DETOKS – czyli jak się pozbyć toksyn z organizmu i nie zwariować

Po co mi detoks?
Wchodzisz do sieciowej kawiarni i od razu rzuca Ci się w oczy zielony koktajl za 18,90 zł o nazwie „detox”. Przechodzisz obok siłowni, gdzie jednym z nowych haseł jest „pozbądź się toksyn!”. Otwierasz kobiecy magazyn, a w strefie z poradami widzisz owoce, miarkę i hantelki z wielkim podpisem „odtruwanie domowym sposobem”. No i rodzą się wreszcie dwa pytania. Czym jest ten detoks? Czy ja też go potrzebuję?

No, najprawdopodobniej tak. To nie jest jakiś obowiązek, ale  warto spróbować.
Taki detoks ma za zadanie oczyścić Twój organizm z nagromadzonych toksyn. Ot, taka całkiem przydatna pomoc.

Jak wygląda zatrucie?
Często można rozpoznać obecność toksyn w organizmie po niższej odporności, niespodziewanych alergiach, reakcjach alergicznych na wilgoć i grzyby/pleśnie, po BIAŁYM NALOCIE na języku, ZANIECZYSZCZONEJ CERZE lub nawet WZDĘTYM BRZUCHU.

Skąd takie oznaki? Żyjąc w zatłoczonych miastach, wdychając spaliny, pryskając się dezodorantami i perfumami, korzystając z wątpliwych podkładów, jedząc niezdrowe rzeczy, łykając tabletki lub nie uprawiając żadnej aktywności fizycznej (i tak dalej), stopniowo zwiększa się obecność toksyn w ciele, a to raczej nie jest pożądane przez nas wszystkich zjawisko.

Dieta oczyszczająca organizm
Najlepiej uchwycić się właśnie tego, choć nie jest to najprzyjemniejszy sposób ;P. Oczywiście warianty diety są różne. Należy jednak wyeliminować wszystko to, co mogłoby zatruć organizm, a najkorzystniej wychodzi się na diecie WARZYWNO-OWOCOWEJ. Jakie są jej zasady? Otóż je się TYLKO warzywa i owoce. Nic więcej. Można je piec, gotować, jeść na surowo, doprawiać ziołami. No i pije się wówczas wodę, wodę z owocami/ziołami lub herbaty ziołowe. Proste zasady, nic trudnego. Gorzej z wykonaniem. O tym nieco niżej ;).
Taka dieta powinna trwać od 1 do 30 dni. Wybór należy więc do Ciebie i Twojego organizmu. Wystarczy dostosować do potrzeb.

(Jeśli ten wariant Cię nie interesuje, nie rezygnuj z dalszej lektury ;). Są też inne możliwości!)

Ania Lewandowska – niezastąpiona trenerka i dietetyk <3 – proponuje natomiast wersję jednodniową. Poniżej wstawiam cytat z jej bloga, jednak chciałam przy okazji wspomnieć, że ta opcja jest dobrym pomysłem, kiedy chce się UTRZYMAĆ czystość organizmu. Warto więc wybrać konkretny dzień w miesiącu i systematycznie to powtarzać (np. 12 stycznia -> 12 lutego -> 12 marca etc.).

Taki dzień warto zacząć od szklanki ciepłej wody z wyciągiem z pestek grejpfruta lub cytryny (dostępne w aptece lub sklepach zielarskich), krople te możemy pić również wieczorem przed snem. Potem można wypić szklankę wywaru z gotowanego, złocistego siemienia lnianego, który rewelacyjnie wpływa na pracę jelit, wspomaga odchudzanie, wzmacnia skórę, włosy i paznokcie oraz posiada wiele innych wspaniałych właściwości, o których będę jeszcze pisała :) . W ciągu dnia kawę i herbaty zamieniamy na koncentrat z buraków (sklepowy, ale w szklanej butelce, bez glutaminianu sodu) wymieszany z gorącą wodą, sok z surowych buraków lub kwas z kiszonych buraków – to są świetne odkwaszacze. Wieczorem można wypić proszek zasadowy wymieszany z wodą (w 1,5 litra wody, w temperaturze pokojowej) lub herbatę z czystka. Co na śniadanie, obiad i kolację? Tego dnia jemy przez cały dzień zupy krem (bez nabiału i innych dodatków) oraz soki warzywne. Przed snem warto wypić melisę i położyć się wcześniej spać, aby organizm mógł odpocząć i usunąć toksyny z organizmu.

