Być sobą, być kimś – pewność siebie, kompleksy i własne ego

Sesja trwająca w praktyce niemal dwa miesiące, nauka, studia… tak, takie mam wytłumaczenie na brak artykułów przez trzy miesiące. 😐 A tak zanim przejdę do tematu, serdecznie wszystkim polecam film „The Greatest Showman”, bo jest absolutnie zachwycający! Przez ostatni czas miałam sporo różnych przemyśleń, rozmów z wieloma ludźmi. Pomyślałam, że podzielę się nimi z Wami, że chyba warto.

Szare okulary
Wiele razy słyszę, że nie rozumiem sytuacji drugiej osoby. „Ty tego i tak nie zrozumiesz, bo dla ciebie świat jest cały różowy”. No, jest, ale jakoś musiałam znaleźć odpowiedni rozmiar różowych okularów. Chcę przez to powiedzieć, że mnóstwo osób widzi tylko koniec własnego nosa, dzieląc świat na siebie i resztę. Każdy ma swoje problemy i wymaga zrozumienia, ale jednocześnie rzuca takie słowa: „nie zrozumiesz mnie, bo nie przechodziłeś tego samego”. Skoro uważa się siebie za jedynego posiadacza problemu, czy powinno się szukać osoby, która zrozumie go podług wyżej wymienionej myśli? To się chyba wyklucza, nie?

Ja wiem, brzmi to jak bulwers. Ale przyjrzyjmy się tematowi z bliska. Znacie kogoś, kto by powiedział, że nie ma żadnego kompleksu? Takich osób jest naprawdę niewiele. Wyrastamy w jakichś konkretnych normach społecznych, czujemy narzucane tempo, modę, wymogi dotyczące zachowania i wyglądu. I w niejednym człowieku rodzi się bunt. „Hej! To jest szaleństwo! Chcę być po prostu sobą, okej?”. A kto powiedział, że nie możesz?

No, sumienie tak powiedziało. Kompleksy tak powiedziały. Brak samoakceptacji i pewności siebie. A co z tym zrobić? Co, jeśli nie chcę wpasowywać się w schematy, ale wkurza mnie, że mimo wszystko się nie wpasowuję? Dysonans czy co? Pójdźmy tym tropem. Ileż jest osób, które chcą wyglądać jakoś, ale z różnych powodów to im nie wychodzi. Najłatwiej jest wtedy się poddać, zracjonalizować to na zasadzie „a, taka już jestem i co z tego” albo właśnie się zbuntować „nie będę wchodzić w te schematy, bo chcę być sobą! I będę o tym głośno mówić, choć tak naprawdę chciałabym się wpasować”.

Kogo (p)oszukujemy?
Dążymy do akceptacji w społeczeństwie, chcemy należeć do grup. To absolutnie normalne. Mówiłam o schematach, więc przytoczmy sobie schemat „idealnej” kobiety ostatnich lat. Szczupła, długie włosy, cycki, tyłek, talia osy, długie nogi, lekko umięśniona sylwetka. Wiele kobiet zatrzyma się już przy pierwszej cesze. SZCZUPŁA. Dlaczego to nas tak kłuje?

Z psychologicznej, biologicznej strony wygląda to następująco. Mężczyźni najczęściej nieświadomie szukają kobiet, które będą zdolne powielić ich doskonałe geny (nie zakłócając ich doskonałości), a także kojarzą się z luksusem i zdrowiem. Dawniej o zdrowiu niewiasty świadczyła pulchność, tak samo jak o luksusie wyraźny stopień „najedzenia”. Dzisiaj tego samego rodzaju luksusem i jednocześnie oznaką zdrowia jest bycie wysportowanym (posiadanie pieniędzy i czasu na dbanie o sylwetkę), a także wyraźnie wypielęgnowana twarz, dłonie etc. Nic dziwnego, że dziewczyny z doskonałą figurą, zadbane i po różnych zabiegach kosmetycznych będą tutaj na celowniku.

Partnerzy dobierają się również na równym poziomie własnej atrakcyjności. O co tu chodzi? Zróbmy taką okrutną i niemoralną skalę od 1 do 5, oceniającą poziom atrakcyjności. Dajmy na to, że facet jest czwórką. Będzie wówczas szukać czwórki jako partnerki/partnera. Przy piątce może czuć się zagrożony, niepewny, ze zostawi go dla równego sobie. Oczywiście to działa w obie strony. Ale co, jeśli taki facet na poziomie 4 ma zaniżoną samoakceptację i nie jest pewny siebie? Nie będzie celować w czwórki, ale niżej, żeby mógł czuć się pewnie w danym związku. A jeśli jest tak pewny swojej niesamowitości, że ocenia się na 5? Szerokiej drogi, powodzenia w życiu i piona, stary! Bez cienia sarkazmu. Z większą pewnością siebie zawsze jest łatwiej ;).

