W oczach innych…

Miał być artykuł o czymś zupełnie innym, ale bywa i tak, że życie pisze lepszy plan kolejnego wpisu ;). W tej sprawie dłużej milczeć się nie da. Dlaczego? Już tłumaczę.

Takie modne bycie fit
Wiedziemy sobie spokojne życie, trenujemy przynajmniej 3 razy w tygodniu, staramy się dobrze odżywiać. Ludzie nas podziwiają. Mówią „Wow! Ale świetnie wyglądasz, też tak chcę”. Pod instagramowymi zdjęciami tyłka czy brzucha rośnie liczba serduszek. Niektórzy wolą hejtować, zamieszczając komentarze w stylu „chyba kasa ci z nieba spada, w głowie pusto, a cały dzień tylko zdjęcia i treningi. Nie masz chyba co z czasem robić. Niektórzy ciężko harują i nie mają czasu na takie bzdety”. Myślimy wtedy „ale jakoś na komentarz i scrollowanie w smartfonie jest czas”. Ćwiczenia wzmagają wydzielanie się w naszych organizmach dopaminy, więc też jesteśmy szczęśliwsi, bardziej optymistyczni…
…ale czy ktoś w ogóle wie, jak wygląda prawdziwe życie osoby, która trenuje, ale zachowuje umiar?

Małe pokusy życia codziennego
Dobra, jasne. Raczej nie sięgamy po batony, nie szukamy niezdrowych przekąsek. Jednak zdarza nam się wyjść na miasto z kumpelą, na randkę z ukochanym, pójść na czyjeś urodziny et cetera. Zdarza się więc również zjeść ciasto, pizzę czy lody. Nie mówię, że każdy z nas, ale że niektórzy, ci najbardziej „umiarkowani”. Temat niewygodny dla tych, co chcą błyszczeć w świetle tak zwanej „czystej michy” i zatuszować swoje grzeszki (o ile je popełniają). Co się jeszcze zdarza? A no tak, brak treningu. Szok, co? Tak, tak. Czasem ma się zwyczajnie dość, jest się naprawdę okropnie zmęczonym po pracy, studiach, zajmowaniu się domem, dzieckiem czy cokolwiek. Czasem jest się przeziębionym lub chorym. Czy to wszystko skreśla nas z listy bycia fit? Chyba nie bardzo. Zwyczajnie, jak wielu osobom w różnych dziedzinach, bywa, że się po prostu nie da. I tyle. To źle? Nie, to zrozumiałe, bo przecież kiedy możemy, wracamy do naszego zdrowego stylu życia.

W oczach innych
No i tu się dzieją cuda niewidy. W Internecie możemy sobie błyszczeć, być chwalonymi, być gwiazdami. Czerwone dywany same się rozwijają. Ale okazuje się, że w bliższych relacjach niekoniecznie tak bywa. Cenimy sobie szczerość, fajnie. Tylko że… co o tym wszystkim sądzić, kiedy stajemy między młotem a kowadłem? Już tłumaczę, o co chodzi. Jeden przyjaciel na zdjęcie z owocami zareaguje ukrytym hejtem „o jeny, ty serio jesteś taka fit, to jest nienormalne, ludzie tak nie robią”, drugi przyjaciel natomiast na informację o zjedzonym ciastku zrobi krzywą minę i oskarży o to, że w ogóle nie dbasz o swoją dietę, a mógłbyś wyglądać lepiej. I co wówczas myśleć? W oczach jednego jestem w takim razie szczupłym fit freakiem, w oczach drugiego wyglądam okej, ale nie wystarczająco. Robi się przykro? No raczej.

Samoakceptacja strzaskana?
Na szczęście mamy wytrenowane poślady i upadek tak nie boli (zazwyczaj). Obie osoby są dla nas bardzo ważne i ich opinia jest dość kluczowa. Nie ma co mówić o tym, że trzeba zbudować własną dobrą opinię o sobie i tego się trzymać, widzieć w lustrze tę osobę, którą sami jesteśmy – wartościową i piękną zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz. Po prostu czasem trzeba załamać ręce, żeby samemu do tego dojść, żeby własnymi małymi krokami spojrzeć sobie w oczy i powiedzieć „i komu ja chcę coś udowodnić: sobie czy innym?”. Niby odpowiedź jest taka prosta, niby tak łatwo jest walczyć tylko dla siebie, ale gdy znów przychodzi taka sama sytuacja, przecież okazuje się, że osoby, które nam to mówią, są tak ważne… I znów dylemat, i znów ostre zderzenie z szybą. Konflikt między zbyt idealny a niewystarczająco idealny. Jasne, niektórzy chętnie pomyślą „z takimi ludźmi po prostu trzeba zerwać kontakt, nie są nas warci”. Ale to tak nie wygląda. Te osoby w każdym innym aspekcie nas wspierają i budują, zawsze są obok i są najlepsze na świecie. Serio tak bywa. Tylko ta jedna jedyna rzecz…

