Powiększanie biustu? Trening!

Stereotyp?
Wszyscy lecimy na duże piersi, niezależnie od płci. Okej, może jest też ta garstka, która woli mniejsze rozmiary lub ich brak, ale… No, bądźmy ze sobą szczerzy. Większość mężczyzn pragnie cycków u partnerki, a też ogrom kobiet chciałoby mieć czym się pochwalić. Prawda? Prawda.

Coś posmutniały…
No dobra, powiedzmy sobie wprost, że nawet jak już rozmiar jest idealny, to pozostaje jeszcze kwestia kształtu, a ten lubi być po prostu smutny. Piersi jakoś tak opadają, sterczą, tworzą półeczkę, rozłażą się… I jak tu żyć? Na co dzień stanik, ale przecież biust najlepiej ma wyglądać podczas seksu, no nie?

A dookoła nas mity O.O
Szczególnie jeden – że piersi to sam tłuszcz. Łapię się za głowę, wznoszę spojrzenie ku niebu i krzyczę: „bzdura!”. I teraz uwaga – nie każda kobieta, gdy chudnie, traci cycki. M-m. To tak nie działa. Jedne faktycznie w piersiach mają więcej tłuszczu, który zniknie wraz z utratą wagi, ale inne mogą mieć większą powierzchnię płatów gruczołu sutkowego. I w tym wypadku piersi aż tak nie zmaleją przy chudnięciu.

Ale ja tu o chudnięciu, a my chcemy o cyckach.

Tak wygląda cyc. Więc jak go powiększyć/podnieść?

Trening czyni cuda
Przejdźmy od razu do sedna sprawy. Żeby piersi były trochę większe, należy napompować mięsień piersiowy, który widać na powyższym obrazku. A żeby napompować, trzeba zrobić serię fajnych ćwiczeń. Gotowi?

Ach! Przypominam – ciężary nie sprawią, że będziecie Hulkami, a kobietami z pięknie wymodelowanym ciałem. To tak… dla pewności.

To tylko przykład z Internetu. Ćwiczeń jest dużo więcej. A te najlepsze (z całą przedmową i mądrymi słowami) zamieszczam poniżej.

A co ze smutnymi piersiami?
Wykonujcie więcej ćwiczeń z ciężarkami tych, które wymagają uniesienia rąk nad głowę. Proste? Proste.

Żeby było jasne – trening nie zbuduje rozmiaru DD z A. Na pewno ujędrni, podniesie i nieco powiększy, ale błagam, nie wierzcie w piękne przekazy z Internetu, okej? No, chyba że z Fitnesowni ;P.

Fitnesowicze moi drodzy, życzę Wam pięknych piersi. Żeby nie opadały i rosły w siłę ;*.

Z latem umawiałam się na lipiec…

No i stało się. Zima trwała do 14 maja, od 15 zaczęło się lato. Zielonego pojęcia nie mam, gdzie podziała się wiosna, pamiętam jednak, że starała się coś powiedzieć mniej więcej w marcu. Ale kto by to pamiętał!

Szczerze mówiąc, należę do tej mniejszości, która uwielbia zimę. Dla mnie maksymalna temperatura na zewnątrz to 25 stopni (potem zamieniam się w substancję ciekłą). Mimo to lato w Polsce jest oceniane przez Amerykanów (tych z USA przynajmniej) jako NAPRAWDĘ upalne. I tak, jak my się przygotowujemy na lipiec, wyjazdy, bikini, rezerwujemy czas na trzy miesiące diety i zabijających ćwiczeń… tak nagle, ni stąd, ni zowąd, pojawia się 30 stopni w maju. Ktoś się spodziewał, że trzeba będzie włożyć szorty tak szybko? Hmm… Przecież z latem umawiałyśmy się na lipiec!

Prawda boli, a w następnej kolejności mięśnie
Wyciągasz już te szorty, zakładasz, a tu uda wciąż się stykają, brzuszek odstaje. No i co robić! Przecież nie można całe lato paradować w długich sukniach, prawda? No to jazda do ćwiczeń! I do SAMOAKCEPTACJI!

Tak się składa, że – uwaga, uwaga – jesteś piękna! Serio. A druga rzecz – da się ogarnąć w miesiąc. Tylko mogą boleć mięśnie. Tak troszkę. Ale chyba Ci zależy, no nie?

Kiedy wygląda się atrakcyjnie?
Kiedy jest się o tym przekonanym, ot co. Tak, pewność siebie rodzi atrakcyjność. Stykają Ci się uda? Widać ten brzuszek? Masz nadmiar w boczkach? A myślisz, że Marilyn się przejmowała swoimi udami? Szczerze w to wątpię.