~ Healthy Plan by Ann

Detoks koktajlowy
Oczyszczanie koktajlami też wchodzi w grę, a co! Tutaj też są różne warianty; sama wyróżnię dwa.

  1. Picie oczyszczającego soku codziennie 1-2 razy w ciągu dnia przez 1-2 tygodnie
    (pomysły na koktajle oczyszczające również znajdziesz u Ani Lewandowskiej, a na pewno ja również będę wstawiać coś tutaj, na Fitnesownię ;)).
  2. Kompletny detoks koktajlowy, który polecam zamówić z Juicy (podlinkowane). W tym wariancie pije się tylko koktajle. W sumie całkiem smaczna opcja ;P. Ach! Trzeba pić wodę. ZAWSZE trzeba pić wodę.

Trening
Podczas detoksu organizm może być bardzo osłabiony, ale to naturalna reakcja ;). Niemniej jednak nie wolno wówczas wykonywać ciężkich treningów, jak też tych, które bardzo angażują kondycyjnie. Najlepszym wyborem będzie więc joga lub stretching. Pamiętaj o swoim zdrowiu i to je stawiaj a pierwszym planie, a nie zaplanowany na dany dzień wycisk!

Umysł
Medytacja to coś, co niezwykle wycisza organizm, redukuje stres i uwalnia od złych emocji. Skoro już chcesz zadbać o doskonały stan swojego ciała, zadbaj też o czystość umysłu. To pozwoli Ci lepiej pracować, cieszyć się każdą chwilą życia i ukoi Twoje nerwy ;).

Co jest dla Ciebie najlepsze?
Wybór jest dowolny. Ja wspomniałam tylko o detoksie pełnym, jednak możesz również wybrać detoks polegający na wypiciu codziennie naparu z pietruszki połączonego z sokiem z cytryny, wodą i posiekaną pietruszką (natką, rzecz jasna).

Jeśli wiesz lub czujesz, że Twój organizm jest pełen toksyn, lepiej wybrać pełną dietę odtruwającą, czyli tę warzywno-owocową na przynajmniej 3 dni. W tym czasie Twój organizm będzie miał szansę wyrzucić z siebie toksyny i powrócić do zdrowia. Możesz się zdecydować na dwa tygodnie takiej diety i gwarantuję Ci, że ciało Ci za to podziękuje ;).

Uważaj na detoks, jeśli jesteś osobą chorą, masz specjalną dla swojego schorzenia dietę, jesteś w ciąży lub karmisz piersią – wówczas zapomnij o takim pełnym detoksie i jeśli w ogóle chcesz się czegoś w tym stylu podejmować, skonsultuj to ze swoim lekarzem!

Jeśli chcesz tylko odtruć swój organizm co jakiś czas, korzystaj z jednodniowych wariantów ;). Polecam też wracać do odtruwania jednodniowego raz w miesiącu, aby zadbać w pełni o swoje ciało, zdrowy wygląd i pełną wydolność.

Moje doświadczenie
Niedawno podjęłam się diety warzywno-owocowej pełnej i trwała ona 3 dni. Wyglądało to tak, że pierwszego dnia myślałam o ciastkach, czekoladzie i batonach. Serio. Nie żartuję. Byłam niesamowicie głodna, trochę słaba… Drugi dzień był luźniejszy, choć wciąż odczuwałam lekki głód. Moja twarz wypychała na wierzch wszystkie złe rzeczy, byłam nieco słabsza, nieco bolała głowa i miałam spuchnięte oko. No, normalne reakcje organizmu, choć naprawdę nieprzyjemne. Trzeciego dnia było już luźniutko. Czułam się lekka, zdrowa, pełna energii. I, co najważniejsze, najadałam się! Serio. W trzy dni można się przyzwyczaić. Minął tydzień od podjęcia się diety i organizm wciąż wyrzuca z siebie toksyny, również dlatego, że podtrzymuję działanie detoksu piciem wody z cytryną i naparem z pietruszki. Naprawdę polecam gorąco taką opcję i wiem, że chętnie wrócę do czegoś takiego, nawet może niedługo. Skóra jest dużo gładsza, ładniejsza, zdrowsza, ja mam więcej energii i czuję się lżejsza.

