Batony, batoniki

No hejka, Fitnesiaki! 🙂 Jak obiecywałam na Instagramie, wstawiam wreszcie porównanie kultowych niemal fit-batonów. Listę – w miarę możliwości, pamięci i innych takich – będę uzupełniać, więc jeśli macie własne propozycje zdrowych batonów, podsyłajcie, ja je ze smakiem przetestuję i dodam do naszego zbioru ;P.

Zacznijmy od tego, że taki fit-baton to dobra przekąska, którą można zabrać ze sobą do pracy, szkoły, na uczelnię, wycieczkę czy wypad na zakupy. Część z nich zapewnia uczucie nasycenia, część zaspokaja jedynie kubki smakowe, inne traktowane są jako pożywienie po lub przed treningiem. Albo między treningami… Co kto woli. Wybór na rynku jest coraz większy, a też można zrobić je samemu, co wcale nie zajmuje dużo czasu ;). Przepisy na batony wstawię niebawem, natomiast tutaj zapraszam na artykuł o tych, które możemy zdobyć w sklepach.

Foods by Ann
…czyli batony Anny Lewandowskiej. To 8 smaków w wersji kieszonkowej i 3 w większym wydaniu. Na zdjęciu widać mój ulubiony smak, czyli właśnie jabłko & cynamon. Skład takiego batonika to: daktyle, suszone jabłko, orzechy nerkowca, orzechy brazylijskie i cynamon. Mamy jednak do wyboru jeszcze: marchew & pomarańcza, kokos & banan, truskawka & burak, kokos & kakao, kakao & malina, banan & kakao, jabłko & baobab; z dużych natomiast dostępne są: goji & żurawina, maca & kakao, dynia & matcha. Na stronie foodsbyann.com możemy zobaczyć, że miniaturki kosztują 3,89 zł, a większe wersje 5,99 zł. Ceny w różnych sklepach są zbliżone (choć mam wrażenie, że ostatnio w Relay kupowałam drożej). Dostępność jest taka, że… w niewielu miejscach je widzę :(. Są cudowne i chciałabym móc je kupić w sklepach, które mam po drodze, jednak sytuacja ma się nieco inaczej. Zawsze widzę je właśnie w Relay, zdarzyły się też w Żabce i Lidlu, ale chyba jako oferta specjalna. Dostępne są również na niektórych stacjach paliwowych (Shell?) i… cóż. Chcemy więcej! xD

Oczywiście do składu nie mam żadnych zastrzeżeń, bardzo podoba mi się inicjatywa Ani Lewandowskiej i muszę przyznać, że zaraz po tym, jak batony zostały wprowadzone na rynek, musiałam je wypróbować ;P. Jak już mówiłam, najbardziej lubię jabłko & cynamon, a na drugim miejscu stawiam kakao & malinę. Bardzo mi smakują, choć chciałabym, żeby były nieco większe. Może to dlatego, że są tak dobre xD. Zdecydowanie polecam jako szybką przekąskę na mały głód :).

Be Raw
…czyli batony Ewy Chodakowskiej. Czy tylko ja odnoszę takie wrażenie, czy obie panie myślą, że jak coś ma angielską nazwę, to wygląda lepiej? No nic. Taka wolna myśl (jestem zwolenniczką polskich nazw). W kolekcji batonów Be Raw mamy cztery smaki i pozwólcie, że przedstawię je od najsmaczniejszego (wg mnie) do… smacznego, ale ostatniego xD Będą więc tak: żółty (orzechowy), niebieski (proteinowy), różowy (buraczany) i biały (kokosowy). Moja przygoda z nimi zaczęła się od tego proteinowego, który uratował mnie w wieczór, gdy obchodziłam swoje urodziny, a z przejęcia zapomniałam czegokolwiek wcześniej zjeść. Serio można się nim całkiem najeść ;). Jest największy, a jego skład wygląda tak: koncentrat białka serwatki 36%, daktyle, gorzka czekolada 14% (miazga kakaowa 86%, tłuszcz kakaowy, cukier trzcinowy, emulgator: lecytyna rzepakowa, wanilia), śliwki 10%, surowe kakao 7%, wiórki kokosowe 3,3%, proteinowe płatki 3% (koncentrat białka serwatki, skrobia z tapioki), nasiona chia (salvia hispanica) 1,7%. Ten proteinowy jest wielkości dużych batonów Lewej, a reszta obiętościowo o 5 g większa niż batony kieszonkowe. Czyli wszystko podobnie. A jak z ceną? Proteinowy kosztuje 6,99 zł, a pozostałe trzy są po 4,99 zł. Dostaniemy je w Rossmannie, ale czy jeszcze gdzieś poza stroną bebio.pl? Nie wiem.