Jeśli nikt Ci tego do tej pory nie powiedział, niech ja będę pierwsza. Chciałam Ci przekazać, że podobasz mi się taka, jaką jesteś. Lubię Twoje nogi, Twój brzuch, Twoje ręce. Naprawdę. Machniesz ręką i powiesz, że nie mogę tak twierdzić, bo Cię nie widziałam. No to Ci się sprzeciwię. MOGĘ! Bo lubię Cię, akceptuję i chcę, żebyś była szczęśliwą, pełną wiary w siebie kobietą. To co, że masz trochę więcej tu czy gdzieś indziej? Jesteś piękna tak po prostu.

Chciałabym, abyś i Ty wierzyła w siebie tak, jak ja w Ciebie wierzę. Zależy Ci na pięknym wyglądzie – zrób go sama. Nie czekaj na specjalne znaki. Zapraszam Cię na wspólną trasę właśnie teraz. Przyjmiesz takie zaproszenie?

Nie przejmuj się tym, co ktoś może o Tobie pomyśleć. Gdy patrzy na Twoje ubranie, to nie dlatego, że wyglądasz w nim grubo, jak pewnie sama często sądzisz, ale dlatego, że podziwia Twój styl. Włóż obcasy, jeśli czujesz się w nich bardziej kobieco, sukienkę, weź elegancką torebkę. Bądź taka, jaką chcesz być. Bądź najlepszą wersją siebie. I nie bój się więcej! Bo, pamiętaj, jesteś przecież piękna!

Trening w miesiąc
To jest ten moment, w których chcę Ci przedstawić szybką redukcję tkanki tłuszczowej. Wyrobimy się w ten miesiąc, nie ma co odpuszczać! Sama znasz najlepiej swoją sylwetkę i największe „problemiki”, dlatego dokładny dobór treningu pozostawiam Tobie. Jak złożyć taki trening? O tym za chwilę. Pamiętaj jednak, żeby ćwiczyć jak najczęściej, ale pozostawiać sobie jeden dzień na odpoczynek. U mnie zawsze jest to środa. Decyzja należy do Ciebie.

Nie zapomnij jednak o odpowiedniej DIECIE! Wszystko o tym znajdziesz tu -> dieta cud <-. Pewnie słyszysz to co chwilę, ale… odpowiednia dieta to 70% Twojego sukcesu. Jedz zdrowo!

Miesięczne wyzwanie
Musimy skupić się na spalaniu. Dlatego pierwsza część treningu (po rozgrzewce!) to HIIT lub cardio. Druga – mięśnie. Jak dobrać? Zaproponuję Ci sześć treningów z części spalającej i po trzy z siłowych. Możesz wybrać jeden, kilka lub ćwiczyć po kolei każdego kolejnego dnia inny. Dla tych, którzy nie są zdecydowani, jaką partię mięśni chcą ćwiczyć, przygotowałam również kilka ogólnych treningów, które można włączyć zamiast pierwszej i drugiej części.

# CZĘŚĆ PIERWSZA – HIIT

  1. Millionaire Hoy
  2. Popsugar
  3. Body Project
  4. BeFit
  5. Jillian Michaels
  6. Shelly Dose

# CZĘŚĆ DRUGA
brzuch

  1. Alicia Marie
  2. GymRa
  3. Sarahs Day

nogi

  1. Rebecca Louise
  2. Lumowell
  3. Millionaire Hoy

boczki

  1. GymRa
  2. Popsugar
  3. Blogilates

tyłek

  1. Fitness Rich
  2. Womens Workout Channel
  3. Shape iT

# PEŁNE TRENINGI (całe ciało)

  1. Popsugar
  2. Codziennie fit
  3. Monika Kołakowska
  4. Millionaire Hoy
  5. HASfit
  6. GymRa

Na dobre zakończenie naszego wyzwania – 1000 kilokalorii 😉 Oczywiście, dla chętnych. I do wyboru jeden z proponowanych.

  1. Millionaire Hoy
  2. Fitness Blender
  3. FitForceFX

Nie zapomnij o ROZGRZEWCE i ROZCIĄGANIU! Rozgrzewka to NAJWAŻNIEJSZA CZĘŚĆ TRENINGU!