Kołcz radzi:
zostań sobą. Nie no, serio. Czasem trzeba wytłumaczyć tym osobom, co same na ten temat uważacie. A może niekiedy rozważyć to, co one mówią? Sprawdzić się w obu zarzuconych „skrajnościach”? Może któreś z nich ma rację? Może mówi to z troski? Tu nie ma jednego rozwiązania. Każda sytuacja jest inna. Ale dlaczego w ogóle o tym mówię? A dlatego, ponieważ mnie też to spotyka. Czasem machnie się ręką, a czasem to pali do żywego.
Powiem zupełnie szczerze – przy 163 centymetrach wzrostu mam wymiary 91-59-92. Nie czuję się z tym źle, wszystko jest cacy. Jasne, zdaję sobie sprawę z tego, że niektóre rzeczy mogłabym dopracować i wcale się nie poddaję, nie osiadam na laurach. Ciągnę te treningi, staram się trzymać też w miarę zbilansowaną dietę, jednak nie odmówię sobie raz na jakiś czas drobnego grzeszku. Dlaczego? Bo uważam, że nie trzeba być ortoreksyjnym w swoim dążeniu do celu (oczywiście nie mówię, że jeśli ktoś w ogóle wyzbywa się tych „grzeszków”, robi źle, absolutnie nie! Podziwiam i szanuję!). Nie trzeba wyglądać jak dana fit osoba z ig, jeśli się tego nie chce. Czasem można po prostu być sobą, coraz lepszą wersją siebie, na swój własny sposób.
Wszystko z umiarem, moje Fitnesiaki 😉
A dla tych, co lubią w ten sposób delikatnie hejtować – więcej wyrozumiałości! Nie każdy „fit-człowiek” jest taki sam.

Wasza SM ;*

DETOKS – czyli jak się pozbyć toksyn z organizmu i nie zwariować

Po co mi detoks?
Wchodzisz do sieciowej kawiarni i od razu rzuca Ci się w oczy zielony koktajl za 18,90 zł o nazwie „detox”. Przechodzisz obok siłowni, gdzie jednym z nowych haseł jest „pozbądź się toksyn!”. Otwierasz kobiecy magazyn, a w strefie z poradami widzisz owoce, miarkę i hantelki z wielkim podpisem „odtruwanie domowym sposobem”. No i rodzą się wreszcie dwa pytania. Czym jest ten detoks? Czy ja też go potrzebuję?

No, najprawdopodobniej tak. To nie jest jakiś obowiązek, ale  warto spróbować.
Taki detoks ma za zadanie oczyścić Twój organizm z nagromadzonych toksyn. Ot, taka całkiem przydatna pomoc.

Jak wygląda zatrucie?
Często można rozpoznać obecność toksyn w organizmie po niższej odporności, niespodziewanych alergiach, reakcjach alergicznych na wilgoć i grzyby/pleśnie, po BIAŁYM NALOCIE na języku, ZANIECZYSZCZONEJ CERZE lub nawet WZDĘTYM BRZUCHU.

Skąd takie oznaki? Żyjąc w zatłoczonych miastach, wdychając spaliny, pryskając się dezodorantami i perfumami, korzystając z wątpliwych podkładów, jedząc niezdrowe rzeczy, łykając tabletki lub nie uprawiając żadnej aktywności fizycznej (i tak dalej), stopniowo zwiększa się obecność toksyn w ciele, a to raczej nie jest pożądane przez nas wszystkich zjawisko.

Dieta oczyszczająca organizm
Najlepiej uchwycić się właśnie tego, choć nie jest to najprzyjemniejszy sposób ;P. Oczywiście warianty diety są różne. Należy jednak wyeliminować wszystko to, co mogłoby zatruć organizm, a najkorzystniej wychodzi się na diecie WARZYWNO-OWOCOWEJ. Jakie są jej zasady? Otóż je się TYLKO warzywa i owoce. Nic więcej. Można je piec, gotować, jeść na surowo, doprawiać ziołami. No i pije się wówczas wodę, wodę z owocami/ziołami lub herbaty ziołowe. Proste zasady, nic trudnego. Gorzej z wykonaniem. O tym nieco niżej ;).
Taka dieta powinna trwać od 1 do 30 dni. Wybór należy więc do Ciebie i Twojego organizmu. Wystarczy dostosować do potrzeb.

(Jeśli ten wariant Cię nie interesuje, nie rezygnuj z dalszej lektury ;). Są też inne możliwości!)

Ania Lewandowska – niezastąpiona trenerka i dietetyk <3 – proponuje natomiast wersję jednodniową. Poniżej wstawiam cytat z jej bloga, jednak chciałam przy okazji wspomnieć, że ta opcja jest dobrym pomysłem, kiedy chce się UTRZYMAĆ czystość organizmu. Warto więc wybrać konkretny dzień w miesiącu i systematycznie to powtarzać (np. 12 stycznia -> 12 lutego -> 12 marca etc.).

Taki dzień warto zacząć od szklanki ciepłej wody z wyciągiem z pestek grejpfruta lub cytryny (dostępne w aptece lub sklepach zielarskich), krople te możemy pić również wieczorem przed snem. Potem można wypić szklankę wywaru z gotowanego, złocistego siemienia lnianego, który rewelacyjnie wpływa na pracę jelit, wspomaga odchudzanie, wzmacnia skórę, włosy i paznokcie oraz posiada wiele innych wspaniałych właściwości, o których będę jeszcze pisała :) . W ciągu dnia kawę i herbaty zamieniamy na koncentrat z buraków (sklepowy, ale w szklanej butelce, bez glutaminianu sodu) wymieszany z gorącą wodą, sok z surowych buraków lub kwas z kiszonych buraków – to są świetne odkwaszacze. Wieczorem można wypić proszek zasadowy wymieszany z wodą (w 1,5 litra wody, w temperaturze pokojowej) lub herbatę z czystka. Co na śniadanie, obiad i kolację? Tego dnia jemy przez cały dzień zupy krem (bez nabiału i innych dodatków) oraz soki warzywne. Przed snem warto wypić melisę i położyć się wcześniej spać, aby organizm mógł odpocząć i usunąć toksyny z organizmu.