Niechętnie przyznaję, że nie warto wspominać o detoksie ludziom wokół. Pierwszego dnia potrzebna jest motywacja ze strony innych, a tej czasem braknie. Ludzie krytycznie podchodzą do takich „eksperymentów”, ponieważ ich nie znają i w ich oczach to wygląda na zupełnie głupie i niepotrzebne. Ja jednak zauważyłam efekty i jestem z nich naprawdę zadowolona. I tutaj muszę bardzo gorąco podziękować mojemu Partnerowi, Mamie i Cioci, którzy wspierali mnie, nie krytykowali, nie poddawali w wątpliwość mojej wiedzy z tego zakresu. Wiem, to tylko trzy dni, jednak pierwszy dzień serio nie jest łatwy.

Po detoksie
Nie wpadaj od razu w wir wielkich uczt. Powoli nabieraj „tempa” w jedzeniu, nie przeciążaj żołądka i całego organizmu. Nie rzucaj się na cukier i produkty niezdrowe. Zadbaj o siebie. A najlepiej pozbądź się na zawsze fastfoodów i innych świństw.

WAŻNE!
Podczas detoksu NIE WOLNO spożywać ALKOHOLU i palić PAPIEROSÓW. Palisz? Masz szansę to wyeliminować. Pamiętaj: to TY decydujesz, czy wybierzesz FAJKI czy ŻYCIE. Wszystko Ci jedno? Pomyśl o swoich dzieciach, o partnerze, o rodzicach, rodzeństwie, przyjaciołach. Wybierasz ICH czy PAPIEROSY? Zdecyduj. Bo ten detoks serio może być Twoją szansą. Trzymam za Ciebie kciuki!

Trzymam kciuki za Was wszystkich, Fitnesowicze. Niezależnie od tego, czy macie uzależnienia, czy nie. Czy jesteście na początku ścieżki zdrowego stylu życia, czy od dawna w tym siedzicie. Wspieram Was, przesyłam wirtualne buziaki i życzę wszystkiego zdrowego! 🙂 Dasz radę. Kto, jak nie Ty?

Buźka ;*.

Pierwszy temat tabu – okres

Zacznę prosto z mostu. Są wśród nas kobiety. Tak. Są. To, że mężczyźni mają penisy, wiadomo nie od dziś i raczej nikt się z tym nie kryje. Jednak mówienie wprost o kobiecych sprawach stwarza jakąś dziwną strefę dyskomfortu. Jasne, mnie też coś skręca, jak ktoś mówi w towarzystwie „idę się odlać”, „musiałam zmienić podpaskę” czy cokolwiek takiego. Zachowajmy jakąś kulturę w tym wszystkim. Ale nie ignorujmy swojej intymności!

Wstydliwa historia
Kobiety przez długi czas nie miały łatwo. O tych sprawach po prostu się nie mówiło. Każda dziewczyna musiała sobie jakoś poradzić. Ale żeby rozmawiać o czymś takim?! Nie do pomyślenia! Oczywiście po cichutku przyjaciółki przekazywały sobie to i owo. Gdzie jednak miały szukać odpowiedzi, gdy cokolwiek było nie tak? Przecież to nie uchodzi tak pytać… Nie o to…

No i to nam trochę zostało, prawda? Boimy się czasem nazwać rzeczy po imieniu, a u niektórych przeglądanie porad w Internecie na temat zmniejszenia bólu menstruacyjnego wciąż wywołuje pąsy na policzkach. Jeśli kogoś już oburzyłam, rozpoczynając taki temat, przepraszać nie będę. Ktoś musi o tym wspomnieć i odpowiedzieć na ważne pytania. Kto, jeśli nie psychoseksuolog? 😉

Treningi w czasie krwawienia
Każda z nas jest inna, każda inaczej reaguje. Jedna kobieta będzie mdleć z bólu, podczas gdy druga będzie pląsać po parkiecie w największym szale dyskotekowym. Jeśli cierpicie naprawdę mocno, warto się zbadać u ginekologa i wspomnieć o takich problemach. Być może chodzi o skrzywienie macicy? Proszę, nie lekceważcie własnego zdrowia i badajcie się, moje Fitnesowiczki!

