacie pomocy. Odwracacie się od tych, którzy wyciągają do Was pomocną dłoń i sami wolicie siedzieć cicho. Ludzie nie są w stanie Wam pomóc, jeśli sami na to nie pozwolicie. Tak to mniej więcej działa. Wyciągacie do innych rękę w długim rękawie, zakrywając tym samym wszystkie rany. Problem tkwi w tym, że sami te rany robicie, zamykając się w swoim słoiku, zakręcając wieko. Robicie i pozwalacie innym je robić. I po co?

awokado

Otwarty słoik
To już trochę lepsza sytuacja. Macie możliwość wyjścia, choć wciąż się tego boicie. Pojawia się poczucie wyobcowania, odrzucenia. Boicie się, że nie zostaniecie zaakceptowani przez innych. Przecież mogą powiedzieć, że jesteście grubi, że wszystko Wam nie wychodzi. Tak między nami – nikt nie ma wrodzonych większych czy mniejszych umiejętności osiągania sukcesu. Decydujecie o tym Wy sami. Tylko czy pozwolicie się wyciągnąć ze słoika lub sami z niego wyjdziecie…?

beautiful

Piękna czy nie?
Wystawiacie się na osąd publiczny i chcecie przypasować obecnie panującemu modelowi idealnego piękna. Jeszcze niedawno te ideały kreował świat mody, dziś kreuje je sport. Czy to znaczy, że tylko wysportowane dziewczyny i umięśnieni mężczyźni są bliscy ideałowi? Czy to w tym tkwi prawda? A co z osobami, które dążą do swojego celu, ale wciąż mają nadprogramowe kilogramy i z nimi walczą? Nie są piękne, a potem nagle się takie stają? To, że jest ktoś grubszy, ale walczy o szczupłą sylwetkę, nie znaczy, że dopóki jej nie osiągnie, ma się kisić w domu i czekać na odpowiedni moment!

Akceptacja siebie i innych
Nie zaakceptujecie w pełni drugiej osoby, jeśli nie będziecie akceptować siebie. Taka jest prawda. Nie chodzi o to, żeby kochać swoje ciało, ale żeby żyć z nim w zgodzie, bo jest swoje, własne i jedyne. Nie każda kobieta będzie mieć nogi jak Chodakowska, bo mamy różne figury. Spójrzcie na Blogilates – ma figurę gruszki i jej uda w górnej części nigdy nie będą proste jak od linijki, bo taką ma budowę miednicy. Ja na przykład mam podobny „problem”, gdyż mam figurę klepsydry. I wiecie co? Fajnie mieć taką figurę, nawet jeśli ciężko jest się pozbyć górnej części ud, nawet jeśli się styka. Dlaczego? Bo za to mam duże wcięcie w talii. Nie porównujcie się do innych fitnessek, nie dążcie do ich sylwetek, bo może się okazać, że różne budowy ciała to uniemożliwią, a wówczas można się zawieść.

Zaakceptujcie innych takimi, jakimi są. I akceptujcie siebie. Nie ma nic złego w tym, że każdy z nas ma inną sylwetkę, jedni są chudsi, inni grubsi, jedni mają kaloryfer, a inni wręcz nie chcą go mieć. Świat jest piękny, gdy jest różnorodny.

Nie zamykajcie się jednak w swoich słoikach, nie zakręcajcie wiek. I nie dajcie innym się się w niego wpędzić, ani nie twórzcie słoików dla ludzi wokół siebie. Pomagajmy sobie nawzajem, budujmy tę pewność siebie.

Gra na 5 palców
Grę wymyśliła Beata Pawlikowska, ja ją nieco zmodyfikowałam. Kiedy budzicie się rano, wystawcie przed siebie dłoń. Patrząc na każdy palec po kolei, „doczepiajcie” do niego te cechy, które są w Was dobre, dzięki którym jesteście piękni.
Do drugiej dłoni „doczepcie” te rzeczy, które zrobiliście dobrze dla innych lub dla siebie. Grajcie w to często. To ważna gra, która pomaga.