POWODZENIA! 🙂

PS Tak, naprawdę możesz to zrobić. Każdego dnia jeden trening HIIT, jeden (lub dwa) na konkretne partie ciała. A jeśli wolisz, to zamiast tego masz opcję pełnego treningu całego ciała. I jeszcze raz – tak, dasz radę! ;P

PPS Wyzwanie można potraktować jako standardowe treningi i korzystać z nich ZAWSZE, nie tylko przez miesiąc czy dwa 😉

SIŁOWNIA – z czym to się je?

Jedni, gdy słyszą słowo „siłownia”, reagują zachwytem, inni pogardą. Generalnie mamy taki dziwny obraz tej siłowni w swoich głowach. Że tam są tylko sztangi, najlżejsze obciążenie to 2 tony, wszyscy się zjeżdżają wzrokiem, stękają i są napakowani. Ach! No i przecież siłownia jest TYLKO dla facetów. A jak kobieta tam idzie, to na pewno zaraz będzie „babochłopem” (czyt. kulturystą-kobietą). Oj, niedobrze, bardzo niedobrze z tym popularnym spojrzeniem. Przyjrzyjmy się tej strasznej siłowni nieco bliżej ;). Pozwólcie, że opiszę krok po kroku od decyzji do efektów.

„Nowy rok – nowa ja”
Jakoś tak się stało, że trzeba coś zrobić ze swoim życiem. Nabrać kondycji, znaleźć pasję, poznać ludzi, zrzucić kilogramy, dobudować mięśnie… I nadchodzi wtedy moment, w którym mamy już pójść na tę siłownię. Karnet jest… tylko co wziąć jeszcze?
Pozwól, że rozpiszę Ci, co jest potrzebne ;).

  1. STRÓJ – ma być wygodny i sprawiać, że będziesz czuć się pewnie. Jeśli masz większe piersi, polecam staniki sportowe (funkcyjne) z miseczkami, z mocniejszego materiału. Kiedy Twoje piersi są mniejsze lub masz zamiar wykonywać jedynie trening siłowy/obwodowy, możesz wziąć lżejszy stanik sportowy. Koszulka funkcyjna również się przyda (na siłowni kobiety raczej chodzą w koszulkach, rzadko pokazują swoje brzuchy, choć nie jest to zakazane i jeśli nie masz oporów, brzuszki mile widziane!). Co do spodni – polecam również funkcyjne, ale ludzie przychodzą także w bawełnianych legginsach czy dresach. Jak wolisz, jak Ci wygodniej. Tylko jedna uwaga – jeśli stykają Ci się wewnętrzne górne partie ud, a planujesz trening cardio, weź raczej spodenki, które te partie zasłonią. Dlaczego? Bo otarcia bolą. Serio xD.
  2. BUTY – rozpisałam się w stroju, a tu jeszcze buty mi zostały! A więc tak. Jeśli będziesz robić cardio, wybierz buty na podwyższonej piance, która odciąża kręgosłup. Jeśli obwodowe/siłowe, kupuj raczej bardziej płaskie, na wyginającej się, miękkiej podeszwie. Ale cóż, czasem ciężko stwierdzić, co się będzie robić i czy nie będzie połączonego treningu. W takim przypadku to nie ma znaczenia, jakie buty wybierzesz. Grunt, żeby Twój kręgosłup nie cierpiał, żeby było miękko i sprężyście. (Nie zapomnij wziąć też skarpetek!)
  3. RĘCZNIK – musisz mieć taki na siłownię i taki pod prysznic. Teoretycznie można brać dwa, ale ja polecam jeden takiej średniej wielkości. Tak, żeby można było rozłożyć go na maszynach, wycierać się nim podczas cardio i owinąć w drodze pod prysznic czy do sauny.
  4. WODA – na siłowni trzeba pić. To już wiemy. Ile? Na godzinę ćwiczeń cardio starcza 0,5 – 1 l wody. Na inne ćwiczenia polecam 0,5-0,7. Ja noszę zazwyczaj 0,5, ale jakoś szybko się kończy i trzeba lecieć do szatni po kolejną. Polecam więc więcej, tak na wszelki wypadek ;).
  5. ŻEL pod prysznic!
  6. UŚMIECH – wejdź z uśmiechem. Na siłowni są sami fajni ludzie!
  7. GUMKA DO WŁOSÓW. Serio. Przydaje się.

To co, Fitnesowiczu? Spakowany? Możemy ruszać?