Wracając jednak do treningów, pojawia się wiele pytań. „Czy można ćwiczyć podczas okresu?”. Odpowiem prosto – można. ALE! Tylko pod warunkiem, że czujecie się dobrze, nie macie zawrotów głowy, a ból brzucha jest co najwyżej lekki. Wiem, czasem zaplanujemy sobie miesiąc świetnych treningów, pilnujemy się… a tu klops. Przychodzi miesiączka i jesteśmy rozłożone. I co tu robić?

O ile samopoczucie fizyczne, jak i psychiczne jest w normie, nie ma problemu z treningiem, choć najlepiej jest trochę zwolnić tempo na odpowiednio długi czas. Kiedy jednak nie czujemy się na siłach, nie ma co walczyć z samą sobą. I, proszę, nie wyrzucajcie sobie niezrobionego treningu w tych dniach. To absolutnie normalne, a najważniejszy nie jest jakiś wyścig z deadlinem pod tytułem „za miesiąc wyjazd w bikini”, tylko Wasze zdrowie. Chyba się ze mną zgodzicie.

Nie możecie mimo wszystko usiedzieć na miejscu? Proponuję spacer, rozciąganie, medytację… To wszystko korzystnie na Was wpłynie, a w niczym nie zaszkodzi. Gdy tylko krwawienie nieco ustąpi i samopoczucie wróci do normy, nie trzeba uciekać od treningów ;). Jeśli obfite krwawienie występuje u Was na przykład przez pierwsze dwa dni, a następne cztery już nie są tak tragiczne, to tego trzeciego dnia można się już zebrać do ćwiczeń. Czemu nie! 🙂

Pani Okres & Pan Depresja
Ten duet jest okropny. Zdarza się całkiem często, że mamy spadek nastroju właśnie w tych dniach. PMS, czyli zespół napięcia przedmiesiączkowego, również daje się we znaki. Nie wszystkim, ale istnieje ;). Mam tu dla Was kilka rad. Błagam, nie mierzcie się podczas okresu, nie ważcie, nie sięgajcie po prochy odchudzające. Różne głupie pomysły przychodzą podczas miesiączki, jasne. Ale pamiętajcie, że często w tych dniach ważymy nieco więcej, możemy mieć trochę większy obwód brzucha, być spuchnięte, wyglądać gorzej i czuć się fatalnie. I mamy do tego pełne prawo! Czy to już depresja? Nie ;). Wystarczy to przetrwać.

 

Temat tabu #2 – seks
O nie! Jak można poruszać ten temat! Jak już wspomniałam, kto, jeśli nie psychoseksuolog, ma podjąć się tych wyjaśnień? Przyznać się – kto oblał się rumieńcem? ;P

Można? Jeśli ktoś lubi – można. Taka forma stosunku ma swoich zwolenników. Należy jednak pamiętać o tym, że dla kobiety może być to uciążliwe z dwóch powodów. Pierwszy jest dość oczywisty – wstyd. Takie sprawy powinny być najpierw omówione w cztery oczy z partnerem, żeby każda ze stron czuła się zupełnie swobodnie. Drugi powód to ból. W tym czasie pochwa jest o wiele bardziej wrażliwa, więc stosunek może być bolesny.

Pytanie nr 2: Czy jest jakieś zagrożenie?
Jest, owszem. Podczas miesiączki kobieca strefa intymna jest bardziej podatna na infekcje i różne zakażenia. Jeśli więc para decyduje się na seks w tym czasie, powinna zadbać o szczególną higienę miejsc intymnych, a najlepiej również zabezpieczenie.

Pytanie nr 3: Czy można zajść w ciążę podczas okresu?
Rozwieję wszelkie wątpliwości – można. Jeśli kobieta ma nieregularne miesiączki lub jakiekolwiek problemy związane z cyklem menstruacyjnym, jest możliwość zapłodnienia. Ja wiem, zwolennicy „krwawych stosunków” mogą sobie uważać, że to idealny czas, aby uprawiać seks bez zabezpieczenia. No przykro mi, ale tak nie jest. Ładnie zaapeluję: Nie jesteś gotowy na konsekwencje pochopnej decyzji – nie podejmuj jej.