~ Healthy Plan by Ann

Detoks koktajlowy
Oczyszczanie koktajlami też wchodzi w grę, a co! Tutaj też są różne warianty; sama wyróżnię dwa.

  1. Picie oczyszczającego soku codziennie 1-2 razy w ciągu dnia przez 1-2 tygodnie
    (pomysły na koktajle oczyszczające również znajdziesz u Ani Lewandowskiej, a na pewno ja również będę wstawiać coś tutaj, na Fitnesownię ;)).
  2. Kompletny detoks koktajlowy, który polecam zamówić z Juicy (podlinkowane). W tym wariancie pije się tylko koktajle. W sumie całkiem smaczna opcja ;P. Ach! Trzeba pić wodę. ZAWSZE trzeba pić wodę.

Trening
Podczas detoksu organizm może być bardzo osłabiony, ale to naturalna reakcja ;). Niemniej jednak nie wolno wówczas wykonywać ciężkich treningów, jak też tych, które bardzo angażują kondycyjnie. Najlepszym wyborem będzie więc joga lub stretching. Pamiętaj o swoim zdrowiu i to je stawiaj a pierwszym planie, a nie zaplanowany na dany dzień wycisk!

Umysł
Medytacja to coś, co niezwykle wycisza organizm, redukuje stres i uwalnia od złych emocji. Skoro już chcesz zadbać o doskonały stan swojego ciała, zadbaj też o czystość umysłu. To pozwoli Ci lepiej pracować, cieszyć się każdą chwilą życia i ukoi Twoje nerwy ;).

Co jest dla Ciebie najlepsze?
Wybór jest dowolny. Ja wspomniałam tylko o detoksie pełnym, jednak możesz również wybrać detoks polegający na wypiciu codziennie naparu z pietruszki połączonego z sokiem z cytryny, wodą i posiekaną pietruszką (natką, rzecz jasna).

Jeśli wiesz lub czujesz, że Twój organizm jest pełen toksyn, lepiej wybrać pełną dietę odtruwającą, czyli tę warzywno-owocową na przynajmniej 3 dni. W tym czasie Twój organizm będzie miał szansę wyrzucić z siebie toksyny i powrócić do zdrowia. Możesz się zdecydować na dwa tygodnie takiej diety i gwarantuję Ci, że ciało Ci za to podziękuje ;).

Uważaj na detoks, jeśli jesteś osobą chorą, masz specjalną dla swojego schorzenia dietę, jesteś w ciąży lub karmisz piersią – wówczas zapomnij o takim pełnym detoksie i jeśli w ogóle chcesz się czegoś w tym stylu podejmować, skonsultuj to ze swoim lekarzem!

Jeśli chcesz tylko odtruć swój organizm co jakiś czas, korzystaj z jednodniowych wariantów ;). Polecam też wracać do odtruwania jednodniowego raz w miesiącu, aby zadbać w pełni o swoje ciało, zdrowy wygląd i pełną wydolność.

Moje doświadczenie
Niedawno podjęłam się diety warzywno-owocowej pełnej i trwała ona 3 dni. Wyglądało to tak, że pierwszego dnia myślałam o ciastkach, czekoladzie i batonach. Serio. Nie żartuję. Byłam niesamowicie głodna, trochę słaba… Drugi dzień był luźniejszy, choć wciąż odczuwałam lekki głód. Moja twarz wypychała na wierzch wszystkie złe rzeczy, byłam nieco słabsza, nieco bolała głowa i miałam spuchnięte oko. No, normalne reakcje organizmu, choć naprawdę nieprzyjemne. Trzeciego dnia było już luźniutko. Czułam się lekka, zdrowa, pełna energii. I, co najważniejsze, najadałam się! Serio. W trzy dni można się przyzwyczaić. Minął tydzień od podjęcia się diety i organizm wciąż wyrzuca z siebie toksyny, również dlatego, że podtrzymuję działanie detoksu piciem wody z cytryną i naparem z pietruszki. Naprawdę polecam gorąco taką opcję i wiem, że chętnie wrócę do czegoś takiego, nawet może niedługo. Skóra jest dużo gładsza, ładniejsza, zdrowsza, ja mam więcej energii i czuję się lżejsza.

Niechętnie przyznaję, że nie warto wspominać o detoksie ludziom wokół. Pierwszego dnia potrzebna jest motywacja ze strony innych, a tej czasem braknie. Ludzie krytycznie podchodzą do takich „eksperymentów”, ponieważ ich nie znają i w ich oczach to wygląda na zupełnie głupie i niepotrzebne. Ja jednak zauważyłam efekty i jestem z nich naprawdę zadowolona. I tutaj muszę bardzo gorąco podziękować mojemu Partnerowi, Mamie i Cioci, którzy wspierali mnie, nie krytykowali, nie poddawali w wątpliwość mojej wiedzy z tego zakresu. Wiem, to tylko trzy dni, jednak pierwszy dzień serio nie jest łatwy.