Szczupła czyli perfekcyjna
Niby nikt nie mówi „weź schudnij”, niby nic się nie dzieje, a jednak dziwne uczucie takiego wymogu siedzi z tyłu głowy. A może to nie tylko wina ogólnego modelu aktualnego piękna? Może sami też jesteśmy sobie winni? Niedawno wszedł do kin bardzo luźny film „Jestem taka piękna”. Nie powiem, nie był zachwycający, ale pokazywał jednak coś, co jest chyba dość ważne. Czasem trzeba się mocno rąbnąć w łeb, żeby siebie docenić. W skrócie i bez zbytnich spojlerów – filmowa Renee ma spore kompleksy z powodu swojego wyglądu. Ma nie takie włosy, nie taką twarz, nie taki rozmiar… odstaje od modelek, które pracują tam, gdzie sięgają jej największe marzenia. Przeżywa (nie)szczęśliwy upadek i nagle widzi siebie w zupełnie inny sposób. Jest piękna! Uważa się za idealną, bez kompleksów. Zdobywa mężczyznę, dostaje się do wymarzonej pracy, emanuje pewnością siebie. No dobra, będzie spojler. Wszystko się kończy w pewnym momencie. Jej postrzeganie wraca do poprzedniego stanu i dopiero na zdjęciach zauważa, że przecież przez cały czas wyglądała tak samo. Więc co się w zasadzie stało? Odważyła się, doceniła siebie i zdobyła pewność.

Brzmi banalnie, co? Ale poniekąd tak to jest. Uwaga, powiem to tutaj zarówno jako psycholog, jak i trener – NIE MUSISZ BYĆ SZCZUPŁA! Szok. Jak to nie muszę? Ano tak. Po prostu. Dużo więcej daje pewność siebie, samoakceptacja. Ja wiem, czasem ciężko zaakceptować to, czym różnimy się od innych. Czasem trudno jest mieć na to wszystko wylane. Powiem Ci tak – rób tak, żeby CZUĆ SIĘ piękną. Żeby czuć się dobrze. Powiesz: „Ale chwila, chwila. A jak chcę kogoś poderwać? Jeśli tego mi w życiu brakuje, a napisałaś, że szczupłe mają większą szansę?”. Przyjrzyj się lepiej temu, co napisałam wyżej. Szukając partnerów, nie będziemy czuć się zupełnie komfortowo przy kimś, kogo oceniamy lepiej niż siebie. Prędzej czy później przyjdą wątpliwości, podejrzenia… chyba że to ta osoba spowoduje, że bardziej docenimy siebie. Hej! Nie tylko „piątki” z naszej skali są w związkach! A poza tym, wracając znów do doboru partnera, wiele zależy od tego, jak sami się oceniamy. Od pewności siebie, od tego, co pokazujemy swoją osobą.

No to co? Zgodzisz się chyba, że nie musisz walczyć o bycie szczupłą, jeśli to nie jest Twój cel. Walcz o to, by być najlepszą wersją siebie.

Ale chwila… czyli kim?

BYĆ KIMŚ
Co to właściwie znaczy. Słyszy się to przez całe życie. Każdy chce „być kimś”. Czyli… kim? Drugą Beyoncé, Ewą Chodakowską, Johnnym Deppem? Rekinem biznesu, gwiazdą z okładki, znaną trenerką? Idąc tym tropem, będziesz nikim, jeśli będziesz chciał(a) osiągnąć coś na siłę. A gdzie pasja? Gdzie realizacja własnych zainteresowań?

Każdy z nas musi przejść własną drogę, by dojść do jakiegoś celu. I każda z tych dróg kształtuje człowieka, daje mu kolejne cechy, kolejne role. Czy więc na koniec możemy być kimkolwiek innym, jak po prostu sobą? Czy to nie jest to „bycie kimś”, po prostu byciem sobą? Postać, którą tworzymy przez całe życie, będzie kiedyś kimś. Będzie tą osobą, którą spotkamy na końcu.

Żeby być kimś, musisz być sobą. Po prostu. Idź za marzeniami, choć może być to czasem ryzykowne. Odwagi! Sama muszę to sobie powtarzać nawet kilka razy dziennie. Realizacja celów czasem jest cholernie trudna, trzeba wychodzić poza swoje ograniczenia, stawać twarzą w twarz z nowymi wyzwaniami. I znów – nie jesteś w tym sam(a). Hej, mam to samo! To samo ma każda osoba, która chce cokolwiek osiągnąć! Widzisz? To tak, jak z tymi kompleksami. W naszej epoce ego zapominamy o tym, że ludzie wokół nas mogą mieć bardzo podobne zmartwienia i im też należy się uwaga i zrozumienie. Każdy z nas chce być kimś, pamiętaj o tym.