Moja opinia jest taka, że te żółty i niebieski są nieco bardziej wyraziste w smaku, może dlatego są lepsze. Mają fajną konsystencję (nie polecam w ogóle takich fit-batonów osobom z aparatem ortodontycznym!) i są naprawdę pyszną przekąską, która na pewno wywoła uśmiech :). Tutaj również nie mam co się czepiać składu i naprawdę je polecam :D.

Dobra Kaloria
Tutaj zabrakło nam trenera do promowania, ale jeśli marka jest zainteresowana, to jestem chętna xD. Objętościowo identyczne jak te z Foods by Ann, smaki w sumie… aż tak daleko nie odbiegają ;). Mamy tutaj: chrupiący orzech, jabłko & cynamon, kakao & orzech, kawa & orzech, kokos & orzech, śliwka & ziarna. Przykładowo skład pomarańczowego kakao & orzecha to: daktyle, chrupki zbożowe (mąka kukurydziana, mąka ryżowa), orzechy nerkowca (15%), kakao (1,9%). Cena za jeden taki batonik mieści się w przedziale od 2 do 3 złotych, a dostępne są w Lidlu, Rossmannie i zdaje się, że w wielu innych miejscach ;).

Oczywiście skład perfecto, nic dodać, nic ująć. Smak rewelacyjny, a sama najchętniej sięgam po chrupiący orzech, orzech & kakao oraz kawę & orzech. Tak, tak, lubię orzechy ;P. Batoniki niczym nie odstają od batonów Lewej i Chody, tylko… no właśnie. Nie mają tak znanej osobistości, która by je promowała xD. Czy więc są gorsze? Ani trochę. I jeśli macie wybór między tamtymi a tym, zdecydowanie bierzcie Dobrą Kalorię – portfel będzie zadowolony, a smak niezwykle podobny albo nawet ten sam. No chyba że macie swój ulubiony, konkretny… to się nie wtrącam ;). Tak czy siak, sama naprawdę chętnie po nie sięgam i zdecydowanie polecam!

https://img.grouponcdn.com/stores/31hpeHGxZvPbMLwyTo7SrBJQFQjF/storespi1184011-1040x640/v1/c700x420.jpg
Fig Bar
No i tu mamy baton z USA, w przeciwieństwie do poprzednich polskich produktów. Fig Bar ma wiele różnych smaków, choć sama do tej pory spotkałam się tylko z jagodowym, malinowym i figowym. No i figowy zdecydowanie stawiam na pierwszym miejscu. Jak wygląda jego skład? Błonnik owsiany, fosforany sodu (E339), fosforany wapnia (E341), karmel (E150), kwas cytrynowy (E330), mąka pszenna razowa z pełnego przemiału, olej rzepakowy, pasta figowa, płatki owsiane, sól morska, suszony syrop trzcinowy, syrop z brązowego ryżu, wodorowęglan sodu (E500). Gorzej niż poprzednie? Tylko minimalnie. Jest zdecydowanie słodszy niż wcześniejsze propozycje i bardziej sycący (ach, te figi!). Naprawdę da się nim najeść i nie popsuje nam zdrowej diety :D. Cena rozciąga się między 2 a 3 zł, dostępny jest natomiast w Rossmannie, Hebe, Żabce, Freshmarkecie… i pewnie innych miejscach.

