Cardio Dance: roztańczony trening

Musicie mi wybaczyć prawie dwa miesiące bezczynności. Jakoś to odpokutuję :'(. Niestety, ten rok akademicki zaczął się z przytupem i uczelnia razem z pracą zabrały mi mnóstwo uwagi. Teraz jednak wracam do Was ze wcale nie byle jakim tematem :).

Zdarza się brak motywacji, kiedy po prostu ma się dość rutynowych treningów, ćwiczeń powtarzanych po tysiąc razy, identycznych przeskoków, uderzeń, pompek i przysiadów. Zdarza się w ogóle wielka niechęć do samego fitnessu – do zwykłego cardio, interwałów czy siłowych. Jasne, można tego nie lubić. I nikt nie powiedział, że to jedyna droga do pięknego ciała!

Dzisiaj przedstawiam Wam formułę cardio dance. Zakładam, że część z Was słyszała o tych treningach, nie mogę jednak wykluczyć osób początkujących, które szukają swojej ulubionej dziedziny. Jest ktoś taki między Wami? Warto spróbować i przekonać się, czy ten rodzaj fitnessu jest dla Was, czy też wolicie inną formę. No to do dzieła!

Co to jest?
Łatwo się domyślić, że cardio dance to dynamiczny trening z wykorzystaniem tanecznych ruchów, oparty na choreografii. Dla wielu osób będzie on świetną rozrywką, a już na pewno wywoła wielki uśmiech. Oczywiście, najczęściej wykorzystywane są kroki i ruchy z tańców latynoskich. Lubicie? W takim razie powinniście spróbować ;).
Jeśli to Was jakoś zachęci, to ulubiony typ treningu dla Gwyneth Paltrow, Shakiry (a jak!), Naomi Watts czy Anne Hathaway. Wśród trenerów fitness również ktoś się znajdzie, choćby Blogilates!

Co będzie potrzebne i do czego?
Trochę miejsca, wygodne buty z miękką podeszwą (najlepsze będą te trzymające kostkę, ale zwykłe fitnessowe jak najbardziej wystarczą), równie wygodne ciuchy, które nie będą krępować ruchów, woda i trochę energii. Gwarantuję Wam, że po treningu ta energia wzrośnie ;P.
Będzie skakanie, tańczenie, obroty, „trząchanie” tyłkiem, palenie mnóstwa kalorii oraz pobudzanie dopaminy. Tak, tak, taki trening naprawdę wytwarza szczęście (jak wiele innych, ale ten chyba najbardziej).

Treningi
Dobra. Skoro już mamy przepis, teraz będzie wykonanie. Wkleję tu kilka linków, a Wy z nich do woli korzystajcie. Po coś tancerze-trenerzy tworzą te programy ;P.

Muszę przyznać, że bardzo polubiłam trening Sweaty Betty, ale wyjątkowo kusi mnie ten najdłuższy trening Deanne Berry (do tej pory tylko uważnie go przejrzałam) xD. Ostatnia propozycja to ten moment, kiedy naprawdę można się uśmiechnąć, wyluzować się i niekoniecznie powtarzać wszystkie ruchy, ale po prostu czerpać energię od tego tancerza ;P.

To co? Zabieramy się za trening? Kto podejmie się razem ze mną tygodniowego wyzwania treningów tanecznych? Szczegóły już wkrótce ;P!

Sissi. Cesarzowa fitnessu

Przyznaję – historia to mój konik, choć długo się z nią kłóciłam ;P. Jeśli są tu również gimnazjaliści (lub uczniowie podstawówki) albo licealiści, wierzcie mi, historia w szkole ssie i nie jest prawdziwą historią ;). Dlatego, nawet jeśli twierdzisz, że to będzie zwykła lekcja takiej tam historii, grubo się mylisz. Nie bez powodu piszę o cesarzowej Elżbiecie właśnie tutaj, na Fitnesowni. Otóż to ona jest prekursorką aktywności fizycznej. Ba! Była jedyna w swoim rodzaju, łamała reguły, pokazywała, że KOBIETA POTRAFI. Zdecydowanie wyłamywała się z tłumu i przez to była wytykana palcami na dworze, uznawana za wariatkę. Dziś chciałabym Wam przybliżyć jej postać, zarówno z tej części urodowej, jak też ogólnie z życia. W końcu chodzi o kobietę opisywaną jako prawdziwą PIĘKNOŚĆ!