Szatnia – przejście przez czyściec
Jak już odbierzemy kluczyk do szafki (albo, jak w Wilanowie, nabywamy własną kłódkę (yyy?)), udajemy się do szatni. Tam mówimy „DZIEŃ DOBRY”! Tak, tak. Witamy się. Wszyscy się witają i jest to po prostu normalne. A więc, żeby wszystkim było miło, mówimy to „dzień dobry”. Bo jest dobry, no nie? 🙂
Przebieramy się, ZMYWAMY MAKIJAŻ (ten na oczach, brwiach może zostać, jednak skóra twarzy ma oddychać, więc wara mi wchodzić na siłownię w podkładach, pudrach i innych takich!) i wychodzimy do sali ćwiczeń.

Szeroko ręce, spory rozkrok, nos zadarty pod sufit i wchodzimy…
Nie. To, co widzisz na zdjęciu, to najczęściej druga, głębsza warstwa siłowni. Zazwyczaj na pierwszym planie są maszyny do treningów cardio i obwodowych. Tu już nikomu nie mówimy „dzień dobry”. Chyba że poznamy już instruktorów… wtedy mówimy „cześć”. I tyle. Można ich zapytać o plan treningowy, który zawsze chętnie rozpisują. Można ćwiczyć samemu, poprosić Fitnesownię czy inną kumpelę-trenerkę ;). Najlepiej jednak na początku zważyć się na specjalnej wadze. Z pomocą instruktora, rzecz jasna. Potem instruktor wyjaśni, co z czym i do czego. Czy jest okej i można poprawić, czy jest źle i… można poprawić.
Przechodzimy do treningu. Tu mamy wiele możliwości, wariantów i udogodnień. Korzystajmy, ile się da! Poobserwujmy jednak też innych.

Kto siedzi na siłowni?
Pewnie myślisz, że mamy tu tylko facetów o wzorze „mały tyłeczek, z którego wyrasta taki trójkąt, jakiego ramiona tworzą umięśnione bary; kulka bez mózgu na czubku”. Nołp. To tak nie wygląda. Podzielmy sobie typy ludzi na siłce ;).

  • LICEALIŚCI – częściej płci żeńskiej. Podchodzą albo na serio, albo z psiapsiółą. Te drugie też raczej na serio. Ich celem częściej jest spalanie niż budowanie. Wspierają się wzajemnie z koleżankami. Skupiają się na ćwiczeniach.
  • CELEBRYTKI – „Przyszłam tu, żebyś popatrzył na moje sztuczne rzęsy i botoks w ustach. Patrz! Mogę nawet spacerować po bieżni, a nic mi z twarzy nie spłynie”. Sztuka wizażu – poziom 10 (tynk nie odpada). Sztuka ćwiczeń – trucht na bieżni może spowodować zacieki, więc lepiej unikać. Save Yourself płacze, gdy takie widzi.
  • OPTYMIŚCI – również raczej płci żeńskiej. Siłownia to miejsce magiczne. Założenie jest takie, że wystarczy przyjść, żeby być idealnym. Nie trzeba nic robić. Można w tym czasie potowarzyszyć w zmaganiach celebrytkom i pogadać głośno przez telefon. Ewentualnie wstawić selfie na Snapa, żeby wszyscy widzieli, że się było na siłowni. Mimo braku efektów, grupa bardzo zadowolona z siebie, raczej nie rezygnuje z dalszego chodzenia na siłownię.
  • NORMALNI LUDZIE – grupa najbardziej pożądana przez trenerów. Przychodzą raczej w pojedynkę i starają się o swoje lepsze „ja”. Do tej pory nikt nie rozgryzł, skąd u nich ta motywacja. Grunt, że jest. Siedzą z telefonami przy cardio, ale łączą trening z obwodowym lub siłowym. Starają się. Zdarza im się awansować na trenerów. Osobnicy płci męskiej wybierają jednak częściej zawody w bieganiu.
  • TRENERZY – najbardziej lepka grupa na siłowni. Podczas ćwiczeń wyglądają groźnie i trochę jakby cierpieli. Wydzielają najwięcej potu. Po ćwiczeniach uśmiechają się do wszystkich i nagle stają się milutcy. Normalni ludzie wyczuwają w nich trenerską duszę, dlatego pytają często o treningi i diety. Do trenerów-mężczyzn lgną też celebrytki.
  • EMERYCI – szanowani bywalcy. Czasem trzeba im coś ustawić, ale zawsze wynagrodzą taką pomoc uśmiechem. Są zazwyczaj życzliwi i czują się młodo dzięki ćwiczeniom. Podziwiani przez trenerów i normalnych ludzi.
  • STĘKACZE – „Nikt nie musi widzieć, że ustawiłem tylko 10 kg. Mają słyszeć”. Raczej mężczyźni. Napakowani lub otyli. Muszą pokazać wszystkim, że oni mają najcięższy sprzęt. Dlatego ich jęczenie, stękanie i sapanie słychać na całej siłowni. To wołania godowe mające na celu zwabienie jakiejś samicy, najlepiej celebrytki lub optymistki.
  • PODRYWACZE – w zasadzie przychodzą na siłownię tylko w jednym celu. Wyglądają jak z reklam Kleina i zdają sobie z tego sprawę. Może oni serio są z tych reklam? O.o Kiedy ćwiczą, muszą się upewnić, że wszystkie kobiety na nich patrzą. Kiedy nie patrzą, można się samemu pogapić na ćwiczące tyłki.
  • INTROWERTYCY – wchodzą z przerażeniem. Starają się nie przyciągać spojrzeń innych. Najgorzej, kiedy ktoś coś do nich powie. Pożądany kontakt ogranicza się do maszyn i mat. Lepiej się też samemu nie odzywać. Przecież można poczekać, zamiast pytać, kiedy ktoś kończy serię ;). Myślą, że ich nie widać, kiedy oni nikogo nie widzą. Są jednak dość charakterystyczni. A więcej o nich można poczytać u mojej podopiecznej – Introwertyczka. (Nie ma za co, Introwertyku xD).
  • PAKERZY – zjawiają się na siłowni najwcześniej i wychodzą najpóźniej. Siłownia to ich dom. Wyglądają imponująco. Co któreś ćwiczenie stają w rozkroku, zakładając ręce na biodra. W ten sposób udają, że patrolują, kontrolują całą salę. Potem wracają do poprzedniej czynności.