Muszę przyznać, że jest naprawdę smaczny i sama lubię go przekąsić :). Jak pewnie zdążyliście zauważyć, ma większą zawartość cukru niż poprzednie batony. Dlatego lepszy jest na poranne godziny, momenty stresu, wymagające skupienia czy też przed porządnym treningiem. Zdecydowanie na tak! 😀

 

Na dziś to koniec mojej listy, jednak – jak wspominałam – będę dodawać kolejne produkty, jeśli jakieś ciekawe dostrzegę ;).
Spytacie, co z Ba!, Go On!, proteinowym Snicersem czy innymi… Cóż. Większość z nich zawiera syrop glukozowo-fruktozowy i, co gorsza, tłuszcz palmowy. Czyli najgorszy cukier i tłuszcze trans w jednym. Tego wolimy unikać. Nie uznaję ich za FITbatony, a jedynie za imitację. Tyle w temacie ;*.

 


obrazek nr 1: http://czarnawisienka.blogspot.com 😉 Polecam stamtąd przepis na takie pychotki!

DETOKS – czyli jak się pozbyć toksyn z organizmu i nie zwariować

Po co mi detoks?
Wchodzisz do sieciowej kawiarni i od razu rzuca Ci się w oczy zielony koktajl za 18,90 zł o nazwie „detox”. Przechodzisz obok siłowni, gdzie jednym z nowych haseł jest „pozbądź się toksyn!”. Otwierasz kobiecy magazyn, a w strefie z poradami widzisz owoce, miarkę i hantelki z wielkim podpisem „odtruwanie domowym sposobem”. No i rodzą się wreszcie dwa pytania. Czym jest ten detoks? Czy ja też go potrzebuję?

No, najprawdopodobniej tak. To nie jest jakiś obowiązek, ale  warto spróbować.
Taki detoks ma za zadanie oczyścić Twój organizm z nagromadzonych toksyn. Ot, taka całkiem przydatna pomoc.

Jak wygląda zatrucie?
Często można rozpoznać obecność toksyn w organizmie po niższej odporności, niespodziewanych alergiach, reakcjach alergicznych na wilgoć i grzyby/pleśnie, po BIAŁYM NALOCIE na języku, ZANIECZYSZCZONEJ CERZE lub nawet WZDĘTYM BRZUCHU.

Skąd takie oznaki? Żyjąc w zatłoczonych miastach, wdychając spaliny, pryskając się dezodorantami i perfumami, korzystając z wątpliwych podkładów, jedząc niezdrowe rzeczy, łykając tabletki lub nie uprawiając żadnej aktywności fizycznej (i tak dalej), stopniowo zwiększa się obecność toksyn w ciele, a to raczej nie jest pożądane przez nas wszystkich zjawisko.

Dieta oczyszczająca organizm
Najlepiej uchwycić się właśnie tego, choć nie jest to najprzyjemniejszy sposób ;P. Oczywiście warianty diety są różne. Należy jednak wyeliminować wszystko to, co mogłoby zatruć organizm, a najkorzystniej wychodzi się na diecie WARZYWNO-OWOCOWEJ. Jakie są jej zasady? Otóż je się TYLKO warzywa i owoce. Nic więcej. Można je piec, gotować, jeść na surowo, doprawiać ziołami. No i pije się wówczas wodę, wodę z owocami/ziołami lub herbaty ziołowe. Proste zasady, nic trudnego. Gorzej z wykonaniem. O tym nieco niżej ;).
Taka dieta powinna trwać od 1 do 30 dni. Wybór należy więc do Ciebie i Twojego organizmu. Wystarczy dostosować do potrzeb.

(Jeśli ten wariant Cię nie interesuje, nie rezygnuj z dalszej lektury ;). Są też inne możliwości!)