Po detoksie
Nie wpadaj od razu w wir wielkich uczt. Powoli nabieraj „tempa” w jedzeniu, nie przeciążaj żołądka i całego organizmu. Nie rzucaj się na cukier i produkty niezdrowe. Zadbaj o siebie. A najlepiej pozbądź się na zawsze fastfoodów i innych świństw.

WAŻNE!
Podczas detoksu NIE WOLNO spożywać ALKOHOLU i palić PAPIEROSÓW. Palisz? Masz szansę to wyeliminować. Pamiętaj: to TY decydujesz, czy wybierzesz FAJKI czy ŻYCIE. Wszystko Ci jedno? Pomyśl o swoich dzieciach, o partnerze, o rodzicach, rodzeństwie, przyjaciołach. Wybierasz ICH czy PAPIEROSY? Zdecyduj. Bo ten detoks serio może być Twoją szansą. Trzymam za Ciebie kciuki!

Trzymam kciuki za Was wszystkich, Fitnesowicze. Niezależnie od tego, czy macie uzależnienia, czy nie. Czy jesteście na początku ścieżki zdrowego stylu życia, czy od dawna w tym siedzicie. Wspieram Was, przesyłam wirtualne buziaki i życzę wszystkiego zdrowego! 🙂 Dasz radę. Kto, jak nie Ty?

Buźka ;*.

ODCHUDZANIE – jak to zrobić?

Zdarza się stres w pracy/szkole/na uczelni. Zdarzają się problemy w kontaktach towarzyskich. Zdarzają się gorsze dni. Zdarza się brak czasu. Zdarza się być zabieganą mamą. Zdarza się brak wiary w siebie. Zdarzają się upadki. Zdarza się…

PRZYTYCIE.

No pewnie, że się zdarza! Sama po jednej sesji na studiach przytyłam 6 kg, bo: brak czasu na cokolwiek poza nauką, bo niekontrolowany czas jedzenia, bo dużo stresu, bo zmęczenie, bo za mało snu… Tak. 6. Łatwiej przytyć niż schudnąć, taka prawda. Ale nie ma niemożliwego! 😉

Od czego zacząć?
Byle nie od standardowego błędu, czyli „jem za mało + ćwiczę za dużo = nie chudnę„. Jeśli problem naprawdę leży w jedzeniu, cóż, trzeba będzie ograniczyć i zacząć się wreszcie stosować do zasad zdrowego odżywiania. No sorry, nie ma rady.

Co do ćwiczeń – wystarczy Ci mata (jeśli jeszcze nie masz, zastąp do momentu posiadania ręcznikiem), butla wody i trochę samozaparcia. Serio. Włóż strój sportowy albo coś wygodnego. I po prostu rusz dupkę z miejsca.

Dieta
Wszystkie zasady zdrowego odżywiania opisałam w tym poście –> DIETA CUD. Myślę, że od tych zasad najlepiej będzie zacząć. Jednak do samego schudnięcia to nie wystarczy. Jest kilka tricków, które z pewnością Ci pomogą ;).

  1. Pij zieloną herbatę i/lub zieloną kawę.
  2. Pij 2-3 l wody dziennie. Serio. Pij. Dzięki temu zapobiegniesz cellulitowi, Twój mózg będzie bardziej wydolny i będziesz się dużo lepiej czuć.
  3. Śniadanie powinno być pełnowartościowe!
  4. Dodawaj do niektórych dań odrobinkę pieprzu cayenne lub papryczek jalapeño. To świetne spalacze tłuszczu, jednak nie wolno z nimi przesadzać, ponieważ mogą zaszkodzić żołądkowi (i tym, co mają naczynkową skórę, też nie polecam; jeśli już, to ciutek i raz na dłuższy czas).
  5. Unikaj węglowodanów. Gotowane ziemniaczki wcale nie są takie fajne ;). Nie mówię o całkowitej rezygnacji, ale przynajmniej o ograniczeniu. Na dobry początek po prostu zamiast dwóch ziemniaków na obiad, jedz jeden; zamiast makaronu białego, wybierz pełnoziarnisty lub ryżowy; zamiast białego pieczywa, weź ciemne, najlepiej na zakwasie. Potem jednak odsuwaj od siebie te produkty. A szczególnie pizzę. Pizzy pozbądź się od razu. Później możesz wrócić do takiego jedzenia, ale tylko raz na jakiś czas, na przykład raz w miesiącu ;).
  6. Odstaw alkohol i papierosy. I nie, nie wyłączaj teraz tego postu. To nie dla Ciebie? Zastanów się, czy chcesz, żeby jakiś płyn i mały rulonik/gadżecik miał nad Tobą kontrolę? Chcesz? Czy może wolisz mieć piękną sylwetkę, być zdrowa, i NIE TRUĆ ludzi wokół siebie? Zależy Ci na własnym szczęściu i szczęściu Twoich bliskich? To postaw ich i siebie na pierwszym miejscu, a nie ten nałóg. Do alkoholu można też wrócić później, po osiągnięciu celu, ale również raz na jakiś czas. On hamuje metabolizm i rozwala skórę. Tego nie chcemy. Prawda? Do papierosów nie wracaj nigdy. Po prostu wywal i nie wracaj. Jasne? Mam nadzieję, że tak.
  7. Nie jedz słodyczy i nie pij napojów gazowanych. To najczęstszy powód tycia. Taka prawda.
  8. Owoce jedz rano i do połowy swojego dnia. Unikaj ich w godzinach wieczornych (czyli po treningu, po podwieczorku, kiedy już planujesz jedynie mało ruchowe czynności), kiedy ich cukier będzie się odkładać na tkankę tłuszczową 😉