Chłopczyca
Nie da się ukryć, że mała Sissi, jak nazywano pieszczotliwie bawarską księżniczkę Elżbietę, była córeczką tatusia, który zresztą uwielbiał polowania. Stąd też wzięła się jej umiejętność jazdy konnej. Uwielbiała konne przejażdżki, aktywne gry i czas spędzony na powietrzu. Niezwykle nudziły ją lekcje, w szczególności wolne tańce, które nie wyrażały żadnych emocji, a jedynie dumę i spokój. Najwidoczniej nie przejmowała się jakoś szczególnie swoją pozycją społeczną i zdecydowanie wolała spędzać czas aktywnie, na słońcu, na jeździe konnej, co raczej nie było mile widziane w dostojnej szlachcie.

Gdy księżniczka była dzieckiem, przypominała bardziej chłopca z pyzatą, okrągłą buzią. Jej legendarna wręcz uroda rozwijała się niezwykle wolno. Nikt więc nie przypuszczał, że z chłopczycy wyrośnie światowa piękność. Wszyscy zwracali raczej uwagę na jej starszą o trzy lata siostrę, Helenę, uznawaną za najbardziej urodziwą niewiastę w całej rodzinie. Ba! To właśnie Helenie miał się oświadczyć cesarz Austrii Franciszek. Kto by pomyślał, że w Bad Ischl na uroczystości zaręczyn monarcha wybierze młodszą – wówczas piętnastoletnią – siostrę Heleny, Elżbietę, której uroda zaczęła się niespodziewanie uwidaczniać. Sama Sissi była niezwykle zaskoczona tym zwrotem akcji.

Dziwadło
Gdy Sissi przybyła do Wiednia do pałacu Hofburg, zaczęła swoje restrykcyjne diety, które często przybierały postać głodówek. Cesarzowa odmawiała deserów i innych słodyczy, nie piła porannej gorącej czekolady, która panowała na dworze austriackim od wieków. Zamiast tego jadała jeden posiłek w ciągu dnia, w którym wszystko musiało być surowe – surowe mięso, surowe warzywa i owoce. Musicie sobie wyobrazić reakcje rodziny królewskiej ;).

No i uwaga, uwaga… Wymiary monarchini są naprawdę porażające. Kiedy Sissi skończyła rosnąć, miała 172 cm wzrostu (czyli nieco więcej niż jej mąż, co usilnie ukrywano na obrazach), jej waga krążyła przy 50 kilogramach, a talia… Jak myślicie? ;P 50 cm. Dla porównania: Marilyn Monroe 63,5; Ewa Chodakowska 65. Pomyślicie, że przegięła, jednak musimy pamiętać, że nasza Elżbieta żyła w XIX wieku, gdzie ona sama wyznaczała sobie granice, bo wówczas kobiety raczej nie myślały o dietach, a aktywność fizyczna to już w ogóle była abstrakcja. Spacery po dworze? Podróże? Przecież skóra powinna być biała! Tak, tak, takie było ówczesne postrzeganie. Sissi była więc dla nich dziwadłem. Nie znała jednak odpowiednich proporcji, nikt nie wyznaczał, ile się powinno ważyć przy danym wzroście. Skąd miała to wiedzieć? Kreowała więc najlepszą wersję siebie wg własnej opinii.

Mąż, teściowa… czyli fakty i mity
Nie mogę nie wspomnieć o jej relacjach z rodziną ;). Krążą słuchy, że miała okrutną teściową, a z mężem łączyła ją ogromna miłość. Chyba nikogo nie zdziwi fakt, że obie te relacje zostały wykreowane na potrzeby filmu z 1955r., w którym w samą cesarzową wcieliła się Romy Schneider. Po co? Po pierwsze – żeby wszyscy pokochali Sissi jako niewinną, uroczą dziewczynę; po drugie – żeby zakończyć nieprzyjemne opowiastki o skandalicznej monarchini. Tak, tak, złośliwe pamflety rozpowszechniły, iż młodziutka Elżbieta rzekomo nie chce swoich dzieci, że nie umie wpasować się w życie dworskie… Co więcej, że nie okazuje żadnych uczuć swojemu kochanemu mężowi.

W rzeczywistości arcyksiężna Zofia uwielbiała swoją synową, czego można się dowiedzieć, spacerując po muzeum Pałacu Hofburg ;). Okej, dobra. Zrobiła swoje błędy, bo zabrała dzieci Sissi, żeby je wychować osobiście. Jednak sama cesarzowa, jak można teraz oceniać, przeżywała swego rodzaju baby blues (nie dziwię się, bo wyszła za mąż w wieku 15 lat i od razu rodziła czwórkę dzieci jedno za drugim). Mimo wszystko to właśnie teściowa, widząc jeżdżącą konno Sissi, powiedziała: Oto cesarzowa, która zachwyca wszystkich. To dla niej ich podziw, to ona jest dla nich idolem.