Dlaczego o tym w ogóle mówię?
Widzisz, wszyscy wokół na coś narzekają. Normalna rzecz. Ale chodzi mi o ich głębokie kompleksy. I obserwuję, jak osoba, której głównym problemem na tym podłożu jest na przykład mały biust, użala się nad tym, mówiąc osobie, która załóżmy ma tak samo mocny kompleks z powodu swojej wagi, „nie rozumiesz, co czuję, nie masz tego, co ja. Ty jesteś piękna, nie masz na co narzekać”. Sorry, ale mi to brzmi na hipokryzję. Obie osoby uważają się nawzajem za piękne, bo nie dostrzegają w tej drugiej własnego kompleksu. Dziwne? Wcale nie. Codzienne, normalne i powodujące kłótnie oraz brak zrozumienia.

Wracając do początku, mówią mi, że noszę różowe okulary. Owszem. I wiesz co? Mam coś w rodzaju fotoalergii czy czegoś tam. Jak tylko zaczyna się sezon na szorty, moje nogi są pokryte ranami, plamami i pęcherzykami. Ja wiem, fuj, ble, okropność, jak mogę o tym pisać. Często noszę długie spódnice ze względu na słońce właśnie, ale też na innych ludzi, którzy mogą nie chcieć tego oglądać. Ale czy zawsze jestem tak myśląca o reakcjach innych? Nie. Mam wylane. Taka jestem i trudno, może uda mi się to jakoś wyleczyć, tę alergię. Tymczasem nie boję się włożyć szortów czy krótkich sukienek. Bo jestem pewna siebie i nie będę uznawać czegoś takiego za kompleks.

Blogilates ostatnio wstawiła na IG zdjęcie w krótkim topie i zaznaczyła w opisie, że to dla niej duży przełom, bo nigdy nie pokazuje górnej części brzucha, bo dziwnie się z tym czuje. Brawa dla niej! Przełamuje się, zwalcza brak akceptacji dla swojego ciała. Ja też nie jestem idealna. Często odpuszczam sobie wstawianie gdziekolwiek zdjęć, które będą pokazywać mój brzuch czy uda. Bo cały czas nie są takie, jakie chcę, żeby były. Ale może to tylko moja opinia? Może nie powinnam się tego tak obawiać?

Siedzimy w tym razem. Odrzućmy te głupie kompleksy, zauważajmy problemy innych, nie zamykajmy się na czubku własnego nosa. To wydaje mi się ważne, mam nadzieję, że Wam również.

Bądźmy sobą. Bądźmy kimś.

Tego Wam i sobie życzę,

S.M.

Zapraszam również do poczytania o SAMOAKCEPTACJI, KOMPLEKSACH, ATRAKCYJNOŚCI i SUKCESIE.

Z latem umawiałam się na lipiec…

No i stało się. Zima trwała do 14 maja, od 15 zaczęło się lato. Zielonego pojęcia nie mam, gdzie podziała się wiosna, pamiętam jednak, że starała się coś powiedzieć mniej więcej w marcu. Ale kto by to pamiętał!

Szczerze mówiąc, należę do tej mniejszości, która uwielbia zimę. Dla mnie maksymalna temperatura na zewnątrz to 25 stopni (potem zamieniam się w substancję ciekłą). Mimo to lato w Polsce jest oceniane przez Amerykanów (tych z USA przynajmniej) jako NAPRAWDĘ upalne. I tak, jak my się przygotowujemy na lipiec, wyjazdy, bikini, rezerwujemy czas na trzy miesiące diety i zabijających ćwiczeń… tak nagle, ni stąd, ni zowąd, pojawia się 30 stopni w maju. Ktoś się spodziewał, że trzeba będzie włożyć szorty tak szybko? Hmm… Przecież z latem umawiałyśmy się na lipiec!

Prawda boli, a w następnej kolejności mięśnie
Wyciągasz już te szorty, zakładasz, a tu uda wciąż się stykają, brzuszek odstaje. No i co robić! Przecież nie można całe lato paradować w długich sukniach, prawda? No to jazda do ćwiczeń! I do SAMOAKCEPTACJI!

Tak się składa, że – uwaga, uwaga – jesteś piękna! Serio. A druga rzecz – da się ogarnąć w miesiąc. Tylko mogą boleć mięśnie. Tak troszkę. Ale chyba Ci zależy, no nie?

Kiedy wygląda się atrakcyjnie?
Kiedy jest się o tym przekonanym, ot co. Tak, pewność siebie rodzi atrakcyjność. Stykają Ci się uda? Widać ten brzuszek? Masz nadmiar w boczkach? A myślisz, że Marilyn się przejmowała swoimi udami? Szczerze w to wątpię.