Na zakończenie mam dla Was małą grafikę, która podsumowuje cały ten post :).
porównanie

Łatki i plamki… słówko o KOMPLEKSACH

łatkaŁatki
Tak generalnie to wszystko gra, ale…

ALE!

Stajesz przed lustrem i widzisz, że boczki, które tak usilnie starasz się zrzucić, wciąż siedzą na miejscu. Wydajesz kasę na tony podkładów i pudrów, żeby tylko zamaskować piegi. Co dwa tygodnie siedzisz u fryzjera, aby nie było widać Twojego naturalnego koloru włosów. Może boisz się wyjść z domu, bo kobiety dookoła mają wielką przerwę między udami, a Ty nie. Może wszystkie mają hybrydy, a Ciebie na nie nie stać. Może walczysz z trądzikiem albo przez chorobę tarczycy masz „drugi podbródek”. Właściwie to najchętniej zamknęłabyś się w domu i nikomu już więcej nie pokazywała. Tylko Ty, Twoja szara bluza i wygodne łóżko. Ale, niestety, trzeba wyjść, bo szkoła, bo praca, bo dzieci, bo zakupy… I jak tu żyć?

Każda taka rzecz to jedna łatka na Tobie. Czasem siedzi wewnątrz, czasem jest na ciele. Wyobraź sobie taką sytuację, że stoisz na przystanku, a ktoś Ci się przygląda. Znajome uczucie? Od razu myślisz „pewnie uważa, że jestem gruba, ostatnio przecież przytyłam”. Prawdopodobna sytuacja, nie sądzisz? A teraz postaraj się być tym obserwującym. Co myślisz o takiej nieznajomej, tak obiektywnie? „Ma świetne włosy” albo „jakie piękne, długie rzęsy!”. Serio, tak to wygląda zazwyczaj. Więc czego się bać?

Spójrzmy inaczej. Masz przed sobą biały T-shirt. Ten T-shirt nie ma dziur, a mimo to go łatasz. Załatane są małe zgniecenia, których nie chciało się wyprasować. Łatwiej było naszyć łatkę. W miarę upływu czasu zgniecenia, które załatałaś, utrwalają się. Wiesz o tym i coraz bardziej nie chcesz zdjąć łaty i ich wyprasować, choć przecież możesz to zrobić.

Jaki w tym problem? A taki, że prasowanie może chwilę zająć. Może się okazać trudne, czasochłonne. Lepiej przecież chodzić z łatką, nie?

plamaPlamy
Zdarza się każdemu, że rozleje się kawa albo herbata. Zostają wtedy plamy. To trochę inaczej, niż z łatkami. Łatki wiążą się z czymś materialnym, z rzeczą. A plamy? Plamy pochodzą z wydarzeń. Kolejna przykładowa sytuacja – ludzie wokół Ciebie chwalą się awansem/dobrymi ocenami, a Ty nie masz takich osiągnięć i czujesz się gorsza. Wtedy pojawiają się plamy, które przypominają o sobie w kolejnych takich sytuacjach. To przez nie masz wrażenie, że jesteś nikim, że nic Ci w życiu nie wychodzi.

Ale powiedz, proszę, co robisz z plamami po kawie, kiedy te pojawią się na obrusie? Czy nie spierasz ich? Oczywiście, że to robisz. A więc w czym jest problem, kiedy plamy pojawiają się w Tobie?

Ja – ta gorsza
Trzeba podkreślić, że choć ja tu dzielę kompleksy na dwie grupy, każda z nich jest tak samo uciążliwa. Ciężko się pozbyć wrażenia bycia tą gorszą. Oto, jak działa mechanizm kompleksów:

WYDARZENIE –> OBRONA (łatka) –> PESYMIZM –> WIARA W KOMPLEKS

Z czwartego kroku jest najtrudniej wyjść. Wiara w kompleks powoduje lekkie utknięcie. Wtedy nie szuka się wyjścia z problemu, a tylko się go pogłębia. To moment, kiedy już tylko zewnętrzna motywacja może działać. Ewentualnie ofiara kompleksu sięga po „ostre środki”.