Co do cesarza: był zachwycony swoją Sissi. Może i ona z początku powiedziała: Oczywiście, że go kocham! Jak mogłabym go nie kochać?, dodając po chwili: Gdyby tylko nie był cesarzem… Jednak znów muszę przypomnieć – miała wówczas piętnaście lat! No i dobra, trafiła na dwór, gdzie musiała choć trochę trzymać się sztywnych zasad, szybko dorosnąć, nie biegać, nie wymykać się do koni… To ją przytłoczyło. I choć z początku była prawdziwie zauroczona Franciszkiem, po tym uczuciu zostało przyzwyczajenie i troska, jednak sama cesarzowa kojarzyła go raczej z obowiązkami i dworem niż ze wspaniałym partnerem.

Bądź co bądź, cesarz wciąż mówił, że kocha swoją żonę. Opiewał jej urodę, w swoim gabinecie przed biurkiem miał jej portret. Był w nią zapatrzony jak w obrazek. I może tu też był błąd. Nie rozmawiali ze sobą zbyt często, on prawie jej nie znał. Skupiał się tylko na jej niezwykłej urodzie. Czyżby kochał iluzję, którą sam sobie stworzył, czy prawdziwą Sissi?

Uroda i fitness
Elżbieta miała niebywale długie włosy (podobno sięgały jej do pięt), które były tak ciężkie, że musiała od czasu do czasu podtrzymywać je wstążką. Wstawała o wczesnych godzinach porannych, aby odbyć całą toaletę, a także zrobić trening, co zajmowało dobre kilka godzin. Poniżej na zdjęciu widać dwa krążki, które cesarzowa wykorzystywała do podciągania i robienia brzuszków w zwisie, a także do rozciągania. Mamy również drabinkę i drążek. Cesarzowa posiadała też ciężarki. Wierzcie mi, ta kobieta naprawdę sobie nie odpuszczała. Możemy sobie tylko wyobrazić, jak jej ciało musiało być wyćwiczone. Codzienne treningi, jazda konno… No, może poza tymi dietami ;).

Mądra i uparta
Zamiast herbatek z dostojnymi damami w altanach z różanym zwieńczeniem w Pałacu Schönbrunn Sissi wybierała lekcje języków. Jaki skandal wywołała, decydując się na naukę węgierskiego, czyli języka największego wroga! Zaraz potem wyjechała na Węgry, zjednała sobie tamten lud i to ona doprowadziła do sojuszu, wobec którego stała się królową Węgier, obsadzając jako króla swojego męża. Zdolna babka, co? ;P

Poza tym wszystkim była również poetką. Pisała „do szuflady” i moim zdaniem wychodziło jej to świetnie. Niemniej jednak złośliwość ludzi nie zna granic, więc była oczerniana jeszcze przez ponad pół wieku od swojej śmierci, dopóki nie nakręcono filmu „Sissi” w 1955r.

Dzisiaj byłaby cenioną kobietą
Niezwykła piękność zginęła zasztyletowana 10 września 1898 roku podczas spaceru w jednej z podróży. Choć sama nie darzyła swojego męża wspaniałą miłością, troszczyła się o niego i gdy go opuściła na rzecz poznawania świata i tej prawdziwej miłości, sama zainicjowała jego spotkanie ze swoją znajomą, z którą cesarz Franciszek do śmierci pozostał w przyjaźni. Był jednak platonicznie zakochany w swojej Sissi, dlatego niezwykle ciężko zniósł wieść o zamachu na jej życie. To nie był pierwszy cios w życiu monarchy. Razem z żoną cierpiał, gdy najpierw zmarła ich mała córeczka, a potem syn Rudolf popełnił samobójstwo, nie mogąc pojąć za żonę miłości swojego życia.

Ciekawostki ciekawostkami…
Raczej nie biorę na serio informacji o kontrowersyjnych zabiegach urodowych tejże cesarzowej. Wszystko, co Wam tutaj piszę pochodzi z książki zakupionej w Hofburgu „The reluctant empress” Brigitte Hamann, którą serdecznie polecam zainteresowanym (o ile ktoś chce poznać tę PRAWDZIWĄ historię) ;), oraz część wiedzy zgarnięta jest prosto z samego Wiednia z obu pałaców. Tej raczej ufam ;P.