Jeśli nikt Ci tego do tej pory nie powiedział, niech ja będę pierwsza. Chciałam Ci przekazać, że podobasz mi się taka, jaką jesteś. Lubię Twoje nogi, Twój brzuch, Twoje ręce. Naprawdę. Machniesz ręką i powiesz, że nie mogę tak twierdzić, bo Cię nie widziałam. No to Ci się sprzeciwię. MOGĘ! Bo lubię Cię, akceptuję i chcę, żebyś była szczęśliwą, pełną wiary w siebie kobietą. To co, że masz trochę więcej tu czy gdzieś indziej? Jesteś piękna tak po prostu.

Chciałabym, abyś i Ty wierzyła w siebie tak, jak ja w Ciebie wierzę. Zależy Ci na pięknym wyglądzie – zrób go sama. Nie czekaj na specjalne znaki. Zapraszam Cię na wspólną trasę właśnie teraz. Przyjmiesz takie zaproszenie?

Nie przejmuj się tym, co ktoś może o Tobie pomyśleć. Gdy patrzy na Twoje ubranie, to nie dlatego, że wyglądasz w nim grubo, jak pewnie sama często sądzisz, ale dlatego, że podziwia Twój styl. Włóż obcasy, jeśli czujesz się w nich bardziej kobieco, sukienkę, weź elegancką torebkę. Bądź taka, jaką chcesz być. Bądź najlepszą wersją siebie. I nie bój się więcej! Bo, pamiętaj, jesteś przecież piękna!

Trening w miesiąc
To jest ten moment, w których chcę Ci przedstawić szybką redukcję tkanki tłuszczowej. Wyrobimy się w ten miesiąc, nie ma co odpuszczać! Sama znasz najlepiej swoją sylwetkę i największe „problemiki”, dlatego dokładny dobór treningu pozostawiam Tobie. Jak złożyć taki trening? O tym za chwilę. Pamiętaj jednak, żeby ćwiczyć jak najczęściej, ale pozostawiać sobie jeden dzień na odpoczynek. U mnie zawsze jest to środa. Decyzja należy do Ciebie.

Nie zapomnij jednak o odpowiedniej DIECIE! Wszystko o tym znajdziesz tu -> dieta cud <-. Pewnie słyszysz to co chwilę, ale… odpowiednia dieta to 70% Twojego sukcesu. Jedz zdrowo!

Miesięczne wyzwanie
Musimy skupić się na spalaniu. Dlatego pierwsza część treningu (po rozgrzewce!) to HIIT lub cardio. Druga – mięśnie. Jak dobrać? Zaproponuję Ci sześć treningów z części spalającej i po trzy z siłowych. Możesz wybrać jeden, kilka lub ćwiczyć po kolei każdego kolejnego dnia inny. Dla tych, którzy nie są zdecydowani, jaką partię mięśni chcą ćwiczyć, przygotowałam również kilka ogólnych treningów, które można włączyć zamiast pierwszej i drugiej części.

# CZĘŚĆ PIERWSZA – HIIT

  1. Millionaire Hoy
  2. Popsugar
  3. Body Project
  4. BeFit
  5. Jillian Michaels
  6. Shelly Dose

# CZĘŚĆ DRUGA
brzuch

  1. Alicia Marie
  2. GymRa
  3. Sarahs Day

nogi

  1. Rebecca Louise
  2. Lumowell
  3. Millionaire Hoy

boczki

  1. GymRa
  2. Popsugar
  3. Blogilates

tyłek

  1. Fitness Rich
  2. Womens Workout Channel
  3. Shape iT

# PEŁNE TRENINGI (całe ciało)

  1. Popsugar
  2. Codziennie fit
  3. Monika Kołakowska
  4. Millionaire Hoy
  5. HASfit
  6. GymRa

Na dobre zakończenie naszego wyzwania – 1000 kilokalorii 😉 Oczywiście, dla chętnych. I do wyboru jeden z proponowanych.

  1. Millionaire Hoy
  2. Fitness Blender
  3. FitForceFX

Nie zapomnij o ROZGRZEWCE i ROZCIĄGANIU! Rozgrzewka to NAJWAŻNIEJSZA CZĘŚĆ TRENINGU!

POWODZENIA! 🙂

PS Tak, naprawdę możesz to zrobić. Każdego dnia jeden trening HIIT, jeden (lub dwa) na konkretne partie ciała. A jeśli wolisz, to zamiast tego masz opcję pełnego treningu całego ciała. I jeszcze raz – tak, dasz radę! ;P

PPS Wyzwanie można potraktować jako standardowe treningi i korzystać z nich ZAWSZE, nie tylko przez miesiąc czy dwa 😉