Fitnesowiczki, mam nadzieję, że wyjaśniłam już wszystko. Proszę Was tylko o to, aby nie lekceważyć tych okropnych tematów tabu, nie wstydzić się ich. Jeśli pojawia się problem, pójść do lekarza i zamienić z nim słowo. Od tego są ginekolodzy, no nie? To dla nich chleb powszedni. Gdy pojawiają się bariery psychiczne przy jakichś problemach, polecam seksuologów ;). Nie bójmy się więcej tego tematu. Jasne, mówienie o tym w towarzystwie zdecydowanie nie jest na miejscu. Jednak między nami, kobietami, to nie powinno być niczym złym. Nas wszystkich to dotyczy ;*.

Trzymajcie się, Babeczki! Do następnego artykułu! 🙂

Powiększanie biustu? Trening!

Stereotyp?
Wszyscy lecimy na duże piersi, niezależnie od płci. Okej, może jest też ta garstka, która woli mniejsze rozmiary lub ich brak, ale… No, bądźmy ze sobą szczerzy. Większość mężczyzn pragnie cycków u partnerki, a też ogrom kobiet chciałoby mieć czym się pochwalić. Prawda? Prawda.

Coś posmutniały…
No dobra, powiedzmy sobie wprost, że nawet jak już rozmiar jest idealny, to pozostaje jeszcze kwestia kształtu, a ten lubi być po prostu smutny. Piersi jakoś tak opadają, sterczą, tworzą półeczkę, rozłażą się… I jak tu żyć? Na co dzień stanik, ale przecież biust najlepiej ma wyglądać podczas seksu, no nie?

A dookoła nas mity O.O
Szczególnie jeden – że piersi to sam tłuszcz. Łapię się za głowę, wznoszę spojrzenie ku niebu i krzyczę: „bzdura!”. I teraz uwaga – nie każda kobieta, gdy chudnie, traci cycki. M-m. To tak nie działa. Jedne faktycznie w piersiach mają więcej tłuszczu, który zniknie wraz z utratą wagi, ale inne mogą mieć większą powierzchnię płatów gruczołu sutkowego. I w tym wypadku piersi aż tak nie zmaleją przy chudnięciu.

Ale ja tu o chudnięciu, a my chcemy o cyckach.

Tak wygląda cyc. Więc jak go powiększyć/podnieść?

Trening czyni cuda
Przejdźmy od razu do sedna sprawy. Żeby piersi były trochę większe, należy napompować mięsień piersiowy, który widać na powyższym obrazku. A żeby napompować, trzeba zrobić serię fajnych ćwiczeń. Gotowi?

Ach! Przypominam – ciężary nie sprawią, że będziecie Hulkami, a kobietami z pięknie wymodelowanym ciałem. To tak… dla pewności.

To tylko przykład z Internetu. Ćwiczeń jest dużo więcej. A te najlepsze (z całą przedmową i mądrymi słowami) zamieszczam poniżej.

A co ze smutnymi piersiami?
Wykonujcie więcej ćwiczeń z ciężarkami tych, które wymagają uniesienia rąk nad głowę. Proste? Proste.

Żeby było jasne – trening nie zbuduje rozmiaru DD z A. Na pewno ujędrni, podniesie i nieco powiększy, ale błagam, nie wierzcie w piękne przekazy z Internetu, okej? No, chyba że z Fitnesowni ;P.

Fitnesowicze moi drodzy, życzę Wam pięknych piersi. Żeby nie opadały i rosły w siłę ;*.

ODCHUDZANIE – jak to zrobić?

Zdarza się stres w pracy/szkole/na uczelni. Zdarzają się problemy w kontaktach towarzyskich. Zdarzają się gorsze dni. Zdarza się brak czasu. Zdarza się być zabieganą mamą. Zdarza się brak wiary w siebie. Zdarzają się upadki. Zdarza się…

PRZYTYCIE.