Łatka na plamę?
I to jest częste zjawisko. Staramy się zakryć kompleks z jakiegoś wydarzenia. Wkładamy maskę, że niby jesteśmy kimś innym. Udajemy, że nie przeżywamy tych emocji, które faktycznie nam towarzyszą. Oj, błąd. Duży błąd.

Niestety, kompleksy działają na zasadzie skojarzeń. Wszystko gra dopóki nie połączymy jednej rzeczy z innym, raczej negatywnym, wspomnieniem. I nagle bach, mamy problem. Tak, tak po prostu, w zasadzie znikąd, jak może się z pozoru wydawać.

Jak reagujemy? Zazwyczaj nerwowo. Najczęstszym objawem jest brak dystansu do własnej osoby. Wszystko odbieramy do siebie. Co więcej, zdarza się, że większość rzeczy (często nawet niezwiązanych z nami) jesteśmy w stanie odebrać jako obrazę. Przykre, co? Ale tak jest.

Seksualność a kompleksy
Kwestia raczej wąsko omawiana. A szkoda. Oczywistą jest, że kiedy są kompleksy, nie ma akceptacji. Problem tkwi w tym, że kiedy nie ma akceptacji i są kompleksy, pojawia się wstyd, lęk przed kontaktem seksualnym. Jeśli już do takiego dochodzi, bywa i tak, że nie czerpie się z niego satysfakcji. Nie sprawia to żadnej przyjemności. Winą obarcza się swoje kompleksy, niezależnie od tego, jakie by one nie były. Co gorsza, pojawia się uczucie, że partnerowi też się jakoś specjalnie nie podobało. No i cała ta relacja się zaczyna burzyć.

Och, ciężki i duży to temat. Partner nie lubi narzekania i złego humorku. Lepiej by było, gdyby się kobita wzięła w garść. A kobita potrzebuje opieki, pomocy. No i kto ją wspomoże? I tak to się dzieje dalej. Chyba że partner wspiera, rozumie, angażuje się w to wszystko. Ludzie jednak mają dziwny zwyczaj mówienia w duchu „radź sobie sam”. A co wtedy? Wtedy relacje się rozłażą, jest coraz mniej przyjemności w związku. Obarcza się partnera swoimi problemami, a partner nie chce tego słuchać. Zdrada? Też wchodzi w grę w takim układzie.

Apel do partnerów – SPRÓBUJCIE ZROZUMIEĆ I POMÓC, skoro jesteście najważniejszymi osobami dla poszkodowanych. Apel do poszkodowanych – WEŹCIE SIĘ W GARŚĆ i nie narzekajcie.

Jak z tego wyjść?
Otóż problemy służą do rozwiązywania ich, a nie do narzekania na nie. Masz jakieś kompleksy? Wydobądź je na światło dzienne, przyjrzyj się im i się ich pozbądź. No tak, powiesz, że łatwo mi mówić. Ok, rozumiem. Ale teraz mówię serio – weź się w garść i rozwiąż swoje problemy. Uważasz, że masz nadprogramowe kilogramy? Trenuj, jedz zdrowo i zrzuć je! Walczysz z okropnym trądzikiem? Wybierz się do dermatologa albo wyeliminuj z diety to, co Ci szkodzi. Czujesz się gorsza od innych? Zainwestuj w wymarzone, ale wygodne!, buty i zacznij uprawiać sport.

Dlaczego tak namawiam do sportu? Ponieważ podczas treningu wydzielają się hormony szczęścia, które po jakimś czasie pomagają Ci zaakceptować siebie, radzić sobie z problemami i nagle Twoje kompleksy znikają. Serio. Spróbuj, zanim powiesz, że się mylę.

Terapia antykompleksowa
Weź koszulkę i rozłóż ją przed sobą. Doklej do niej fiszki ze swoimi kompleksami. A potem przeanalizuj to dobrze i odklej te, które w zasadzie nie są kompleksami. Rozwieś ją, najlepiej przy lustrze. Codziennie stawaj przed swoim odbiciem i mów sobie jakiś komplement, a następnie zrywaj tę fiszkę, której komplement dotyczył. Dasz radę. To może potrwać więcej, niż jeden dzień, ale warto. To w końcu walka o Ciebie samą.