RELAKS, czyli chwila tylko dla Ciebie

000

Ach, ta codzienność!
Każda z nas ma ciężkie lub po prostu złe dni. Niezależnie od tego, czy jesteś wykończona użeraniem się z dziećmi, pracą, nauką, ludźmi dookoła, problemami, z którymi musisz się mierzyć, potrzebujesz odpoczynku. Tak, ja wiem. Ty musisz być niezawodna, przecież nie możesz zostawić dzieci samych ani na chwilę, nie odłożysz pracy na później, jutro masz sześć sprawdzianów, Twoi przyjaciele zasypują Cię swoimi zażaleniami, a Ty musisz ich wysłuchać, no i pomóc!
Tak. Wiem. MUSISZ być ZAWSZE na miejscu, gotowa do akcji.
Ale odpowiedz mi na kilka pytań.
1. Czy myślisz, że Twoje dzieci są szczęśliwe, kiedy widzą Cię zmęczoną?
2. Wydaje Ci się, że dostaniesz awans, skoro ledwo widzisz na oczy, co robisz?
3. Myślisz, że osiągniesz lepsze wyniki w nauce, kiedy będziesz zarywać noce?
4. Uważasz, że świat bez Ciebie nie da rady?

Powiem wprost. Ogarnij się. Musisz dostrzec to, że kręcisz się w miejscu. Będąc zmęczoną, przepracowaną, zasmucasz innych, nie dajesz z siebie stu procent w pracy/szkole, a także jako rodzic. Masz wrażenie, że osiągniesz więcej, jeśli się bardziej przyłożysz. Uważasz, że nie idzie Ci najlepiej, bo się nie starasz.
Jeszcze raz. Ogarnij się.
Powiedz mi, czego potrzebuje człowiek, by być wydajnym?
Energii.
Skąd czerpie energię?
Z wypoczynku.
Powiesz mi teraz, że „przecież nie możesz odpocząć!”. Tak? Udowodnij mi to. Może wtedy mnie przekonasz.
Najpierw jednak przeczytaj do końca.

Nie bądź robotem! Jesteś kobietą!
Droga Fitnesowiczko. Zrozum, że przepracowanie nie służy ani Tobie, ani nikomu z Twojego otoczenia.
I zrozum jeszcze jedno. To TY jesteś panią swojego życia. To TY jesteś władczynią swojego czasu. NIKT nie ma prawa TOBIE czegoś nakazywać! Bo jesteś przede wszystkim SOBĄ!
Nie bądź robotem. Dlaczego? Spójrz, jak wielka część tego społeczeństwa udaje roboty. Stara się jak może. I nic nie osiąga. Albo osiąga, ale jakim kosztem!
Nie bądź taka, jak oni. Po co Ci to? Chcesz się unieruchomić na całe życie?
Możesz być humanistką (jak ja, zresztą), ale musisz przyznać, że w kwestii życia to logiką należy się kierować :).

Jak się „ogarnąć”?
No właśnie. Powtarzam Ci, że masz się „ogarnąć”. Ale nie mówię, jak to zrobić. Spokojnie. Do tego w zasadzie zmierzam.

Po pierwsze – odpręż się. Mam dla Ciebie kilka sposobów na takie odprężenie. Pamiętaj, ze fitness oznacza dokładnie zdrowy styl życia, a nie rodzaj ćwiczeń ;). Dlatego właśnie piszę o tym na mojej Fitnesowni.
Po drugie – oczyść swoje myśli. To bardzo ważny element. Nie zapominaj o tym.
Wygospodaruj dla siebie przynajmniej 15 minut dziennie. Poświęć ten czas na to, co lubisz. Możesz wtedy pomalować paznokcie, wziąć gorącą kąpiel, poczytać książkę lub też wypić pyszną kawę. Nie bój się, że przez ten czas mogłabyś zrobić coś innego. Pamiętaj, że jutro tego „czegoś innego” możesz nie dać rady zrobić ponownie, jeśli nie dasz sobie szansy na odpoczynek.
So relax 😉

Ciało
Jak zadowolić ciało, odprężyć je i zadbać o nie?
To całkiem proste. Spójrz na siebie w lustro. Co widzisz? Czy coś powinnaś zmienić?
Ok.

Wszystko zaczyna się od diety. To ona reguluje wszystko w Twoim ciele. Jeśli coś jest nie tak (włosy, które się przetłuszczają zbyt szybko, cellulit, trądzik itp.), możesz to zwalić na dietę. Ale nie zostawiaj tak tego. To nie jest wymówka, a rozsądne tłumaczenie. Skup się więc na tym. Zacznij zdrowo się odżywiać. To jest bardzo ważne dla Twojego organizmu. Spróbuj również namówić na to pozostałych domowników. Będzie Wam raźniej, gdy będziecie się wspierać!

Drugą rzeczą jest coś, co ja nazywam elastycznością. Co to znaczy? To znaczy ulepszać swoje ciało treningami, ale przede wszystkim pokochać je. Co nieco o tym pisałam w nocie o atrakcyjności. Kiedy zaakceptujesz siebie, zrozumiesz, czym jest elastyczność ;).