No pewnie, że się zdarza! Sama po jednej sesji na studiach przytyłam 6 kg, bo: brak czasu na cokolwiek poza nauką, bo niekontrolowany czas jedzenia, bo dużo stresu, bo zmęczenie, bo za mało snu… Tak. 6. Łatwiej przytyć niż schudnąć, taka prawda. Ale nie ma niemożliwego! 😉

Od czego zacząć?
Byle nie od standardowego błędu, czyli „jem za mało + ćwiczę za dużo = nie chudnę„. Jeśli problem naprawdę leży w jedzeniu, cóż, trzeba będzie ograniczyć i zacząć się wreszcie stosować do zasad zdrowego odżywiania. No sorry, nie ma rady.

Co do ćwiczeń – wystarczy Ci mata (jeśli jeszcze nie masz, zastąp do momentu posiadania ręcznikiem), butla wody i trochę samozaparcia. Serio. Włóż strój sportowy albo coś wygodnego. I po prostu rusz dupkę z miejsca.

Dieta
Wszystkie zasady zdrowego odżywiania opisałam w tym poście –> DIETA CUD. Myślę, że od tych zasad najlepiej będzie zacząć. Jednak do samego schudnięcia to nie wystarczy. Jest kilka tricków, które z pewnością Ci pomogą ;).

  1. Pij zieloną herbatę i/lub zieloną kawę.
  2. Pij 2-3 l wody dziennie. Serio. Pij. Dzięki temu zapobiegniesz cellulitowi, Twój mózg będzie bardziej wydolny i będziesz się dużo lepiej czuć.
  3. Śniadanie powinno być pełnowartościowe!
  4. Dodawaj do niektórych dań odrobinkę pieprzu cayenne lub papryczek jalapeño. To świetne spalacze tłuszczu, jednak nie wolno z nimi przesadzać, ponieważ mogą zaszkodzić żołądkowi (i tym, co mają naczynkową skórę, też nie polecam; jeśli już, to ciutek i raz na dłuższy czas).
  5. Unikaj węglowodanów. Gotowane ziemniaczki wcale nie są takie fajne ;). Nie mówię o całkowitej rezygnacji, ale przynajmniej o ograniczeniu. Na dobry początek po prostu zamiast dwóch ziemniaków na obiad, jedz jeden; zamiast makaronu białego, wybierz pełnoziarnisty lub ryżowy; zamiast białego pieczywa, weź ciemne, najlepiej na zakwasie. Potem jednak odsuwaj od siebie te produkty. A szczególnie pizzę. Pizzy pozbądź się od razu. Później możesz wrócić do takiego jedzenia, ale tylko raz na jakiś czas, na przykład raz w miesiącu ;).
  6. Odstaw alkohol i papierosy. I nie, nie wyłączaj teraz tego postu. To nie dla Ciebie? Zastanów się, czy chcesz, żeby jakiś płyn i mały rulonik/gadżecik miał nad Tobą kontrolę? Chcesz? Czy może wolisz mieć piękną sylwetkę, być zdrowa, i NIE TRUĆ ludzi wokół siebie? Zależy Ci na własnym szczęściu i szczęściu Twoich bliskich? To postaw ich i siebie na pierwszym miejscu, a nie ten nałóg. Do alkoholu można też wrócić później, po osiągnięciu celu, ale również raz na jakiś czas. On hamuje metabolizm i rozwala skórę. Tego nie chcemy. Prawda? Do papierosów nie wracaj nigdy. Po prostu wywal i nie wracaj. Jasne? Mam nadzieję, że tak.
  7. Nie jedz słodyczy i nie pij napojów gazowanych. To najczęstszy powód tycia. Taka prawda.
  8. Owoce jedz rano i do połowy swojego dnia. Unikaj ich w godzinach wieczornych (czyli po treningu, po podwieczorku, kiedy już planujesz jedynie mało ruchowe czynności), kiedy ich cukier będzie się odkładać na tkankę tłuszczową 😉

Treningi
Wbrew pozorom, nie musisz się katować trzy razy dziennie po dwie godziny. To tak nie działa. Wypróbuj treningi z moich wyzwań, na przykład z tego: WYZWANIE. Możesz też trenować z Ewą Chodakowską, Anią Lewandowską, Moniką Kołakowską, Mel B, Tiffany Rothe, GymBreak, GymRa, Blogilates, BeFit, CodziennieFit czy kimkolwiek innym, kto jest trenerem. Możesz też pójść na siłownię i dostać spersonalizowany plan treningowy od instruktora. Grunt, żeby trenować od trzech do sześciu razy w tygodniu.