Treningi
Wbrew pozorom, nie musisz się katować trzy razy dziennie po dwie godziny. To tak nie działa. Wypróbuj treningi z moich wyzwań, na przykład z tego: WYZWANIE. Możesz też trenować z Ewą Chodakowską, Anią Lewandowską, Moniką Kołakowską, Mel B, Tiffany Rothe, GymBreak, GymRa, Blogilates, BeFit, CodziennieFit czy kimkolwiek innym, kto jest trenerem. Możesz też pójść na siłownię i dostać spersonalizowany plan treningowy od instruktora. Grunt, żeby trenować od trzech do sześciu razy w tygodniu.

Najlepsze do schudnięcia będą treningi kalisteniki, czyli te ogólne, łączące w sobie ćwiczenia cardio i wzmacniające/budujące mięśnie. Proponuję co drugi dzień robić tabatę (GymRa, Extra Figura Chodakowskiej), która jest rewelacyjnym spalaczem, lub HIIT i tu polecam Monikę Kołakowską oraz Millionaire Hoy. To są treningi intensywnie spalające. Wówczas można odpalić sobie 500 kcal, ale nie powinno się tego robić dzień w dzień. W dni bez tych spalaczy najlepsze będą treningi ogólne lub skoncentrowane na konkretnych partiach ciała.

Przykład
1 dzień (HIIT) – M. Kołakowska
2 dzień – E. Chodakowska „Skalpel”
3 dzień (tabata) – GymRa
4 dzień – 15 min HIIT + Blogilates
5 dzień (HIIT) – Millionaire Hoy
6 dzień – Gym Break
7 dzień – odpoczynek

Tabletki odchudzające
Na rynku mamy ich sporo. Chciałabym napisać o tym osobny artykuł, ale, mówiąc tu ogólnie, tabletki na odchudzanie to nie są dobre tabletki. Jedne blokują apetyt, a drugie odwadniają lub przeczyszczają. Więc albo się potem znów tyje, albo się cały czas chodzi do toalety. O tym następnym razem ;). Jednak jeśli przyszło Ci do głowy, żeby w ogóle takie tabletki brać – zrezygnuj czym prędzej. To nic dobrego!

Podsumowanie
Ruszaj się i jedz zdrowo! To niby tak niewiele, a starczy, żeby osiągnąć upragniony cel. Dasz radę! Wierzę w Ciebie ;). Tylko spróbuj. Stwórz lepszą wersję siebie i dbaj o nią! Nie tylko dla siebie, ale też dla swoich bliskich. Ty jesteś szczęśliwa = szczęśliwe są Twoje dzieci, partner i wszyscy, którym na Tobie zależy. Daj z siebie wszystko! ;*

Mało jem, dużo ćwiczę i nie chudnę. Jak to możliwe? :O

Zacznijmy od tego, że problem wyboru istnieje zawsze. Dzieli się tylko na różne kategorie, a dokładniej na wybór między:
a) fastfoodem a zdrową dietą,
b) dużą ilością a małą ilością jedzenia,
c) jedzeniem a niejedzeniem.

A my zajmiemy się wariantem b połączonym z wariantem c. Czyli odwiecznym problemem „mało jem, dużo ćwiczę i nie chudnę – RATUNKU”.

Wszystko zaczyna się od diety…
Tak. To jest normalne. To znaczy… wiesz, normalne jest to, że tak się dzieje – że nie chudniesz. Anomalią jest za to to, co sama na własne życzenie powodujesz w swoim organizmie! Wszystko zaczyna się od diety. Tej odchudzającej, rzecz jasna. Masz przed sobą wizję wyjazdu nad ocean w przyszłym miesiącu, a tu strój się wżyna w boczki? O rany! I co teraz? Ja bym Ci od razu powiedziała, co teraz, ale nie, pierwsze, co przyjdzie Ci do głowy, to zasada ŻM (żryj mniej) i mordercze treningi. Bo przecież jeśli ograniczysz przyswajane kalorie, będziesz rano spalać w cardio 250 kcal, wieczorem 500, a jeszcze w międzyczasie może tak uda się pobiegać, czyli spalić po 5 km kolejne 500 kcal, to powinnaś po tygodniu wyglądać jak modelka Victoria’s Secret.

Ha! Zaskoczę Cię!

NIE BĘDZIESZ TAK WYGLĄDAĆ.

Dobrze widzisz, tam jest słynna „kropka nienawiści” (a wygląda na miłą…).

Nie będziesz tak wyglądać, JEŚLI przyjmiesz taki plan. No wybacz, taka jest prawda. Ktoś to musiał w końcu powiedzieć. Nie chudniesz, prawda? Choć mało jesz i naprawdę dużo ćwiczysz, to nic, absolutnie nic nie spada w dół na wadze, a ciuchy wcale się nie robią większe, no nie? W czym leży problem?

No właśnie w tej Twojej diecie i morderczych treningach. Już wyjaśniam.