Kolejna sprawa dotyczy rozluźnienia całego ciała, co po części łączy się ze sprawą psychiki. Skóra, jak też mięśnie i cały organizm, potrzebuje wytchnienia i odprężenia. Dlatego najlepszym sposobem jest rozciąganie. Ciało czuje się lepiej, gdy jest po dobrym stretchingu :).
Proponuję więc jogę, rozciąganie i, uwaga, CALLANETICS!

Joga jest rodzajem medytacji i ćwiczeń. Dzięki niej osiągamy relaks nie tylko fizyczny, ale też psychiczny. Nie chodzi tu absolutnie o kwestię religii. Jest to zwyczajne odprężenie umysłu i mięśni.

Stretching (rozciąganie) to, jak wiadomo, najlepsza forma na osiągnięcie ulgi po ćwiczeniach. Jednak nie tylko wtedy. Na co dzień stresujemy się, bierzemy udział w wielu wydarzeniach, a wskutek tego mięśnie napinają się. Możesz nie czuć bólu, ale wierz mi, poczujesz ulgę, gdy się porozciągasz :).

Callanetics. To bardzo ciekawy rodzaj treningu, któremu poświęcę w przyszłości większy wpis. Podczas tych ćwiczeń działają najmniejsze i najgłębsze mięśnie ciała, dzięki czemu zyskać można smukłą sylwetkę, delikatny zarys mięśni i zupełne odprężenie oraz rozciągnięcie. Niesamowite, prawda? A wystarczy godzinka!

Przykłady treningów
Podam Ci przykładowe treningi, z których, mam nadzieję, skorzystasz. Dzięki nim poczujesz się zrelaksowana i pełna energii. Gotowa? 🙂

Rozciąganie
Blogilates (nogi)
Denise Austin
Zuzka Light

Joga
Adriene
BeFit
Basia Lipska

Callanetics
Sandra Hanna

Umysł
To stąd jest to prawdziwe spięcie. Większość odczuć naszego ciała jest wytwarzane głównie przez umysł. Gdybyś nad tym popracowała, byłabyś może w stanie pokonać na przykład część odczuć bólowych, rozluźnić wszystkie mięśnie, uspokoić się. Jak to zrobić? Podam Ci kilka przykładów.

Trening umysłu
Poświęcisz na to dosłownie kilka minut w ciągu całego dnia, a poczujesz się świetnie zrelaksowana. Co będzie potrzebne? Minimum dwie minuty (to zależy od Ciebie) i muzyka relaksacyjna lub po prostu cisza.

Zacznijmy od tej muzyki. Ja korzystam z rewelacyjnego portalu z muzyką między innymi relaksacyjną. TUTAJ podsyłam Ci tę stronę. Wybierz jeden z tych albumów: joga, medytacja, ocean, ogień, ptaki, sen, las. Ja szczególnie lubię jeden konkretny utwór, który zawsze pomaga mi się zrelaksować. Polecam go i Tobie. Oto ON. Nie martw się tym, że słuchasz muzyki do snu przy medytacji, a odgłosów lasu, aby się skupić. Ważne jest, aby te dźwięki Ci nie przeszkadzały, a pomagały się zrelaksować. Zawsze możesz wybrać zwykłą ciszę :).

Skoro muzyka (lub cisza) już wybrana, usiądź na piętach, a kolana lekko rozchyl. Nie odłączaj pośladków od pięt. Pięty nie mają się stykać, a jedynie palce u stóp. Wyprostuj się. Zrób kilka okrążeń ramionami do tyłu i rozluźnij je. Nie spinaj łopatek. To bardzo ważne, żebyś poprawnie wykonała tę pozycję. Wyobraź sobie, że Twój kręgosłup wieszakiem. Tak, wiem, głupio to brzmi. Ale pomaga. On jest prosty. Ty jesteś koszulką, która bezwiednie i lekko opada z tego wieszaka. Dasz radę ;).

Teraz mam dla Ciebie trzy ćwiczenia.

1 ćwiczenie
Znajdź jeden nieruchomy punkt przed sobą. Wpatrz się w niego i poświęć mu całą swoją uwagę. Nie ruszaj się i oddychaj głęboko. Pozostań tak przez dwie minuty.

2 ćwiczenie
Zamknij oczy. Skup swoją uwagę na wszystkich dźwiękach, które Cię otaczają. Wsłuchaj się we wszystko. Oddychaj głęboko. Pozostań tak przez dwie minuty.

3 ćwiczenie
Zamknij oczy. Odnajdź swój umysł i wejdź wgłąb siebie. Poczuj każdy kawałek swojego ciała, wysyłając w jego stronę myśli. Sprawdź, czy są gdzieś napięte mięśnie. Jeśli tak – rozluźnij je. Oddychaj głęboko. Pozostań tak przez dwie minuty lub do momentu, w którym odczujesz pełne rozluźnienie.