Jeśli chcesz bardziej efektownie, możesz użyć markera i skreślać te kompleksy, których się pozbywasz. Nie zapominaj – jedz zdrowo i trenuj! 🙂

Jak sobie pomóc?
Po coś ta Fitnesownia jest, nie? Po coś jestem trenerem. I po coś jest do mnie kontakt przez Facebook. Napisz do mnie wiadomość, daj znać, że potrzebujesz diety, treningu, motywacji… Nie bój się, nie gryzę ;). Razem damy radę. Zobaczysz, że kompleksów da się pozbyć bardzo szybko i nigdy więcej do nich nie wracać. To toksyczne związki. A toksyczne związki nie są dobrym rozwiązaniem.

Trzymaj się tam, Fitnesowiczko, pamiętaj o tym poście i pisz! 🙂

A tak w razie czego…

grafika3Zapisz tę grafikę, ustaw jako tapetę. Niech Ci towarzyszy. Zobaczysz, że od razu będzie Ci łatwiej :).

– Nigdy nie będziesz wystarczająco chuda – powiedziała ANOREKSJA.

o2O anoreksji każdy słyszał, a już na pewno każda dziewczyna. Od mamy, babci, koleżanek. Raczej nikt nie słyszał natomiast, żeby to było coś dobrego. A co to jest? Większość osób powie, że to nadmierna chudość. No to skoro wszyscy wiedzą, że anoreksja jest raczej zła, skąd biorą się osoby, które na nią chorują? Tak, tak, chorują, to jest choroba. Dzisiaj trochę przybliżę ten temat, żeby już więcej wątpliwości nie było.

Czym jest anoreksja?
Anoreksja nosi nazwę jadłowstrętu psychicznego. Jak więc z samej już nazwy wynika, nie ma to jedynie podłoża fizycznego. Osoba chorująca na anoreksję odczuwa silny lęk przed przytyciem, a z tego wynika dążenie do jak najchudszej sylwetki. Najczęściej jest to chęć pokazania światu swojej siły i wytrzymałości w dążeniu do celu, jednak również teoretyczny sposób na pokazanie samemu sobie posiadanej kontroli nad własnym życiem i ciałem. Głodówka, jaka często występuje podczas anoreksji, to rodzaj kary za brak doskonałości.

Osoba chora, mimo nawet gwałtownej utraty wagi, nie widzi zmian w swoim ciele. Dochodzi do silnych zmian psychicznych, przez które choremu wydaje się, że jest niesamowicie gruby. To wrażenie niespełnienia, odsuwania się od celu prowadzi natomiast do depresji. A więc to nie jest, jak niektórym się wydaje, tylko fanaberia.

e0091b9c6fb5d247ec8ba90d8dfb19b3Skąd bierze się anoreksja?
Przyczyny mogą być różne: brak akceptacji w społeczeństwie, deficyt wiary w siebie, podążanie za sztucznymi ideałami… Mnogość! Czasem wystarczy, że słyszy się od kogoś „nie dasz rady, nie potrafisz” albo „uważaj, bo to ci pójdzie w brzuch, a nie w cycki”. To też, niestety, choroba występująca u dziewcząt już w wieku 12, 13 lat, czyli w okresie dojrzewania. Dlaczego one też temu ulegają? Może ktoś w szkole powiedział „jesteś gruba” albo z innych przyczyn jest obgadywana i doskonale zdaje sobie z tego sprawę? Może wszyscy dookoła mają jakieś talenty, chodzą w grupach, zajmują się różnymi rzeczami, a ona jest inna i ma nietypową pasję? Wystarczy raz kogoś odrzucić, żeby przybrało to przykrą postać.