Co się z Tobą dzieje?
Twój organizm przeżywa niemały szok, kiedy nie ma odpowiedniej ilości kalorii dostarczanych i nadmierną ilość kalorii odchodzących. Łapie się wszystkiego, co może, żeby tylko przetrwać. Bo on stara się utrzymywać Twoje ciało w takiej kondycji, w jakiej jest obecnie, nie jest nastawiony na zmiany, nie kontroluje Twojego spadku wagi. Dlatego właśnie wpada w tak zwaną sytuację stresową.

Niedobór wysyła do Twojego mózgu info o braku zapasu energii. Uwalnia się wówczas adrenalina, która pobudza wątrobę do wytworzenia glukozy zebranej jako glikogen. Podwyższony poziom glukozy powoduje wydzielanie insuliny, a ta blokuje spalanie tkanki tłuszczowej. Brzmi skomplikowanie? No to prościej.

Organizm jest przerażony utratą energii (bo skoro do tej pory dostawał ją wciąż w takiej samej ilości, to dla niego spory szok, gdy nagle ją traci, więc łapie się, czego może) i stara się sam wytworzyć resztę utraconych zasobów. Reaguje tym, że wydziela cukier, a cukier wiąże się z insuliną (to ta, co cukrzycy muszą o nią dbać). I ta właśnie insulina zapycha wszystko, byleby nie oddać tłuszczu. Wiesz… „Mój tłuszcz, nie oddam!”.

Cukrzyce, tarczyce i takie tam różne
Tak ogólnie to organizm wydziela w sytuacji stresowej dużo kortyzolu, a to oznacza łaknienie na słodkie, zwolnienie przemiany materii, utratę masy mięśniowej i zatrzymanie wody w organizmie.

TWOJA TARCZYCA DZIAŁA WOLNIEJ.
No tak to już jest, no. Hormon T4 zamiast zmieniać się w aktywny metabolicznie T3, staje się hormonem rT3, co właśnie spowalnia działanie tarczycy i prowadzi do naprawdę nieprzyjemnych powikłań. Jakie są objawy? Wypadanie i przesuszanie się włosów, sucha skóra, zmęczenie, uczucie zimna i braku motywacji, zaparcia i zgaga, obniżona odporność.

Dieta bogata w… a dieta po prostu biedna
Normalna, zdrowa dieta zawiera w sobie białko, tłuszcz, węglowodany itd. Ta niezdrowa, czyli zwyczajnie po chamsku ucięta, często nie zawiera w sobie wielu mikroelementów, jak choćby witaminy z grupy B, witaminy D, magnezu, cynku, kwasów Omega3. Nieładnie tak traktować swój organizm, bardzo nieładnie.

Do czego to wszystko prowadzi?
Na pewno nie do utraty kilogramów, moja droga. To jedynie może zupełnie roztłuc na kawałki Twój organizm, a pozbieranie go do kupy czasem trwa nawet lata. Myślę, że nie chcesz tego, że wolisz jednak cieszyć się szczupłą i zgrabną sylwetką, nienagannym wyglądem twarzy i włosów i być po prostu zdrową kobietą.

Jeśli problem, który dziś omówiłam, dotyczy Ciebie, BŁAGAM, PROSZĘ, ZAKLINAM, nie rób sobie więcej KRZYWDY! W następnym poście chcę Ci przedstawić przykładowy plan treningowy, odpowiednią dietę, wytłumaczyć, jak schudnąć. Wystarczy, że zbierzesz trochę cierpliwości i raz posłuchasz (poczytasz) tych normalnych, dobrych rad, a potem z nich skorzystasz. Razem możemy osiągnąć cel, jaki sobie ustanowisz. Ale – powtarzam – nie rób sobie więcej krzywdy. Przecież widzisz, że to nie działa.

Droga Fitnesowiczko, ten problem dotyczy wielu osób, nie tylko Ciebie. Nie jesteś sama. Ale zdrowie masz jedno, ciało masz jedno i życie masz jedno. Nie zmarnuj tego.
Jeśli potrzebujesz indywidualnych rad, napisz do mnie na Facebooku. Postaram się pomóc, dopasować dietę i treningi do Twoich potrzeb.

Pamiętaj – razem możemy osiągnąć Twój cel ;).

A tę grafikę możesz sobie ustawić na tapetę. Nie zaszkodzi ;P.

SIŁOWNIA – z czym to się je?

Jedni, gdy słyszą słowo „siłownia”, reagują zachwytem, inni pogardą. Generalnie mamy taki dziwny obraz tej siłowni w swoich głowach. Że tam są tylko sztangi, najlżejsze obciążenie to 2 tony, wszyscy się zjeżdżają wzrokiem, stękają i są napakowani. Ach! No i przecież siłownia jest TYLKO dla facetów. A jak kobieta tam idzie, to na pewno zaraz będzie „babochłopem” (czyt. kulturystą-kobietą). Oj, niedobrze, bardzo niedobrze z tym popularnym spojrzeniem. Przyjrzyjmy się tej strasznej siłowni nieco bliżej ;). Pozwólcie, że opiszę krok po kroku od decyzji do efektów.