Sissi nazywała się dokładnie Elisabeth Amalie Eugenie z linii Pfalz-Zweibrücken-Birkenfeld-Gelnhausen rodu Wittelsbach. Byłą księżniczką bawarską, cesarzową Austrii i królową Węgier. Urodziła się 24 grudnia 1837 roku, a zmarła 10 września 1898. Jej mąż – Franz Joseph I – był jej bratem ciotecznym, czyli synem siostry matki.

Gdy Elżbieta nie mogła już uprawiać jazdy konnej, zajęła się szermierką i dalej trenowała w swoich komnatach. Pod koniec swojego sześćdziesięcioletniego życia zamieniła to wszystko na długie spacery.

Sissi została uznana za najpiękniejszą kobietę na świecie, czego – jako jedyny monarcha – nie poparła angielska królowa Wiktoria. Szach perski powiedział o niej tak:

To najbardziej czarująca ze wszystkich znanych mi kobiet. Co za godność! Co za śmiech! Co za dobroć! Jeśli tu wrócę, to tylko dlatego, by ją jeszcze raz ujrzeć.

Cesarz niemiecki Fryderyk III opisywał Sissi w jeszcze inny sposób.

Cesarzowa nie siada, tylko majestatycznie zajmuje miejsce; nie wstaje, tylko się podnosi; nie chodzi, tylko kroczy z godnością. Jej pojawienie się wprawiło mnie w niemy zachwyt.

Nie bez powodu piszę dziś o Sissi. Była prekursorką aktywności fizycznej! W swoich czasach w całej Europie była zdecydowanie jedyną taką władczynią. Polecam wszystkim zapoznać się z jej życiem, nawet z trzyczęściowego filmu z Romy Schneider, choć nie ukazuje on całej prawdy ;).

Dziś właśnie przypada 119 rocznica zamachu na jej życie. W grudniu, w wigilię świąt Bożego Narodzenia, nadejdzie 180 rocznica jej urodzin. Myślę, że warto wiedzieć co nieco o takiej osobie.

Mam cichą nadzieję, że ten artykuł, choć inny od wszystkich, spodobał się Wam i zainteresowałam Was postacią Sissi :).

DETOKS – czyli jak się pozbyć toksyn z organizmu i nie zwariować

Po co mi detoks?
Wchodzisz do sieciowej kawiarni i od razu rzuca Ci się w oczy zielony koktajl za 18,90 zł o nazwie „detox”. Przechodzisz obok siłowni, gdzie jednym z nowych haseł jest „pozbądź się toksyn!”. Otwierasz kobiecy magazyn, a w strefie z poradami widzisz owoce, miarkę i hantelki z wielkim podpisem „odtruwanie domowym sposobem”. No i rodzą się wreszcie dwa pytania. Czym jest ten detoks? Czy ja też go potrzebuję?

No, najprawdopodobniej tak. To nie jest jakiś obowiązek, ale  warto spróbować.
Taki detoks ma za zadanie oczyścić Twój organizm z nagromadzonych toksyn. Ot, taka całkiem przydatna pomoc.

Jak wygląda zatrucie?
Często można rozpoznać obecność toksyn w organizmie po niższej odporności, niespodziewanych alergiach, reakcjach alergicznych na wilgoć i grzyby/pleśnie, po BIAŁYM NALOCIE na języku, ZANIECZYSZCZONEJ CERZE lub nawet WZDĘTYM BRZUCHU.

Skąd takie oznaki? Żyjąc w zatłoczonych miastach, wdychając spaliny, pryskając się dezodorantami i perfumami, korzystając z wątpliwych podkładów, jedząc niezdrowe rzeczy, łykając tabletki lub nie uprawiając żadnej aktywności fizycznej (i tak dalej), stopniowo zwiększa się obecność toksyn w ciele, a to raczej nie jest pożądane przez nas wszystkich zjawisko.

Dieta oczyszczająca organizm
Najlepiej uchwycić się właśnie tego, choć nie jest to najprzyjemniejszy sposób ;P. Oczywiście warianty diety są różne. Należy jednak wyeliminować wszystko to, co mogłoby zatruć organizm, a najkorzystniej wychodzi się na diecie WARZYWNO-OWOCOWEJ. Jakie są jej zasady? Otóż je się TYLKO warzywa i owoce. Nic więcej. Można je piec, gotować, jeść na surowo, doprawiać ziołami. No i pije się wówczas wodę, wodę z owocami/ziołami lub herbaty ziołowe. Proste zasady, nic trudnego. Gorzej z wykonaniem. O tym nieco niżej ;).
Taka dieta powinna trwać od 1 do 30 dni. Wybór należy więc do Ciebie i Twojego organizmu. Wystarczy dostosować do potrzeb.