Dziewczęta, jak też dojrzałe kobiety (ostatnimi czasy coraz częściej również chłopcy i mężczyźni) chcą sobie i innym udowodnić, że mogą osiągnąć coś więcej, że mogą być chude, że są wyjątkowe. I tu rodzi się anoreksja – obsesyjna myśl o tym, że jest się nie tylko za grubym, ale też po prostu do niczego.

anoreksja-212x300

Za gruba, za gruba… za późno
Nie masz anoreksji, bulimii, nic z tych rzeczy? Super. Zdarzyło Ci się może jednak pomyśleć, że anoreksja to głupota, a nie choroba? A może spotkałaś na ulicy dziewczynę z wymiarami Donatelli Versace i spojrzałaś na nią krzywo? Nie sądzisz, że swoim odrzuceniem nie pomożesz tej osobie, a jej zaszkodzisz?

Wyobraź sobie, że zewsząd słyszysz, że nic Ci nie idzie, że jesteś do dupy. Może masz problemy finansowe, miłosne… jakiekolwiek. Dużo ludzi na ulicy zwraca na Ciebie uwagę, a Ty jesteś przekonana, że po prostu wyglądasz tragicznie i dlatego patrzą. Na pewno Twój widok ich obrzydza. Jesteś w końcu zmęczona życiem, masz niedofarbowane włosy, połamane ze stresu paznokcie i… jesteś gruba. Przecież jak siadasz, cały brzuch Ci się roluje. Okropność! Kto by chciał na taką w ogóle spojrzeć?

Robi się przykro? Wierz mi, że to tylko preludium. Każdy człowiek się roluje na brzuchu? Co z tego, skoro to akurat Twoje zmartwienie? Masa kobiet ma połamane paznokcie? Tego nie widać, w końcu większość ma czas zrobić hybrydy. Mówiąc prosto – czujesz, że jesteś nikim. A nawet niczym. Ale chcesz to zmienić, bo masz w sobie jeszcze jakąś siłę walki.

Pierwsze, co myślisz – ładne, zadbane dziewczyny są szczupłe. Więc Ty też musisz taka być. Ograniczasz jedzenie, jak tylko się da. Musisz schudnąć jak najszybciej. Jeśli włączasz treningi, to tylko ostre spalacze tłuszczu. W końcu nie masz siły trenować. Jest Ci niedobrze, ale wciąż jesz niewiele.

Patrzysz w lustro, a tam co? Wciąż gruba kobieta? Nie do wiary! Przecież tak się starasz! Pewnie chodzi o to, że wciąż (za dużo) jesz. Więc może lepiej nie jeść…?

Tragiczny koniec dramatu
Wpadasz w anoreksję. Co się dzieje, kiedy jest już bardzo poważnie? Zanikają mięśnie (nie tylko tkanka tłuszczowa), co uniemożliwia swobodne poruszanie się. Towarzyszem staje się hipotermia, czyli temperatura ciała utrzymuje się poniżej 36 stopni Celsjusza. Obniża się poziom hormonów tarczycy, który jest też odpowiedzialny za metabolizm. Zmniejsza się częstotliwość oddechu.

Nie, to nie wszystko. Zmniejsza się masa mięśniowa serca, pojawia się bradykardia, czyli serce zwalnia, czemu towarzyszą skurcze. Obniżone jest ciśnienie krwi, co prowadzi do omdleń i zawrotów głowy.

Co się dzieje z układem pokarmowym? Zęby i dziąsła są osłabione i ich stan pogarsza się. Nastają problemy z żołądkiem i opróżnianiem go. Towarzyszą też bóle brzucha, wzdęcia i uczucie pełnego brzucha.

Mówi się, że osoby chorujące na anoreksję nie mogą mieć dzieci. Mit czy prawda? Przy zaawansowanej anoreksji znika miesiączkowanie, a jeśli choroba postępuje, nie jest leczona, dochodzi do trwałej bezpłodności.

Poza tym wypadają włosy, skóra staje się sucha i krucha. Kości miękną i są na tyle osłabione, że nie trudno o złamania. Niestety, w większości przypadków również układ nerwowy nie reaguje najlepiej. Przy anoreksji zaawansowanej dochodzi do uszkodzeń nerwów i tkanki mózgowej. Mogą też pojawić się dziwne odczucia w dłoniach i stopach, zaburzenia myślenia, a także napady padaczkowe.