„Nowy rok – nowa ja”
Jakoś tak się stało, że trzeba coś zrobić ze swoim życiem. Nabrać kondycji, znaleźć pasję, poznać ludzi, zrzucić kilogramy, dobudować mięśnie… I nadchodzi wtedy moment, w którym mamy już pójść na tę siłownię. Karnet jest… tylko co wziąć jeszcze?
Pozwól, że rozpiszę Ci, co jest potrzebne ;).

  1. STRÓJ – ma być wygodny i sprawiać, że będziesz czuć się pewnie. Jeśli masz większe piersi, polecam staniki sportowe (funkcyjne) z miseczkami, z mocniejszego materiału. Kiedy Twoje piersi są mniejsze lub masz zamiar wykonywać jedynie trening siłowy/obwodowy, możesz wziąć lżejszy stanik sportowy. Koszulka funkcyjna również się przyda (na siłowni kobiety raczej chodzą w koszulkach, rzadko pokazują swoje brzuchy, choć nie jest to zakazane i jeśli nie masz oporów, brzuszki mile widziane!). Co do spodni – polecam również funkcyjne, ale ludzie przychodzą także w bawełnianych legginsach czy dresach. Jak wolisz, jak Ci wygodniej. Tylko jedna uwaga – jeśli stykają Ci się wewnętrzne górne partie ud, a planujesz trening cardio, weź raczej spodenki, które te partie zasłonią. Dlaczego? Bo otarcia bolą. Serio xD.
  2. BUTY – rozpisałam się w stroju, a tu jeszcze buty mi zostały! A więc tak. Jeśli będziesz robić cardio, wybierz buty na podwyższonej piance, która odciąża kręgosłup. Jeśli obwodowe/siłowe, kupuj raczej bardziej płaskie, na wyginającej się, miękkiej podeszwie. Ale cóż, czasem ciężko stwierdzić, co się będzie robić i czy nie będzie połączonego treningu. W takim przypadku to nie ma znaczenia, jakie buty wybierzesz. Grunt, żeby Twój kręgosłup nie cierpiał, żeby było miękko i sprężyście. (Nie zapomnij wziąć też skarpetek!)
  3. RĘCZNIK – musisz mieć taki na siłownię i taki pod prysznic. Teoretycznie można brać dwa, ale ja polecam jeden takiej średniej wielkości. Tak, żeby można było rozłożyć go na maszynach, wycierać się nim podczas cardio i owinąć w drodze pod prysznic czy do sauny.
  4. WODA – na siłowni trzeba pić. To już wiemy. Ile? Na godzinę ćwiczeń cardio starcza 0,5 – 1 l wody. Na inne ćwiczenia polecam 0,5-0,7. Ja noszę zazwyczaj 0,5, ale jakoś szybko się kończy i trzeba lecieć do szatni po kolejną. Polecam więc więcej, tak na wszelki wypadek ;).
  5. ŻEL pod prysznic!
  6. UŚMIECH – wejdź z uśmiechem. Na siłowni są sami fajni ludzie!
  7. GUMKA DO WŁOSÓW. Serio. Przydaje się.

To co, Fitnesowiczu? Spakowany? Możemy ruszać?

Szatnia – przejście przez czyściec
Jak już odbierzemy kluczyk do szafki (albo, jak w Wilanowie, nabywamy własną kłódkę (yyy?)), udajemy się do szatni. Tam mówimy „DZIEŃ DOBRY”! Tak, tak. Witamy się. Wszyscy się witają i jest to po prostu normalne. A więc, żeby wszystkim było miło, mówimy to „dzień dobry”. Bo jest dobry, no nie? 🙂
Przebieramy się, ZMYWAMY MAKIJAŻ (ten na oczach, brwiach może zostać, jednak skóra twarzy ma oddychać, więc wara mi wchodzić na siłownię w podkładach, pudrach i innych takich!) i wychodzimy do sali ćwiczeń.

Szeroko ręce, spory rozkrok, nos zadarty pod sufit i wchodzimy…
Nie. To, co widzisz na zdjęciu, to najczęściej druga, głębsza warstwa siłowni. Zazwyczaj na pierwszym planie są maszyny do treningów cardio i obwodowych. Tu już nikomu nie mówimy „dzień dobry”. Chyba że poznamy już instruktorów… wtedy mówimy „cześć”. I tyle. Można ich zapytać o plan treningowy, który zawsze chętnie rozpisują. Można ćwiczyć samemu, poprosić Fitnesownię czy inną kumpelę-trenerkę ;). Najlepiej jednak na początku zważyć się na specjalnej wadze. Z pomocą instruktora, rzecz jasna. Potem instruktor wyjaśni, co z czym i do czego. Czy jest okej i można poprawić, czy jest źle i… można poprawić.
Przechodzimy do treningu. Tu mamy wiele możliwości, wariantów i udogodnień. Korzystajmy, ile się da! Poobserwujmy jednak też innych.

Kto siedzi na siłowni?
Pewnie myślisz, że mamy tu tylko facetów o wzorze „mały tyłeczek, z którego wyrasta taki trójkąt, jakiego ramiona tworzą umięśnione bary; kulka bez mózgu na czubku”. Nołp. To tak nie wygląda. Podzielmy sobie typy ludzi na siłce ;).