Ania Lewandowska – niezastąpiona trenerka i dietetyk <3 – proponuje natomiast wersję jednodniową. Poniżej wstawiam cytat z jej bloga, jednak chciałam przy okazji wspomnieć, że ta opcja jest dobrym pomysłem, kiedy chce się UTRZYMAĆ czystość organizmu. Warto więc wybrać konkretny dzień w miesiącu i systematycznie to powtarzać (np. 12 stycznia -> 12 lutego -> 12 marca etc.).

Taki dzień warto zacząć od szklanki ciepłej wody z wyciągiem z pestek grejpfruta lub cytryny (dostępne w aptece lub sklepach zielarskich), krople te możemy pić również wieczorem przed snem. Potem można wypić szklankę wywaru z gotowanego, złocistego siemienia lnianego, który rewelacyjnie wpływa na pracę jelit, wspomaga odchudzanie, wzmacnia skórę, włosy i paznokcie oraz posiada wiele innych wspaniałych właściwości, o których będę jeszcze pisała :) . W ciągu dnia kawę i herbaty zamieniamy na koncentrat z buraków (sklepowy, ale w szklanej butelce, bez glutaminianu sodu) wymieszany z gorącą wodą, sok z surowych buraków lub kwas z kiszonych buraków – to są świetne odkwaszacze. Wieczorem można wypić proszek zasadowy wymieszany z wodą (w 1,5 litra wody, w temperaturze pokojowej) lub herbatę z czystka. Co na śniadanie, obiad i kolację? Tego dnia jemy przez cały dzień zupy krem (bez nabiału i innych dodatków) oraz soki warzywne. Przed snem warto wypić melisę i położyć się wcześniej spać, aby organizm mógł odpocząć i usunąć toksyny z organizmu.

~ Healthy Plan by Ann

Detoks koktajlowy
Oczyszczanie koktajlami też wchodzi w grę, a co! Tutaj też są różne warianty; sama wyróżnię dwa.

  1. Picie oczyszczającego soku codziennie 1-2 razy w ciągu dnia przez 1-2 tygodnie
    (pomysły na koktajle oczyszczające również znajdziesz u Ani Lewandowskiej, a na pewno ja również będę wstawiać coś tutaj, na Fitnesownię ;)).
  2. Kompletny detoks koktajlowy, który polecam zamówić z Juicy (podlinkowane). W tym wariancie pije się tylko koktajle. W sumie całkiem smaczna opcja ;P. Ach! Trzeba pić wodę. ZAWSZE trzeba pić wodę.

Trening
Podczas detoksu organizm może być bardzo osłabiony, ale to naturalna reakcja ;). Niemniej jednak nie wolno wówczas wykonywać ciężkich treningów, jak też tych, które bardzo angażują kondycyjnie. Najlepszym wyborem będzie więc joga lub stretching. Pamiętaj o swoim zdrowiu i to je stawiaj a pierwszym planie, a nie zaplanowany na dany dzień wycisk!

Umysł
Medytacja to coś, co niezwykle wycisza organizm, redukuje stres i uwalnia od złych emocji. Skoro już chcesz zadbać o doskonały stan swojego ciała, zadbaj też o czystość umysłu. To pozwoli Ci lepiej pracować, cieszyć się każdą chwilą życia i ukoi Twoje nerwy ;).

Co jest dla Ciebie najlepsze?
Wybór jest dowolny. Ja wspomniałam tylko o detoksie pełnym, jednak możesz również wybrać detoks polegający na wypiciu codziennie naparu z pietruszki połączonego z sokiem z cytryny, wodą i posiekaną pietruszką (natką, rzecz jasna).

Jeśli wiesz lub czujesz, że Twój organizm jest pełen toksyn, lepiej wybrać pełną dietę odtruwającą, czyli tę warzywno-owocową na przynajmniej 3 dni. W tym czasie Twój organizm będzie miał szansę wyrzucić z siebie toksyny i powrócić do zdrowia. Możesz się zdecydować na dwa tygodnie takiej diety i gwarantuję Ci, że ciało Ci za to podziękuje ;).