Efekt
Efektem będzie na pewno to, że będziesz wypoczęta, zrelaksujesz się, będziesz wydajniejsza, a Twoi bliscy również będą czerpać z tego radość.
Cieszę się, że dotrwałaś ze mną do końca tego postu. Mam nadzieję, że przyda Ci się i pomoże w codziennych zmartwieniach.

Do następnego wpisu! 🙂

Atrakcyjna i piękna – jak taką być i dlaczego nie zależy to tylko od wyglądu?

Jest prawie pierwsza w nocy, a ja siedzę przykuta do laptopa i piszę dla Was ten post. Dlaczego nie odłożę tego na później? Bo wiem, że przyda się. Może dzisiaj. Może nawet wczoraj. To bardzo ważny post. Nie wiem, czy nie najważniejszy na Fitnesowni. Dlatego postaram się podejść do niego profesjonalnie i przejrzyście. Zależy mi na Waszym zrozumieniu.

O czym będzie ta nota? Tak, jak w tytule – o atrakcyjności. Powinnam chyba zacząć od wyjaśnienia tego terminu, prawda? Wiem, że nie wszyscy go poprawnie rozumieją.

 

Czym jest ATRAKCYJNOŚĆ?
To inaczej seksapil, swego rodzaju erotyczność. Wiąże się nie tylko z wyglądem ciała. Ma na to wpływ również zapach, głos, postawa czy też inteligencja. To sposób odbioru drugiej osoby, złudzenie wywoływane pewnymi cechami. Jak je wywołać? Cóż, o tym za chwilę.

Co czyni atrakcyjnym?
Przede wszystkim wygląd. Jednak nie jest to jedyna oraz wystarczająca cecha. Można być pięknym, ale nie atrakcyjnym. Można też być przeciętnym i bardzo atrakcyjnym. Jak to się dzieje?
Kojarzycie może wytworne panie z lat dwudziestych XX wieku? Zawsze potrafiły wyglądać niesamowicie. A przecież nie wszystkie były piękne. To samo się tyczy lat ’30, ’40, ’50 i ’60. Później coś jakby runęło. No, ale nic to. Mówimy o atrakcyjności ;).
Te panie robiły kilka rzeczy, które sprawiały, że wyglądały olśniewająco. Przede wszystkim trzeba umieć zaprezentować swoje zalety i nie być w tym nachalnym. Powiedzmy, że jakaś kobieta ma duży biust i jest to jej największy atut. Podkreśleniem będzie jasny kolor ubrania i lekko większy dekolt. Jednak kiedy taka pani włoży coś z dekoltem, z którego ten biust się wylewa, jest to nie tylko nachalne, ale już nieatrakcyjne.
A więc swego rodzaju pewność siebie i świadomość swojego ciała są pierwszym krokiem do atrakcyjności. Cóż jeszcze?
Zadbanie. Zadbany, nie niechlujny wygląd to olbrzymi plus. Utrzymanie czystości i jakiegoś ładu swojego ciała jest wielką zaletą, o której nie wolno zapominać.
Kolejna rzecz to, już abstrahując od wyglądu, psychika. Konkretne cechy mogą sprawić, że nasz rozmówca, partner czy po prostu napotkana osoba będzie miała na widoku atrakcyjność wywołaną przez intelekt.
Tak, właśnie INTELEKT! To, że potrafisz mówić o wielu rzeczach i masz przynajmniej ogólną wiedzę na tematy wszelakie daje Ci już wyższą pozycję. Tak samo jest z ciekawością świata. Jeśli jesteś zainteresowana tym, co Twój rozmówca mówi i starasz się to lepiej zrozumieć, niesamowicie plusujesz. Nie wiedziałaś? Wykorzystaj w działaniu ;).
Umiejętności. Tak, właśnie umiejętności. Im większej ilości rzeczy się chwytasz, tym jesteś ciekawszą i atrakcyjniejszą osobą. Ktoś Ci powiedział, że jesteś za stara na grę na instrumentach? Na to, żeby zrobić studia, które Cię interesują? Na naukę śpiewu czy trupę teatralną? Nie słuchaj tych osób. One podcinają Ci skrzydła. Dla przykładu podam własne doświadczenie, bo nie chcę, żebyś postrzegała mnie jako zwykłą trenerkę, która pisze dla pisania. Od wielu lat gram oraz uczę gry na pianinie. Żaden instrument nie ma limitu wiekowego. Jeśli coś takiego kiedyś słyszałyście, wyrzućcie to do śmieci natychmiast! Nie ma niczego, czego nie można by było spróbować i w późniejszym wieku. Języki? O, to jest to! Znajomość języków jest ogromnym atutem. Nic nie stracisz, możesz tylko zyskać – pamiętaj!
Tajemniczość. Tak, to jest cecha, którą w rzeczywistości wszyscy uwielbiamy. Im więcej zagadek jest w danej osobie, tym bardziej jest ona atrakcyjna. Wówczas pragniemy rozszyfrować każdy sekret. Taka już natura ludzka ;).
Podsumowując, na atrakcyjność składa się:

  • wygląd,
  • pewność siebie,
  • świadomość swojego ciała,
  • zadbanie,
  • inteligencja,
  • umiejętności,
  • tajemniczość.