  • LICEALIŚCI – częściej płci żeńskiej. Podchodzą albo na serio, albo z psiapsiółą. Te drugie też raczej na serio. Ich celem częściej jest spalanie niż budowanie. Wspierają się wzajemnie z koleżankami. Skupiają się na ćwiczeniach.
  • CELEBRYTKI – „Przyszłam tu, żebyś popatrzył na moje sztuczne rzęsy i botoks w ustach. Patrz! Mogę nawet spacerować po bieżni, a nic mi z twarzy nie spłynie”. Sztuka wizażu – poziom 10 (tynk nie odpada). Sztuka ćwiczeń – trucht na bieżni może spowodować zacieki, więc lepiej unikać. Save Yourself płacze, gdy takie widzi.
  • OPTYMIŚCI – również raczej płci żeńskiej. Siłownia to miejsce magiczne. Założenie jest takie, że wystarczy przyjść, żeby być idealnym. Nie trzeba nic robić. Można w tym czasie potowarzyszyć w zmaganiach celebrytkom i pogadać głośno przez telefon. Ewentualnie wstawić selfie na Snapa, żeby wszyscy widzieli, że się było na siłowni. Mimo braku efektów, grupa bardzo zadowolona z siebie, raczej nie rezygnuje z dalszego chodzenia na siłownię.
  • NORMALNI LUDZIE – grupa najbardziej pożądana przez trenerów. Przychodzą raczej w pojedynkę i starają się o swoje lepsze „ja”. Do tej pory nikt nie rozgryzł, skąd u nich ta motywacja. Grunt, że jest. Siedzą z telefonami przy cardio, ale łączą trening z obwodowym lub siłowym. Starają się. Zdarza im się awansować na trenerów. Osobnicy płci męskiej wybierają jednak częściej zawody w bieganiu.
  • TRENERZY – najbardziej lepka grupa na siłowni. Podczas ćwiczeń wyglądają groźnie i trochę jakby cierpieli. Wydzielają najwięcej potu. Po ćwiczeniach uśmiechają się do wszystkich i nagle stają się milutcy. Normalni ludzie wyczuwają w nich trenerską duszę, dlatego pytają często o treningi i diety. Do trenerów-mężczyzn lgną też celebrytki.
  • EMERYCI – szanowani bywalcy. Czasem trzeba im coś ustawić, ale zawsze wynagrodzą taką pomoc uśmiechem. Są zazwyczaj życzliwi i czują się młodo dzięki ćwiczeniom. Podziwiani przez trenerów i normalnych ludzi.
  • STĘKACZE – „Nikt nie musi widzieć, że ustawiłem tylko 10 kg. Mają słyszeć”. Raczej mężczyźni. Napakowani lub otyli. Muszą pokazać wszystkim, że oni mają najcięższy sprzęt. Dlatego ich jęczenie, stękanie i sapanie słychać na całej siłowni. To wołania godowe mające na celu zwabienie jakiejś samicy, najlepiej celebrytki lub optymistki.
  • PODRYWACZE – w zasadzie przychodzą na siłownię tylko w jednym celu. Wyglądają jak z reklam Kleina i zdają sobie z tego sprawę. Może oni serio są z tych reklam? O.o Kiedy ćwiczą, muszą się upewnić, że wszystkie kobiety na nich patrzą. Kiedy nie patrzą, można się samemu pogapić na ćwiczące tyłki.
  • INTROWERTYCY – wchodzą z przerażeniem. Starają się nie przyciągać spojrzeń innych. Najgorzej, kiedy ktoś coś do nich powie. Pożądany kontakt ogranicza się do maszyn i mat. Lepiej się też samemu nie odzywać. Przecież można poczekać, zamiast pytać, kiedy ktoś kończy serię ;). Myślą, że ich nie widać, kiedy oni nikogo nie widzą. Są jednak dość charakterystyczni. A więcej o nich można poczytać u mojej podopiecznej – Introwertyczka. (Nie ma za co, Introwertyku xD).
  • PAKERZY – zjawiają się na siłowni najwcześniej i wychodzą najpóźniej. Siłownia to ich dom. Wyglądają imponująco. Co któreś ćwiczenie stają w rozkroku, zakładając ręce na biodra. W ten sposób udają, że patrolują, kontrolują całą salę. Potem wracają do poprzedniej czynności.

To tyle z moich obserwacji. Czy są ludzie otyli? Tak. Mieszczą się w różnych kategoriach. Najczęściej należą do „normalnych ludzi”. I dobrze. Jak widać, raczej nie ma tutaj samych pakerów ;). Dlatego nie ma się co bać!

Rozciąganie na koniec
Nie zapomnij o rozciąganiu! Polecam prysznic i saunę (a po saunie zimny prysznic) ;). No i po wyjściu jakiś koktajl. Mój ulubiony to banany z suszoną żurawiną i orzechami na jogurcie!

Gdzie trenuje Fitnesownia?
Fitnesownia trenuje w Calypso. Serdecznie polecam tę sieć. Jest wygodna i świetnie skonstruowana. Trenerzy są rewelacyjni ;). No i grafik zajęć jest naprawdę ciekawy i warty uwagi. Może spotkamy się w Calypso? Jak coś, z tymi kłódkami spotkałam się tylko w Wilanowie. W całej reszcie odwiedzanych przeze mnie siłowni są zwykłe kluczyki do szafek xD.

Fitnesowicze! Bawcie się dobrze na siłowni! 😀 To nic strasznego. Jest fajnie, miło i przyjemnie. Nawet dla introwertyków! 🙂