Uważaj na detoks, jeśli jesteś osobą chorą, masz specjalną dla swojego schorzenia dietę, jesteś w ciąży lub karmisz piersią – wówczas zapomnij o takim pełnym detoksie i jeśli w ogóle chcesz się czegoś w tym stylu podejmować, skonsultuj to ze swoim lekarzem!

Jeśli chcesz tylko odtruć swój organizm co jakiś czas, korzystaj z jednodniowych wariantów ;). Polecam też wracać do odtruwania jednodniowego raz w miesiącu, aby zadbać w pełni o swoje ciało, zdrowy wygląd i pełną wydolność.

Moje doświadczenie
Niedawno podjęłam się diety warzywno-owocowej pełnej i trwała ona 3 dni. Wyglądało to tak, że pierwszego dnia myślałam o ciastkach, czekoladzie i batonach. Serio. Nie żartuję. Byłam niesamowicie głodna, trochę słaba… Drugi dzień był luźniejszy, choć wciąż odczuwałam lekki głód. Moja twarz wypychała na wierzch wszystkie złe rzeczy, byłam nieco słabsza, nieco bolała głowa i miałam spuchnięte oko. No, normalne reakcje organizmu, choć naprawdę nieprzyjemne. Trzeciego dnia było już luźniutko. Czułam się lekka, zdrowa, pełna energii. I, co najważniejsze, najadałam się! Serio. W trzy dni można się przyzwyczaić. Minął tydzień od podjęcia się diety i organizm wciąż wyrzuca z siebie toksyny, również dlatego, że podtrzymuję działanie detoksu piciem wody z cytryną i naparem z pietruszki. Naprawdę polecam gorąco taką opcję i wiem, że chętnie wrócę do czegoś takiego, nawet może niedługo. Skóra jest dużo gładsza, ładniejsza, zdrowsza, ja mam więcej energii i czuję się lżejsza.

Niechętnie przyznaję, że nie warto wspominać o detoksie ludziom wokół. Pierwszego dnia potrzebna jest motywacja ze strony innych, a tej czasem braknie. Ludzie krytycznie podchodzą do takich „eksperymentów”, ponieważ ich nie znają i w ich oczach to wygląda na zupełnie głupie i niepotrzebne. Ja jednak zauważyłam efekty i jestem z nich naprawdę zadowolona. I tutaj muszę bardzo gorąco podziękować mojemu Partnerowi, Mamie i Cioci, którzy wspierali mnie, nie krytykowali, nie poddawali w wątpliwość mojej wiedzy z tego zakresu. Wiem, to tylko trzy dni, jednak pierwszy dzień serio nie jest łatwy.

Po detoksie
Nie wpadaj od razu w wir wielkich uczt. Powoli nabieraj „tempa” w jedzeniu, nie przeciążaj żołądka i całego organizmu. Nie rzucaj się na cukier i produkty niezdrowe. Zadbaj o siebie. A najlepiej pozbądź się na zawsze fastfoodów i innych świństw.

WAŻNE!
Podczas detoksu NIE WOLNO spożywać ALKOHOLU i palić PAPIEROSÓW. Palisz? Masz szansę to wyeliminować. Pamiętaj: to TY decydujesz, czy wybierzesz FAJKI czy ŻYCIE. Wszystko Ci jedno? Pomyśl o swoich dzieciach, o partnerze, o rodzicach, rodzeństwie, przyjaciołach. Wybierasz ICH czy PAPIEROSY? Zdecyduj. Bo ten detoks serio może być Twoją szansą. Trzymam za Ciebie kciuki!

Trzymam kciuki za Was wszystkich, Fitnesowicze. Niezależnie od tego, czy macie uzależnienia, czy nie. Czy jesteście na początku ścieżki zdrowego stylu życia, czy od dawna w tym siedzicie. Wspieram Was, przesyłam wirtualne buziaki i życzę wszystkiego zdrowego! 🙂 Dasz radę. Kto, jak nie Ty?