To tyle z moich obserwacji. Czy są ludzie otyli? Tak. Mieszczą się w różnych kategoriach. Najczęściej należą do „normalnych ludzi”. I dobrze. Jak widać, raczej nie ma tutaj samych pakerów ;). Dlatego nie ma się co bać!

Rozciąganie na koniec
Nie zapomnij o rozciąganiu! Polecam prysznic i saunę (a po saunie zimny prysznic) ;). No i po wyjściu jakiś koktajl. Mój ulubiony to banany z suszoną żurawiną i orzechami na jogurcie!

Gdzie trenuje Fitnesownia?
Fitnesownia trenuje w Calypso. Serdecznie polecam tę sieć. Jest wygodna i świetnie skonstruowana. Trenerzy są rewelacyjni ;). No i grafik zajęć jest naprawdę ciekawy i warty uwagi. Może spotkamy się w Calypso? Jak coś, z tymi kłódkami spotkałam się tylko w Wilanowie. W całej reszcie odwiedzanych przeze mnie siłowni są zwykłe kluczyki do szafek xD.

Fitnesowicze! Bawcie się dobrze na siłowni! 😀 To nic strasznego. Jest fajnie, miło i przyjemnie. Nawet dla introwertyków! 🙂

Do lata będę SEXY!

wyzwanie2Może tym razem się skusisz? Może tym razem to właśnie lato okaże się Twoją motywacją? Tak czy siak, WYZWANIE Save Yourself i Fitnesowni wkracza w Twój codzienny grafik. Koniec z nudą. To co, że koniec roku szkolnego, sesja, praca… Znajdziesz czas, wierz mi. Odłóż telefon, wyłącz Messenger i rusz tyłek! On sam się nie zrobi. A przecież chcesz być szczupła, mieć cycki i tyłek! No i pięknie wymodelowane ciało… Och, marzenie! 🙂 To co? Wchodzisz w to? Wiem, że wchodzisz. Możesz w końcu tylko zyskać! No to zabieramy się do pracy.

Będę to powtarzać pewnie do znudzenia, ale skoro chcemy osiągnąć:
1. szczupłość,
2. TYŁEK,
3. CYCKI,
4. wymodelowanie,
nie obejdzie się bez konkretnych schematów treningowych. Szczupła sylwetka = ostre cardio; tyłek = trening siłowy pośladków; cycki = trening siłowy ramion; wymodelowanie = trening siłowy ogólnie, najlepiej w połączeniu z interwałami.

To jest wyzwanie na jak długo tylko chcesz. Możesz trenować od lata do lata. Jest jednak stworzone z myślą o tych, co przygotowują się na ostatni dzwonek. Na fb wyzwanie trwa miesiąc. Dołącz teraz i ćwicz z nami! 🙂

No to czeka nas dużo pracy. Ale do Ciebie należy tylko wykonanie, a ja Ci cały grafik podam na tacy. Oto on!