Jak być ATRAKCYJNĄ?
Wszystko zaczyna się w umyśle. Tam są wszystkie nasze bariery – od nieśmiałości po nienawiść. Wiesz, co Cię hamuje? Ok, wyliczę. Nieśmiałość, brak akceptacji siebie, subiektywizm, złość na siebie i innych, nienawiść do siebie i świata. Wystarczy? Chyba tak.
Jak pokonać bariery? Mam dla Ciebie ćwiczenie. Rozbierz się do bielizny i stań przed lustrem. Zanalizuj siebie od góry w dół. Powiedz samej sobie, co widzisz. A potem postaraj się spojrzeć na siebie jak inna osoba. Popatrz tak, jakbyś oceniała kogoś innego. Wymień wszystkie zalety, wszystkie atuty. I zapisz je. Może są to oczy? Może cycki, brzuch, nogi? Może gęste włosy albo ładny nos? Wymień wszystko, co możesz. Dopisz do tego, co jest w porządku. Co jest takie, że jesteś wystarczająco usatysfakcjonowana.
A potem spójrz nie na wady, ale na to, co trzeba poprawić. Może chcesz trochę ujędrnić pośladki albo schudnąć? Może chcesz pozbyć się cellulitu lub trądziku?
Potem usiądź i pomyśl tylko o sobie. O tym, że jesteś piękna. Wiesz dlaczego? Bo podjęłaś się tego zadania. Mało tego! To, że czytasz ten post jest już wielkim krokiem naprzód. Uwierz w siebie! Jesteś niesamowita! Kto, jak nie Ty, stanie się teraz atrakcyjną kobietą? Pewną siebie i bez kompleksów? Masz w sobie wielką siłę. Tak, wiem to. Chcę, żebyś i Ty wiedziała. Stać Cię na wszystko. I zrobisz wszystko, co chcesz. Tutaj zaczyna się Twoje nowe życie. Weź mnie za rękę i chodź w tę dobrą stronę. Pamiętaj, ważne jest to, żeby się nie poddawać. Ale Ty jesteś silna i się nie poddasz. Wiem to. Piękno i atrakcyjność są w Tobie. Tylko musisz sama je dostrzec.
Zajrzyj wgłąb siebie. Tak, jesteś atrakcyjna. Masz wiele zalet. Postaraj się je podkreślić.
Wiesz, co sprawi, że będziesz jeszcze bardziej wyjątkowa? Pewność siebie! Nie bój się. Już nigdy więcej nie ukrywaj się w cieniu innych. Jesteś piękna!

UWIERZ W SIEBIE!
Tak! To właśnie wiara w siebie i w swoje możliwości daje Ci ogromną siłę. Wiesz, co chcę Ci przekazać na początek? Nawet jak podupadniesz, nawet, jeśli przestaniesz choć na chwilę w siebie wierzyć, pamiętaj, że ja w Ciebie wierzę. A za Fitnesownią, za Sofią kryje się prawdziwa osoba, która trzyma za Ciebie kciuki i pragnie Twojego szczęścia. Chcę, żebyś potrafiła dostrzec w sobie to, co ja w Tobie widzę. Twierdzisz, że Cię przecież nie znam. Mylisz się. Znam Cię. Jesteś kobietą, która jakimś trafem znalazła się na moim blogu i przegląda post o atrakcyjności. Mało tego! Jesteś już w tym momencie tekstu. To znaczy, że jednak Cię zainteresował. To znaczy też, że interesuje Cię moje paplanie o atrakcyjności. Cieszę się, że Cię tu „widzę”. Miło mi z tego powodu. I nie uciekaj. Zostań z Fitnesownią dłużej. Chcę Cię motywować do działania. Jestem też na fb. Tam mnie możesz spotkać codziennie. Możesz napisać, jeśli potrzebujesz rady czy chcesz się czymś ze mną podzielić. Nigdzie nie uciekam.
I tak, wierzę w Ciebie. Bo to właśnie Tobie się uda! Wiem, że dasz radę!

 

To tyle. Polecam Ci również książkę Beaty Pawlikowskiej „Moja Dieta Cud”. Przyda Ci się.
Zapewne jeszcze kiedyś rozszerzę temat atrakcyjności. Na pewno pojawi się tu większy wpis. Jednak jest już 02.05. A ja chcę spać ;).
Cieszę się, że jesteś tu, na Fitnesowni. Przychodź tu częściej.
Do zobaczenia!