Anorektyczna psychika
Początkowo osoby wpadające w anoreksję cieszą się swoim stanem, są wręcz podekscytowane tym, że coś zmieniają w swoim życiu, widzą swój cel. Anoreksja jednak ma to do siebie, że chory nie dostrzega postępów w swoich działaniach. Choć trudno to sobie wyobrazić, chory staje przed lustrem chudy, a widzi siebie coraz grubszego (nie, to nie bajka, serio tak jest). W ten sposób postępuje jego działanie, dążenie do chudości, a za tym idzie rozdrażnienie, w końcu apatia. Świat staje się obojętny, liczy się tylko to, by utrzymać swoje działania, choć brak już siły do życia.

Kolejnym etapem jest depresja, ale nie ta powierzchowna, serialowa. To nie jest tak, że chory zawija się w szlafrok, boli go głowa i nic mu się nie chce, więc ogląda durne filmy. Nie, tu pojawiają się myśli samobójcze. A musimy pamiętać, że depresji często nie widać po osobach na nią cierpiących.

A potem…?
Są dwa wyjścia – leczenie lub śmierć. Niestety, brzmi to tragicznie, ale chyba po przeczytaniu poprzednich punktów każdy widzi, jak reaguje organizm. Cóż, pisząc ten tekst miałam wrażenie, że naprawdę opisuję symptomy śmierci. Także temat jest poważny.

Leczenie
Osoba chora musi przezwyciężyć swój wstręt do tycia, a więc też do jedzenia. Musi postarać się zaakceptować siebie i swoje życie, nauczyć się pewności siebie. Zdania co do tego, gdzie się leczyć, są podzielone. Jedni uważają, że dobry jest szpital, opieka lekarska, dietetyczna. Inni wybierają gabinet psychiatryczny lub psychoterapeutyczny. Ale nie bez powodu piszę to jako trener tu, na Fitnesowni. Wybrać można też trenera personalnego. Oczywiście mam tu na myśli osobę w pełni kompetentną, znającą zasady dietetyki, a także motywacji i pozytywnego myślenia. Wiem też, że wiele osób bałoby się takiego kroku, więc tym właśnie polecam wizytę u dietetyka, a także psychoterapeuty.

Jak wygląda leczenie? Psychoterapeuta/trener ma za zadanie doprowadzić do zrozumienia swojej sytuacji przez chorego, nakierować go na sukces. To wymaga cierpliwości, niełatwo jest ot tak wyciągnąć kogoś z anoreksji. Trzeba sprawić, aby chory w pełni rozumiał siebie i swoją chorobę, pokonał swoje lęki, a szczególnie lęk przed tyciem i wstręt do jedzenia. Tutaj ostrzegam – to może trwać niesamowicie długo. Wiele zależy od samego chorego i stopnia zaawansowania jego choroby.

Happy end
Oczywiście, z anoreksji można wyjść szczęśliwym, pełnym energii do życia. Pamiętajmy jednak, że to doświadczenie jest bardzo ciężkie i nie znika z pamięci. Zawsze będzie się kłaść cieniem na psychice. Może to i dobrze, bo to też wzmaga ostrożność w przyszłości. Mówi się, że jak już raz miało się anoreksję, nigdy się z niej do końca nie wyjdzie. To właśnie ten cień doświadczenia. Może być tak, że osoba po anoreksji znów w nią wpadnie, gdyż uzna, że już raz przez to przechodziła i dała radę, więc tym razem będzie bardziej ostrożna. To jednak nie jest najlepszy sposób.

Co może pomóc po walce z anoreksją? Zaprzyjaźnienie się ze sportem. Oczywiście, najlepiej jest wszystko ustalić z trenerem personalnym. Świeżo po chorobie można się tylko dobić niektórymi treningami. Należy więc być ostrożnym. Jednak zdrowa dieta i odpowiednie treningi zawsze dają szczęście i jakąś harmonię. Da się z tego wyjść? Da się!

Na koniec artykułu życzę wszystkim zdrowia, rozwagi, a tym, którzy przeszli anoreksję chcę pogratulować! Tak trzymać, Fitnesowicze! 🙂