PONIEDZIAŁEK
1. rozgrzewka
2. cardio
3. tyłek
4. rozciąganie

WTOREK
1. rozgrzewka
2. cardio-tabata
3. ramiona (+cycki)
4. rozciąganie

ŚRODA
1. rozgrzewka
2. szybkie cardio
3. tyłek
4. rozciąganie

CZWARTEK
1. rozgrzewka
2. cardio
3. ramiona (+cycki)
4. rozciąganie

PIĄTEK
1. rozgrzewka
2. cardio
3. boczki
4. nogi
5. rozciąganie

SOBOTA
1. rozgrzewka
2. cardio (3 dowolne filmiki z listy w linku)
3. rozciąganie

NIEDZIELA
1. głębokie rozciąganie

No i to jest cały grafik. Rozgrzewki każdy z lubi inne. Więc wybierz własną i z niej skorzystaj. Pamiętaj jednak, że rozgrzewka jest NAJWAŻNIEJSZĄ częścią treningi, inaczej możesz się nieco uszkodzić!
Druga rzecz – rozciąganie. Po co? Tak się składa, że przy rozciąganiu wydłużają się wcześniej napięte mięśnie. Dzięki temu nie tylko redukujemy ból, tzw. zakwasy, ale też wspomagamy wykonywane ćwiczenia. Szczególnie ważne jest rozciąganie brzucha, jeśli chcemy uzyskać szybki efekt „płaskości”.

Dla chętnych jest również kalendarz z brzuchem Diazdilyi 😉
kalendarzsexy

To chyba na tyle. Życzę Ci powodzenia. Dołącz do nas na fb! 😀

Motywacja 24/7, czyli EWA CHODAKOWSKA

Chodakowska

Pamiętam, jak określenie „trener personalny” było bardzo rzadko spotykane, sport kojarzony z grami zespołowymi, a jeśli ktoś się w ogóle tym sportem zajmował, to najczęściej był WF-istą. To były czasy, kiedy o konkretnej porze można było włączyć telewizor i zobaczyć jakąś panią w śmiesznym dresie, która ze swoją małą grupką pokazywała różne ćwiczenia. Nikt tego wówczas nie nazywał nawet fitnessem. To były żywiołowe ćwiczenia przy muzyce, czyli po prostu aerobik. Tak. Wtedy ćwiczyło się aerobik. Do tej pory zastanawiam się, jak wiele było kobiet, które przed telewizorem wymachiwały rękoma w lewo i prawo na komendę uśmiechniętej pani w ciekawym dresie…

W każdym razie w pewnym momencie nastąpił przełom. W 2012 roku do Polski wkroczyła Ewa Chodakowska. Nikt jej tu nie znał, nie wiedział, kim jest. Mniej więcej w połowie 2013 z Ewą ćwiczyło już około miliona Polek. Dzisiaj, a mamy 29 marca 2016 roku, ta kobieta ma na Fejsbuku dokładnie 1 863 066 polubień. Nie ma chyba osoby, która by choćby raz o niej nie usłyszała.

Ale kim dokładnie jest ta Ewa, skąd się wzięła i dlaczego wokół niej panuje takie zamieszanie? Postanowiłam dzisiaj przybliżyć wszystkim jej sylwetkę, chociaż większość z Was na pewno codziennie widzi tony jej zdjęć. Może jednak warto będzie wiedzieć o „najsławniejszej trenerce Polek”, „trenerce, która ruszyła Polki” nieco więcej?

Kim jest Ewa Chodakowska?
Zrobimy mały biogram ;). Ewa urodziła się w Sanoku 24 lutego 1982 roku. Jako mała dziewczynka zawsze lubiła się dużo ruszać. Niewiele wiadomo o jej okresie dorastania, natomiast pewne jest, że nie do końca była zdecydowana, co robić po szkole średniej. Początkowo zajęła się studiami stosunków międzynarodowych, jednak okazało się to zbyt nudne, więc spróbowała swoich sił w aktorstwie i fotografii. W celu dalszych poszukiwań wyjechała na dwa lata do Anglii, a następnie do Grecji. Tam miała zostać tylko na wakacje, dla relaksu. Ten słoneczny kraj okazał się jednak jej prawdziwie romantyczną historią.