(Jeśli ten wariant Cię nie interesuje, nie rezygnuj z dalszej lektury ;). Są też inne możliwości!)

Ania Lewandowska – niezastąpiona trenerka i dietetyk <3 – proponuje natomiast wersję jednodniową. Poniżej wstawiam cytat z jej bloga, jednak chciałam przy okazji wspomnieć, że ta opcja jest dobrym pomysłem, kiedy chce się UTRZYMAĆ czystość organizmu. Warto więc wybrać konkretny dzień w miesiącu i systematycznie to powtarzać (np. 12 stycznia -> 12 lutego -> 12 marca etc.).

Taki dzień warto zacząć od szklanki ciepłej wody z wyciągiem z pestek grejpfruta lub cytryny (dostępne w aptece lub sklepach zielarskich), krople te możemy pić również wieczorem przed snem. Potem można wypić szklankę wywaru z gotowanego, złocistego siemienia lnianego, który rewelacyjnie wpływa na pracę jelit, wspomaga odchudzanie, wzmacnia skórę, włosy i paznokcie oraz posiada wiele innych wspaniałych właściwości, o których będę jeszcze pisała :) . W ciągu dnia kawę i herbaty zamieniamy na koncentrat z buraków (sklepowy, ale w szklanej butelce, bez glutaminianu sodu) wymieszany z gorącą wodą, sok z surowych buraków lub kwas z kiszonych buraków – to są świetne odkwaszacze. Wieczorem można wypić proszek zasadowy wymieszany z wodą (w 1,5 litra wody, w temperaturze pokojowej) lub herbatę z czystka. Co na śniadanie, obiad i kolację? Tego dnia jemy przez cały dzień zupy krem (bez nabiału i innych dodatków) oraz soki warzywne. Przed snem warto wypić melisę i położyć się wcześniej spać, aby organizm mógł odpocząć i usunąć toksyny z organizmu.

~ Healthy Plan by Ann

Detoks koktajlowy
Oczyszczanie koktajlami też wchodzi w grę, a co! Tutaj też są różne warianty; sama wyróżnię dwa.

  1. Picie oczyszczającego soku codziennie 1-2 razy w ciągu dnia przez 1-2 tygodnie
    (pomysły na koktajle oczyszczające również znajdziesz u Ani Lewandowskiej, a na pewno ja również będę wstawiać coś tutaj, na Fitnesownię ;)).
  2. Kompletny detoks koktajlowy, który polecam zamówić z Juicy (podlinkowane). W tym wariancie pije się tylko koktajle. W sumie całkiem smaczna opcja ;P. Ach! Trzeba pić wodę. ZAWSZE trzeba pić wodę.

Trening
Podczas detoksu organizm może być bardzo osłabiony, ale to naturalna reakcja ;). Niemniej jednak nie wolno wówczas wykonywać ciężkich treningów, jak też tych, które bardzo angażują kondycyjnie. Najlepszym wyborem będzie więc joga lub stretching. Pamiętaj o swoim zdrowiu i to je stawiaj a pierwszym planie, a nie zaplanowany na dany dzień wycisk!

Umysł
Medytacja to coś, co niezwykle wycisza organizm, redukuje stres i uwalnia od złych emocji. Skoro już chcesz zadbać o doskonały stan swojego ciała, zadbaj też o czystość umysłu. To pozwoli Ci lepiej pracować, cieszyć się każdą chwilą życia i ukoi Twoje nerwy ;).

Co jest dla Ciebie najlepsze?
Wybór jest dowolny. Ja wspomniałam tylko o detoksie pełnym, jednak możesz również wybrać detoks polegający na wypiciu codziennie naparu z pietruszki połączonego z sokiem z cytryny, wodą i posiekaną pietruszką (natką, rzecz jasna).

Jeśli wiesz lub czujesz, że Twój organizm jest pełen toksyn, lepiej wybrać pełną dietę odtruwającą, czyli tę warzywno-owocową na przynajmniej 3 dni. W tym czasie Twój organizm będzie miał szansę wyrzucić z siebie toksyny i powrócić do zdrowia. Możesz się zdecydować na dwa tygodnie takiej diety i gwarantuję Ci, że ciało Ci za to podziękuje ;).