Najlepsze do schudnięcia będą treningi kalisteniki, czyli te ogólne, łączące w sobie ćwiczenia cardio i wzmacniające/budujące mięśnie. Proponuję co drugi dzień robić tabatę (GymRa, Extra Figura Chodakowskiej), która jest rewelacyjnym spalaczem, lub HIIT i tu polecam Monikę Kołakowską oraz Millionaire Hoy. To są treningi intensywnie spalające. Wówczas można odpalić sobie 500 kcal, ale nie powinno się tego robić dzień w dzień. W dni bez tych spalaczy najlepsze będą treningi ogólne lub skoncentrowane na konkretnych partiach ciała.

Przykład
1 dzień (HIIT) – M. Kołakowska
2 dzień – E. Chodakowska „Skalpel”
3 dzień (tabata) – GymRa
4 dzień – 15 min HIIT + Blogilates
5 dzień (HIIT) – Millionaire Hoy
6 dzień – Gym Break
7 dzień – odpoczynek

Tabletki odchudzające
Na rynku mamy ich sporo. Chciałabym napisać o tym osobny artykuł, ale, mówiąc tu ogólnie, tabletki na odchudzanie to nie są dobre tabletki. Jedne blokują apetyt, a drugie odwadniają lub przeczyszczają. Więc albo się potem znów tyje, albo się cały czas chodzi do toalety. O tym następnym razem ;). Jednak jeśli przyszło Ci do głowy, żeby w ogóle takie tabletki brać – zrezygnuj czym prędzej. To nic dobrego!

Podsumowanie
Ruszaj się i jedz zdrowo! To niby tak niewiele, a starczy, żeby osiągnąć upragniony cel. Dasz radę! Wierzę w Ciebie ;). Tylko spróbuj. Stwórz lepszą wersję siebie i dbaj o nią! Nie tylko dla siebie, ale też dla swoich bliskich. Ty jesteś szczęśliwa = szczęśliwe są Twoje dzieci, partner i wszyscy, którym na Tobie zależy. Daj z siebie wszystko! ;*

Alergia w „fit-świecie” też istnieje

Tak, wiem, moje umiejętności rysowania na komputerze są zniewalające xD

Marzec – witaj, alergio wziewna!
Tak, tak. To całe kichanie, kasłanie, swędzące gardło… to wszystko ma swój początek najczęściej w marcu. Wszystko budzi się do życia, a alergicy zaszywają się w domach, żeby tylko nie mieć styczności z drzewami. Oczywiście, w styczniu i lutym również występuje pylenie, jednak w dużo mniejszym stopniu i u roślin, na które najmniej osób jest uczulonych. Potem jest tylko gorzej. A ten artykuł opieram również o własne doświadczenie. Pisząc go, sama przytykam do nosa chusteczki i nie mam ochoty podnosić się z łóżka. To jest jak choroba.

Jak przetrwać na co dzień?
To wszystko razem wydaje się wymagające, ale lepiej jest czasem zapobiegać w ten sposób, niż umierać przez kilka miesięcy.