Kiedy była na plaży, zauważył ją pewien mężczyzna. Od razu wiedział, co robić. Pobiegł do przyjaciela, żeby przekazać mu, że spotkał idealną dla niego dziewczynę. Ten nie chciał początkowo uwierzyć, ale poszedł we wskazane miejsce. Dzisiaj mówi, że wtedy dowiedział się, czym jest miłość od pierwszego wejrzenia. Poznał Ewę, która była nim tak samo zafascynowana. Postanowiła pozostać z nim w Grecji, zostali parą, a ponieważ od dawna ją ciągnęło w stronę sportu i dodatkowo jej chłopak był jednym z bardziej znanych greckich trenerów personalnych, zdecydowała się na studia w Pilates Academy Athens oraz IAFA College Athens. Zaraz po zdobyciu tytułu trenera założyła fanpage na fb, by promować swoją fitnessową działalność w Grecji. Dzięki temu zyskała całkiem sporą popularność. Była ciekawą postacią dla Greków, ponieważ budowała tam swoją karierę, wciąż mając dziwne, polskie nazwisko. Wreszcie uznała, że pora po dwóch latach spędzonych w Grecji wrócić do Polski i ruszyć tyłki Polek.

Lefteris Kavoukis – jej chłopak – miał jednak inne podejście do jej wyjazdu. Nie mógł ot tak wszystkiego rzucić w swojej ojczyźnie i wyjechać do obcego kraju. Miał już pewne zaplecze w Grecji, sukcesy trenerskie na koncie, zbudowaną całą karierę. Ewie jednak bardzo zależało na powrocie do kraju. Zawarli umowę – po roku życia w różnych krajach osoba, która odniesie mniejszy sukces, zamieszka w ojczyźnie zwycięskiej drugiej połówki. I tak też zrobili. Ewa wyjechała, od razu zabierając się do pracy w Polsce. Jednak tutaj nikt jej jeszcze nie znał.

Redaktor naczelna magazynu Shape zgodziła się wydać w dodatku do gazety trening Chodakowskiej pod warunkiem, że będzie miała kilka tysięcy polubień polskiego fanpage’a. Ewa szybko się wyrobiła z tą ilością i na światło dzienne wyszła jej pierwsza płyta. Niedługo później nagrała kolejną, wciąż współpracując z Shape. W ten sposób stała się popularna i Lefteris musiał przyjechać do Polski.

W 2013 roku para wzięła ślub. Kolejne treningi Ewy były dosłownie pożerane przez pragnące pięknych ciał Polki. Trenerka założyła z mężem studio fitness, gdzie dołączył do nich fantastyczny trener Tomasz Choiński. Na początku 2014 roku Chodakowska była już okrzyknięta „trenerką wszystkich Polek”. Kiedy zakładałam Fitnesownię, to jest 29 lipca 2014 r. w polskich mediach mówiło się głównie o Ewie i jej przełomowym programie Skalpel. Od 2015 roku Ewa prowadzi własny magazyn Be Active. Dietetyka & Fitness.

„Po Chodakowskiej bolą kolana”
Takich oskarżeń można przeczytać całe mnóstwo na forach internetowych. Osiągając sukcesy na taką skalę, nie da się nie mieć swoich hejterów. Skoro jest tego tak dużo, trzeba się jednak przyjrzeć sprawie bliżej.

Nie raz dostałam na Fitnesowni wiadomość o treści „Jakie ćwiczenia powinnam wykonywać, żeby schudnąć? Ćwiczyłam do tej pory z Chodakowską, ale przez jej programy mam problemy z kolanami”. Tak, jest ta grupa ludzi i jest też druga grupa, ta oburzona tego typu skarżeniem. Sama Chodakowska, normalnie bardzo miła i cierpliwa osoba, denerwuje się w takich momentach. Co więc jest na rzeczy? Dlaczego tak wiele osób ma zniszczone kolana po tych treningach, a inne cieszą się pełnym zdrowiem?

Przyjrzałam się z bliska wszystkim treningom Ewy i myślę, że już wiem, gdzie leży problem.

Paniom bardzo zależy na pięknej figurze, a skoro Chodakowska jest na to jedynym lekiem, od razu sięgają właśnie po nią. Zaczynają od dość wymagającego dla początkujących, Skalpela. Skalpel jest o tyle trudny, że bardzo obciąża stawy kolanowe. To trening, którego ćwiczenia bazują na przysiadach, następnie na brzuchach. To około 20 minut naprawdę dużego nacisku na stawy kolanowe, gdyż często zostajemy w pozycji przysiadu przez całe ćwiczenie. Zdecydowanie nie jest to więc program dla zupełnie początkujących i nie należy go wykonywać codziennie. Wtedy naprawdę łatwo jest sobie popsuć kolana.