Uważaj na detoks, jeśli jesteś osobą chorą, masz specjalną dla swojego schorzenia dietę, jesteś w ciąży lub karmisz piersią – wówczas zapomnij o takim pełnym detoksie i jeśli w ogóle chcesz się czegoś w tym stylu podejmować, skonsultuj to ze swoim lekarzem!

Jeśli chcesz tylko odtruć swój organizm co jakiś czas, korzystaj z jednodniowych wariantów ;). Polecam też wracać do odtruwania jednodniowego raz w miesiącu, aby zadbać w pełni o swoje ciało, zdrowy wygląd i pełną wydolność.

Moje doświadczenie
Niedawno podjęłam się diety warzywno-owocowej pełnej i trwała ona 3 dni. Wyglądało to tak, że pierwszego dnia myślałam o ciastkach, czekoladzie i batonach. Serio. Nie żartuję. Byłam niesamowicie głodna, trochę słaba… Drugi dzień był luźniejszy, choć wciąż odczuwałam lekki głód. Moja twarz wypychała na wierzch wszystkie złe rzeczy, byłam nieco słabsza, nieco bolała głowa i miałam spuchnięte oko. No, normalne reakcje organizmu, choć naprawdę nieprzyjemne. Trzeciego dnia było już luźniutko. Czułam się lekka, zdrowa, pełna energii. I, co najważniejsze, najadałam się! Serio. W trzy dni można się przyzwyczaić. Minął tydzień od podjęcia się diety i organizm wciąż wyrzuca z siebie toksyny, również dlatego, że podtrzymuję działanie detoksu piciem wody z cytryną i naparem z pietruszki. Naprawdę polecam gorąco taką opcję i wiem, że chętnie wrócę do czegoś takiego, nawet może niedługo. Skóra jest dużo gładsza, ładniejsza, zdrowsza, ja mam więcej energii i czuję się lżejsza.

Niechętnie przyznaję, że nie warto wspominać o detoksie ludziom wokół. Pierwszego dnia potrzebna jest motywacja ze strony innych, a tej czasem braknie. Ludzie krytycznie podchodzą do takich „eksperymentów”, ponieważ ich nie znają i w ich oczach to wygląda na zupełnie głupie i niepotrzebne. Ja jednak zauważyłam efekty i jestem z nich naprawdę zadowolona. I tutaj muszę bardzo gorąco podziękować mojemu Partnerowi, Mamie i Cioci, którzy wspierali mnie, nie krytykowali, nie poddawali w wątpliwość mojej wiedzy z tego zakresu. Wiem, to tylko trzy dni, jednak pierwszy dzień serio nie jest łatwy.

Po detoksie
Nie wpadaj od razu w wir wielkich uczt. Powoli nabieraj „tempa” w jedzeniu, nie przeciążaj żołądka i całego organizmu. Nie rzucaj się na cukier i produkty niezdrowe. Zadbaj o siebie. A najlepiej pozbądź się na zawsze fastfoodów i innych świństw.

WAŻNE!
Podczas detoksu NIE WOLNO spożywać ALKOHOLU i palić PAPIEROSÓW. Palisz? Masz szansę to wyeliminować. Pamiętaj: to TY decydujesz, czy wybierzesz FAJKI czy ŻYCIE. Wszystko Ci jedno? Pomyśl o swoich dzieciach, o partnerze, o rodzicach, rodzeństwie, przyjaciołach. Wybierasz ICH czy PAPIEROSY? Zdecyduj. Bo ten detoks serio może być Twoją szansą. Trzymam za Ciebie kciuki!

Trzymam kciuki za Was wszystkich, Fitnesowicze. Niezależnie od tego, czy macie uzależnienia, czy nie. Czy jesteście na początku ścieżki zdrowego stylu życia, czy od dawna w tym siedzicie. Wspieram Was, przesyłam wirtualne buziaki i życzę wszystkiego zdrowego! 🙂 Dasz radę. Kto, jak nie Ty?

Buźka ;*.

Pierwszy temat tabu – okres

Zacznę prosto z mostu. Są wśród nas kobiety. Tak. Są. To, że mężczyźni mają penisy, wiadomo nie od dziś i raczej nikt się z tym nie kryje. Jednak mówienie wprost o kobiecych sprawach stwarza jakąś dziwną strefę dyskomfortu. Jasne, mnie też coś skręca, jak ktoś mówi w towarzystwie „idę się odlać”, „musiałam zmienić podpaskę” czy cokolwiek takiego. Zachowajmy jakąś kulturę w tym wszystkim. Ale nie ignorujmy swojej intymności!