Buźka ;*.

Anna Lewandowska – karateka i nie tylko

Lewandowska

Kiedy pojawiła się u boku Roberta Lewandowskiego, wszyscy zastanawiali się, kim jest. Później, gdy już wszyscy omówili temat ich ślubu, a ona rozkręcała swoją własną karierę, ludzie zaczęli mówić, że żeruje na nazwisku. Teraz raczej ma więcej fanów niż hejterów, a jej treningi podbijają serca Polek… i Polaków :). Czy faktycznie jest rywalką Ewy Chodakowskiej i robi to wszystko dla kasy? A może jednak sport naprawdę jest jej stylem życia i robi to z pasji? Kim więc jest Ania Lewandowska?

Ania Stachurska
Tradycyjnie i nudno zaczynając – urodziła się 7 września 1988 roku w Łodzi. Gdy była jeszcze małą dziewczynką, rodzice zaprowadzili ją na zajęcia baletu. To jej się nie spodobało. Szybko wybrała karate (po zdobyciu złota przez jej kuzynkę), gdzie zaczęła osiągać sukcesy. W 2007 roku podczas seminarium integracyjnego poznała Roberta. Mieli treningi niedaleko siebie, więc często razem z nich wracali. Anna sama śmieje się, że kiedy Lewandowski powiedział jej, że jest piłkarzem, pomyślała „picuś-glancuś, egoista” i niechętnie dała mu swój numer.

LEWAiLEWY
Robert i karate
Stachurska i Lewandowski zostali parą. On szedł naprzód ze swoją karierą piłkarza, ona zdobywała medale w karate. Skończyła studia w warszawskiej AWF, zdobyła certyfikat TRX, Insanity oraz u Jillian Michaels (WOW!). Na swoim koncie ma 38 medali – Mistrzostw Polski, Europy i Świata oraz tytuł Mistrzyni Świata w kumite drużynowym. Od 2007 reprezentuje Polskę w karate tradycyjnym. Jest zawodniczką Karate Klub Pruszków, ma 2 DAN (czyli lepiej nie wchodzić tej pani w drogę).

Karate jest nie tylko sportem, lecz także sztuką walki i pewną ideą, nauką życiową. Uczy szacunku dla innych, pokory. Zaczynamy od ukłonu do przeciwnika, oznaki uznania i szacunku do tego, co robimy. Odpowiednio musimy traktować ubiór, czyli kimono. W określony sposób je wieszamy, zawsze musi być czyste, a my wyglądać schludnie. Pewne zasady przekładam na życie codzienne, jak choćby punktualność, mobilizację, dążenie do założonych sobie celów. Samo karate ma wiele odmian. Ja preferuję kumite, czyli walkę z przeciwnikiem.
Tak powiedziała Anna o karate.

Robert od czasu do czasu przychodził popatrzyć na swoją dziewczynę, kiedy trenowała, ale, jak sama Ania mówi, nie mógł przeboleć widoku łamania nosa swojej ukochanej. Ona też wpadała do niego, aby przyjrzeć się grze w piłkę nożną. Zdarzało się, że zawody mieli w tym samym czasie. Była sytuacja, kiedy Robert miał mecz Polska-Czechy, a Ania walczyła na Mistrzostwach Świata. Po meczu Lewy zadzwonił do swojej dziewczyny z pytaniem „jak poszło?”. Wówczas zdobyła brąz, a polska reprezentacja w piłce nożnej wygrała. To zdecydowanie para zwycięzców.

W 2013 roku wzięli ślub, o czym było niesamowicie głośno w mediach. W końcu to najsławniejszy polski piłkarz i jego tajemnicza (jeszcze wtedy) żona.