  • Omijaj w miarę możliwości rośliny, na których pyłki jesteś uczulony, obchodź pracę w ogrodzie i spacery po parkach szerokim łukiem.
  • Spaceruj w deszczu lub po deszczu, bo przez następne nawet 50 minut powietrze jest oczyszczone.
  • Zamykaj okna w czasie pylenia tych drzew, na które masz alergię.
  • Wietrz mieszkanie nocą.
  • Odkurzaj mieszkanie jak najczęściej.
  • Nie trzymaj w domu kwiatków polnych.
  • Nie trzyj oczu dłońmi (mogą być na nich pyłki).
  • Po powrocie do domu najlepiej bierz prysznic, a przynajmniej myj twarz i ręce oraz wyczesuj włosy.
  • Najlepiej zainstaluj oczyszczacz powietrza w mieszkaniu, a w oknach filtry antypyłkowe.
  • Podczas podróży samochodem zamykaj okna.
  • Kąp psa stosunkowo często (jeśli go masz), bo przynosi strasznie dużo pyłków ze spacerów.
  • Śledź komunikaty o pyleniu i dostosuj do nich swój plan dnia, o ile to możliwe.
  • Usuń grzyb w domu (tak, ten z łazienek, ze ścian i kątów).
  • Usuń z domu (lub chociaż z pokoju, w którym najczęściej przebywasz) roślinki doniczkowe, klatki z ptakami i akwaria.
  • Zapewnij wentylację w kuchni i łazience.
  • Unikaj pokarmów z pleśnią, np. suszonych owoców oraz grzybów, sosu sojowego, niektórych gatunków sera, wina, piwa oraz kiszonej kapusty i kiszonych ogórków (to dotyczy raczej okresu jesiennego, gdzie grzyb i pleśń na nas – alergików – naprawdę mocno oddziałuje).
  • Myj i osuszaj lodówkę.
  • Nie przechowuj żywności w torebkach foliowych.
  • Unikaj kontaktu z liśćmi lub kompostem.

Leki
Pewnie część z Was zastanawia się, co na takie leki mówimy jako trenerzy. W końcu to chemia, więc też zło. Otóż nie. Sama dobrze wiem, że bez tabletek czasem się nie da. Właściwie w okresie połowa kwietnia-sierpień muszę brać leki codziennie ze zwiększoną dawką w maju i czerwcu, a potem znów od października do listopada. Tak, tak, może i chemia, ale bez niej czasem jest naprawdę bardzo źle. Niektórzy mają lekkie alergie i nie potrzebują wspomagania się pigułkami, ale tych o zaawansowanej alergii chcę utwierdzić w przekonaniu, że przyjmowanie leków na alergię nie jest niczym złym. Serio.

Tak, okej, wiem, od Zyrtecu się tyje. Owszem. Jednak ja polecam Allegrę (120 mg), którą można dostać w osiedlowych aptekach nawet za 9 zł (10 tabletek), a jeszcze bardziej Telfexo (sama go używam) i tutaj są dwie dawki do wyboru – standardowa, czyli 120 mg lub zwiększona przy drastycznych okresach alergicznych, tj. 180 mg. Ten lek można dostać wyłącznie na receptę, ale jedno opakowanie zawiera 20 tabletek i kosztuje między 10 a 20 złotymi.

Najlepiej się poradzić, oczywiście, alergologa, który powinien sam dobrać leki i zadecydować, czy nie będzie potrzebne odczulanie.

Co do tego ostatniego nie mam najlepszych wspomnień. Byłam odczulana jakoś koło 5 lat jako dziecko. Zdaje się, że pomogło, ale nie wyeliminowało zupełnie alergii z mojego życia, więc zdarza się, że nadal mam potężne bóle głowy, katar i swędzące gardło. Alergicy wiedzą, o czym mowa ;).

Aktywność fizyczna przy w okresie nasilonej alergii
Powiem wprost – nie wiń siebie za to, że czasem nie możesz potrenować. Oczywiście, najlepiej jest wykonywać trening, tylko ze zmniejszoną intensywnością lub krótszym czasem. Nie polecam jogi na ten czas – nie da się zrelaksować ;P. Jeśli czujesz się na siłach lub tabletki zupełnie pomogły Ci wrócić do normalnej kondycji, trenuj jak zawsze. Gdy jednak masz silny ból głowy, coś jak migrena, odpuść. Jeśli katar przeszkadza na tyle, że się po prostu nie da nic – odpuść. Proszę, nie wyrzucaj sobie braku treningu w przypadku alergii. Natomiast jeśli czujesz się umiarkowanie dobrze, ale nie najlepiej, zwolnij. Zrób callanetics czy cokolwiek wolniejszego lub krótszego. Nic na siłę. A biegaczom polecam po prostu maski antypyłkowe. Nie ma co się poddawać ;).

Da się przetrwać?
Da! Oczywiście, że tak. Dobrze wiem, że to trudne, ale nie mamy wyboru, no nie? ;P Wytrwałości, moi Alergicy! ;*