Wstydliwa historia
Kobiety przez długi czas nie miały łatwo. O tych sprawach po prostu się nie mówiło. Każda dziewczyna musiała sobie jakoś poradzić. Ale żeby rozmawiać o czymś takim?! Nie do pomyślenia! Oczywiście po cichutku przyjaciółki przekazywały sobie to i owo. Gdzie jednak miały szukać odpowiedzi, gdy cokolwiek było nie tak? Przecież to nie uchodzi tak pytać… Nie o to…

No i to nam trochę zostało, prawda? Boimy się czasem nazwać rzeczy po imieniu, a u niektórych przeglądanie porad w Internecie na temat zmniejszenia bólu menstruacyjnego wciąż wywołuje pąsy na policzkach. Jeśli kogoś już oburzyłam, rozpoczynając taki temat, przepraszać nie będę. Ktoś musi o tym wspomnieć i odpowiedzieć na ważne pytania. Kto, jeśli nie psychoseksuolog? 😉

Treningi w czasie krwawienia
Każda z nas jest inna, każda inaczej reaguje. Jedna kobieta będzie mdleć z bólu, podczas gdy druga będzie pląsać po parkiecie w największym szale dyskotekowym. Jeśli cierpicie naprawdę mocno, warto się zbadać u ginekologa i wspomnieć o takich problemach. Być może chodzi o skrzywienie macicy? Proszę, nie lekceważcie własnego zdrowia i badajcie się, moje Fitnesowiczki!

Wracając jednak do treningów, pojawia się wiele pytań. „Czy można ćwiczyć podczas okresu?”. Odpowiem prosto – można. ALE! Tylko pod warunkiem, że czujecie się dobrze, nie macie zawrotów głowy, a ból brzucha jest co najwyżej lekki. Wiem, czasem zaplanujemy sobie miesiąc świetnych treningów, pilnujemy się… a tu klops. Przychodzi miesiączka i jesteśmy rozłożone. I co tu robić?

O ile samopoczucie fizyczne, jak i psychiczne jest w normie, nie ma problemu z treningiem, choć najlepiej jest trochę zwolnić tempo na odpowiednio długi czas. Kiedy jednak nie czujemy się na siłach, nie ma co walczyć z samą sobą. I, proszę, nie wyrzucajcie sobie niezrobionego treningu w tych dniach. To absolutnie normalne, a najważniejszy nie jest jakiś wyścig z deadlinem pod tytułem „za miesiąc wyjazd w bikini”, tylko Wasze zdrowie. Chyba się ze mną zgodzicie.

Nie możecie mimo wszystko usiedzieć na miejscu? Proponuję spacer, rozciąganie, medytację… To wszystko korzystnie na Was wpłynie, a w niczym nie zaszkodzi. Gdy tylko krwawienie nieco ustąpi i samopoczucie wróci do normy, nie trzeba uciekać od treningów ;). Jeśli obfite krwawienie występuje u Was na przykład przez pierwsze dwa dni, a następne cztery już nie są tak tragiczne, to tego trzeciego dnia można się już zebrać do ćwiczeń. Czemu nie! 🙂

Pani Okres & Pan Depresja
Ten duet jest okropny. Zdarza się całkiem często, że mamy spadek nastroju właśnie w tych dniach. PMS, czyli zespół napięcia przedmiesiączkowego, również daje się we znaki. Nie wszystkim, ale istnieje ;). Mam tu dla Was kilka rad. Błagam, nie mierzcie się podczas okresu, nie ważcie, nie sięgajcie po prochy odchudzające. Różne głupie pomysły przychodzą podczas miesiączki, jasne. Ale pamiętajcie, że często w tych dniach ważymy nieco więcej, możemy mieć trochę większy obwód brzucha, być spuchnięte, wyglądać gorzej i czuć się fatalnie. I mamy do tego pełne prawo! Czy to już depresja? Nie ;). Wystarczy to przetrwać.

 

Temat tabu #2 – seks
O nie! Jak można poruszać ten temat! Jak już wspomniałam, kto, jeśli nie psychoseksuolog, ma podjąć się tych wyjaśnień? Przyznać się – kto oblał się rumieńcem? ;P

Można? Jeśli ktoś lubi – można. Taka forma stosunku ma swoich zwolenników. Należy jednak pamiętać o tym, że dla kobiety może być to uciążliwe z dwóch powodów. Pierwszy jest dość oczywisty – wstyd. Takie sprawy powinny być najpierw omówione w cztery oczy z partnerem, żeby każda ze stron czuła się zupełnie swobodnie. Drugi powód to ból. W tym czasie pochwa jest o wiele bardziej wrażliwa, więc stosunek może być bolesny.