Blog i Healthy Team
Ania założyła blog Healthy Plan by Ann. Pojawiają się na nim wpisy dotyczące zdrowego stylu życia, treningów, wiele ciekawych porad trenerskich i dietetycznych. Trenerka przyznaje, że kiedyś nie potrafiła gotować. Kiedy po raz pierwszy miała przygotować obiad dla Roberta, szybko kupiła coś z baru mlecznego (przyznała się jemu po dwóch latach). Szybko jednak załapała, o co w tym chodzi i teraz wymyśla własne, zdrowe i ciekawe, przepisy, które również można znaleźć na HPBA.

Powstał także Healthy Team. Należą do niego zarówno specjaliści, jak też zwykli fani fitnessu. Jak to działa? Anna utworzyła Healthy Team z trenerów (Katrin Kargbo, Jakub Głąb, Henryk Pepliński, Edyta Litwiniuk, Artur Żółkiewicz), fizjoterapeuty (Damian Pawlik), specjalisty do spraw żywienia człowieka i suplementacji diety (Jacek Kucharski), specjalistki do spraw marketingu i organizacji wydarzeń (Aleksandra Dec) oraz dietetyka (Łukasz Sieńczewski). Pojawiało się jednak coraz więcej osób, które chciały trenować z Anią, szczególnie po wydaniu Karate cardio. Ludzie pytali ją o możliwość dołączenia do Healthy Teamu. Stąd też powstało wydarzenie na fb, zrzeszające całą „powszechną” część Healthy Teamu. Jak więc do tego dołączyć?

Jeśli cenisz nasze zasady zdrowego życia, lubisz ruch i pozytywne nastawienie do siebie i innych – jesteś w Healthy Teamie!
To cytat z bloga Ani – odpowiedź na tysiące pytań „co zrobić, żeby być w Healthy Teamie?”.

Karate cardio
Lewandowska nagrała kilka autorskich programów, w tym Karate cardio i Karate cardio military. To świetne treningi, dzięki którym można spalić zbędny tłuszczyk, a także wzmocnić mięśnie. To treningi cardio z użyciem siły, czyli miks tego, co najlepsze :). Gwarantowany sukces!

Lewalewalewa

Lewa na co dzień
Wszyscy, którzy ją poznali, twierdzą, że to najbardziej energiczna kobieta na świecie. Zawsze pełna optymizmu i z dobrym słowem dla innych. To widać już na jej blogu oraz fanpage’u. Świetnie motywuje, uczy innych, jak cieszyć się życiem. I o to właśnie chodzi, no nie?

Mieszka z mężem w Monachium, ale, jak sama przyznaje, ciągiem udaje jej się być w domu maksymalnie tydzień. Co chwilę lata do Polski, dwa razy do roku organizuje obozy dla Healthy Teamu, trenuje karate, prowadzi szkolenia i pojedyncze wielkie treningi. Co robi w wolnych chwilach? Czyta. Uwielbia czytać i się dokształcać. Nigdy nie ma dość.

Kiedy wyjeżdża dla relaksu, nie umie się oderwać od kolejnych projektów. Robert wyłącza komórkę, Internet i odpoczywa, a ona gdzieś po kryjomu zawsze dorwie się do swojej pracy.

Razem z mężem działa charytatywnie, zbierając pieniądze na chore i potrzebujące dzieci. Fundusze, które udaje jej się uzbierać na prowadzonych treningach, przeznacza właśnie na ten cel.

 

Teraz chyba możemy sobie odpowiedzieć na pytania ze wstępu. To na pewno bardzo pracowita kobieta, pełna uśmiechu, z ogromną pasją do sportu i absolutnie zakochana w swoim mężu. Nic dodać, nic ująć. Taka właśnie jest Anna. A to, że hejterzy i tak uznają, że wypromowała się na nazwisku Roberta, że robi to dla kasy, jest nic nie warte. Wiemy, jak sytuacja wygląda i tego się trzymajmy!

A teraz marsz po płytę Ani i na trening :D.