Co jest jeszcze nie tak? Należy pamiętać o technice wykonywania ćwiczeń! Jest jedna konkretna zasada: robisz przysiad – nie wypychaj kolan za linię palców. Inaczej może faktycznie boleć. Druga zasada, tym razem do brzuchów: robisz brzuszki – głowę podnoś do góry na spięciu mięśni brzucha, a nie z szyi do kolan. To może boleć jeszcze mocniej. A efektów nie daje żadnych.

A więc czy faktycznie błąd leży po stronie Ewy? Hmm… Nie sądzę. Gdybym miała się czepiać, może zbyt rzadko mówi o poprawności wykonywania ćwiczeń. Ale zabierając się do treningów, każdy powinien poznać troszkę teorii. Po to właśnie są blogi fitnessowe… Po to jest Fitnesownia! 😉

Czy więc Ewa popełnia gdzieś błędy? Ja zauważyłam jeden. Nie jestem teraz w stanie przypomnieć sobie, który był to trening, natomiast po mocnych ćwiczeniach siłowych, spięciu mięśni, nie wolno się od razu rozciągać. Należy skulić się, przyciągnąć nogi do klatki piersiowej, odetchnąć, rozluźnić mięśnie i dopiero wtedy je rozciągnąć. W przeciwnym razie grozi to kontuzją.

Sztuczna Chodakowska?
Co chwilę zarzuca się jej operację ust, ktoś nawet twierdził, że policzków. Podobno sprzedała się, robi z siebie gwiazdę…

Ewa miała jedną operację plastyczną, z którą się nie ukrywa. Dorobiła sobie piersi, żeby czuć się lepiej. No i ok. W porządku. Ja akurat jestem zwolenniczką naturalności, jednak akceptuję to w Ewie i innych kobietach. To ich decyzje. Nie potępiam. Ale usta? Co, na zdjęciach z podstawówki też jest już po operacji? Oj, wstydzilibyście się, hejterzy. Jak już chcecie hejtować, zapoznajcie się chociaż z tematem. Pusty hejt nie jest nic wart.

Kariera Chodakowskiej? Cóż, osiągnęła wielki sukces, media nie mogą milczeć, a ona musi się promować. Uważam natomiast, że w żaden sposób nie utraciła na swojej naturalności i jest wciąż sobą. Tyle w temacie.

Chodakowska2

Fejsbuki, Insta i Snapy – MOTYWACJA
Ewa nie rozstaje się ze swoim telefonem, dzięki czemu (lub przez co) znamy jej życie prywatne. Czy to dobrze, czy nie, każdy może oceniać, ale, jak wiadomo, to decyzja samej Chodakowskiej. Trenerka daje dostęp każdemu do zajrzenia w jej codzienność, pokazuje się ze swoim mężem, którego nazywa Puzlem (nazwa wzięła się z jej twierdzenia, że pasują do siebie jak dwa puzzle).

Jednak dzięki tej otwartości, zainteresowani mają ze swoją idolką kontakt cały czas. Ewa potrafi niesamowicie zmotywować nawet największego leniucha. Pomijając błędy w interpunkcji i stylu (wybaczcie, ale tu już chyba zboczenie zawodowe), jej motywacja jest naprawdę wielka – Chodakowska ma w sobie dużo energii i szczęścia, czym dzieli się z innymi. I to jest w niej najbardziej niezwykłe. Całą tę swoją radość przekazuje światu. To piękna postawa, której wielu może tylko pozazdrościć.

Babochłop?
Chodakowska jest co chwilę określana babochłopem, koniem itp. Sama przyznaje, że ma dość dyskusyjną urodę. To, że są ludzie, którym się nie podoba jej muskulatura, to zupełnie drugorzędna sprawa. Przecież to jej ciało, nikogo innego. Nie chcesz takiego, przecież nie musisz go mieć. Więc po co krytykować?

Bardzo dużo dziewczyn jednak marzy, aby chociaż po części mieć taką figurę, jak ich ulubiona trenerka. No i fajnie. Każdy jest inny i pracuje na własne konto. Wystarczy iść do swojego celu, zamiast krytykować cele innych.

Aby pokazać, że Chodakowska nie jest babochłopem, tylko naprawdę zadbaną kobietą z pięknym ciałem, wklejam kolejne trzy zdjęcia.

Chodak4

Na podsumowanie
Nie podoba Ci się Chodakowska – wybierz innego trenera. Sama z nią nigdy nie trenowałam, jednak bardzo mi się podoba to, jak motywuje inne osoby. Podziwiam ją jako świetnego motywatora i życzę jej jak najwięcej sukcesów!