Pytanie nr 2: Czy jest jakieś zagrożenie?
Jest, owszem. Podczas miesiączki kobieca strefa intymna jest bardziej podatna na infekcje i różne zakażenia. Jeśli więc para decyduje się na seks w tym czasie, powinna zadbać o szczególną higienę miejsc intymnych, a najlepiej również zabezpieczenie.

Pytanie nr 3: Czy można zajść w ciążę podczas okresu?
Rozwieję wszelkie wątpliwości – można. Jeśli kobieta ma nieregularne miesiączki lub jakiekolwiek problemy związane z cyklem menstruacyjnym, jest możliwość zapłodnienia. Ja wiem, zwolennicy „krwawych stosunków” mogą sobie uważać, że to idealny czas, aby uprawiać seks bez zabezpieczenia. No przykro mi, ale tak nie jest. Ładnie zaapeluję: Nie jesteś gotowy na konsekwencje pochopnej decyzji – nie podejmuj jej.

Fitnesowiczki, mam nadzieję, że wyjaśniłam już wszystko. Proszę Was tylko o to, aby nie lekceważyć tych okropnych tematów tabu, nie wstydzić się ich. Jeśli pojawia się problem, pójść do lekarza i zamienić z nim słowo. Od tego są ginekolodzy, no nie? To dla nich chleb powszedni. Gdy pojawiają się bariery psychiczne przy jakichś problemach, polecam seksuologów ;). Nie bójmy się więcej tego tematu. Jasne, mówienie o tym w towarzystwie zdecydowanie nie jest na miejscu. Jednak między nami, kobietami, to nie powinno być niczym złym. Nas wszystkich to dotyczy ;*.

Trzymajcie się, Babeczki! Do następnego artykułu! 🙂

Powiększanie biustu? Trening!

Stereotyp?
Wszyscy lecimy na duże piersi, niezależnie od płci. Okej, może jest też ta garstka, która woli mniejsze rozmiary lub ich brak, ale… No, bądźmy ze sobą szczerzy. Większość mężczyzn pragnie cycków u partnerki, a też ogrom kobiet chciałoby mieć czym się pochwalić. Prawda? Prawda.

Coś posmutniały…
No dobra, powiedzmy sobie wprost, że nawet jak już rozmiar jest idealny, to pozostaje jeszcze kwestia kształtu, a ten lubi być po prostu smutny. Piersi jakoś tak opadają, sterczą, tworzą półeczkę, rozłażą się… I jak tu żyć? Na co dzień stanik, ale przecież biust najlepiej ma wyglądać podczas seksu, no nie?

A dookoła nas mity O.O
Szczególnie jeden – że piersi to sam tłuszcz. Łapię się za głowę, wznoszę spojrzenie ku niebu i krzyczę: „bzdura!”. I teraz uwaga – nie każda kobieta, gdy chudnie, traci cycki. M-m. To tak nie działa. Jedne faktycznie w piersiach mają więcej tłuszczu, który zniknie wraz z utratą wagi, ale inne mogą mieć większą powierzchnię płatów gruczołu sutkowego. I w tym wypadku piersi aż tak nie zmaleją przy chudnięciu.

Ale ja tu o chudnięciu, a my chcemy o cyckach.

Tak wygląda cyc. Więc jak go powiększyć/podnieść?

Trening czyni cuda
Przejdźmy od razu do sedna sprawy. Żeby piersi były trochę większe, należy napompować mięsień piersiowy, który widać na powyższym obrazku. A żeby napompować, trzeba zrobić serię fajnych ćwiczeń. Gotowi?

Ach! Przypominam – ciężary nie sprawią, że będziecie Hulkami, a kobietami z pięknie wymodelowanym ciałem. To tak… dla pewności.

To tylko przykład z Internetu. Ćwiczeń jest dużo więcej. A te najlepsze (z całą przedmową i mądrymi słowami) zamieszczam poniżej.

A co ze smutnymi piersiami?
Wykonujcie więcej ćwiczeń z ciężarkami tych, które wymagają uniesienia rąk nad głowę. Proste? Proste.

Żeby było jasne – trening nie zbuduje rozmiaru DD z A. Na pewno ujędrni, podniesie i nieco powiększy, ale błagam, nie wierzcie w piękne przekazy z Internetu, okej? No, chyba że z Fitnesowni ;P.

Fitnesowicze moi drodzy, życzę Wam pięknych piersi. Żeby nie opadały i rosły w siłę ;*.