Świąteczne szaleństwa

Uwaga, uwaga! Uwielbiam zimę. Tak właśnie. Nie lato. Zimę. Choć wiem, że raczej należę do mniejszości ;P. A najbardziej z całego roku uwielbiam właśnie święta Bożego Narodzenia. I tutaj również wiele osób się ze mną nie zgodzi. „No co ty! Tylko portfel chudnie, człowiek się narobi, potem nażre się i już jest po Świętach. Ja dziękuję za taką przyjemność!” – znacie takich? Mi nie raz się coś tam o uszy obiło, że istnieją.

Adwent
Dobra, dobra. Zanim Święta, to mamy jeszcze adwent. Dla jednych to „codziennie” nowa czekoladka z kalendarza (bądźmy szczerzy – codziennie nowy kalendarz adwentowy), dla innych niemal cztery tygodnie różnych wyrzeczeń, dla jeszcze następnych obojętna chwila. Niezależnie od tego, co wyznajemy i czy w ogóle cokolwiek wyznajemy, możemy w dobry sposób wykorzystać czas adwentu (czyli z łaciny „czas nadejścia”). Postanowienia tak czy siak nikomu nie zaszkodzą, jeśli mają służyć stawaniu się lepszym, prawda? 🙂 Może tym razem – zamiast wcinać niespodziankę z kolejnego okienka kalendarza lub irytować się przy „Last Christmas” – zróbmy takie postanowienie. Można stać się lepszym na wiele sposobów, no nie? Czy to wziąć się wreszcie za regularne ćwiczenia, zdrową dietę, czy wpłacić pieniądze na cele charytatywne, spędzić czas z najbliższymi, odwiedzić osoby, które z różnych powodów odkładamy na późniejszy czas. Żeby świat był lepszym, należy zacząć od siebie :D.

Prezenty
Długie kolejki, brak miejsc parkingowych, coraz szczuplejszy portfel, tłumy ludzi w centrach handlowych. Jedna wielka irytacja. Wracamy do domu i już mamy dość tych Świąt, bo „tyle jest na głowie”! Przystańmy na chwilę i spytajmy się samych siebie, czy te prezenty to naprawdę najważniejsza część Bożego Narodzenia? Jasne, dzieci uwielbiają, jak przychodzi do nich św. Mikołaj, ale raczej uczenie ich, że to na prezentach polegają Święta, nie jest chyba najlepszą rzeczą. Oczywiście prezent to zawsze miła rzecz dla każdego. Ale wiecie, co o tym myślę? Jeśli kupowanie prezentu ma oznaczać odmówienie dziecku wspólnej zabawy, zbycie tego, co mają nam do powiedzenia rodzice czy dziadkowie, odmówienie spotkania z partnerem, to może jednak nie warto lecieć po ten prezent właśnie w tej chwili? Napięty grafik? Ja wiem, wiem. Sama nie mam już wolnego miejsca w kalendarzu. Ale to, że coś jest zapisane, nie znaczy, że jest nieodwołalne.

Wspólnie spędzony czas to prezent, o którym z łatwością zapominamy. Chcemy powiedzieć komuś, że go kochamy, że jest nam bliski przez danie mu góry prezentów? Super, jeśli naprawdę kupowaliśmy je z jakąś przyjemnością, ze szczególną myślą o tej osobie. Czasem może jednak lepiej będzie, jeśli damy drobiazg i przede wszystkim siebie. Bo to, że możemy tego dnia być razem, jest najważniejszym i absolutnie bezcennym prezentem.

Kuchnia, ścierka, urwanie głowy!
Nawiązując do tego, co wyżej – nie musisz przecież gotować idealnie dwunastu potraw, za fotelem nie musi być perfekcyjnie czysto! Fajnie jest, kiedy mamy porządek, jasne. Ale no ej… Są ważniejsze rzeczy! Jak już padasz z nóg, to naprawdę odpocznij. To dni, które spędzisz z najbliższymi i to oni są najważniejsi. Nie strać tej chwili dla testu białej rękawiczki.

Fit-Wigilia
Jest mnóstwo propozycji od trenerów i kucharzy, co przygotować na Święta do jedzenia, żeby było zdrowo i smacznie. Jeśli naprawdę bardzo chcesz w ten sposób, cóż, to Twój stół, Twoja kuchnia, Twoje Święta. Ty rządzisz ;). Jednak jako trener muszę powiedzieć Ci jedną dość istotną rzecz. To jest Boże Narodzenie. Nie odbieraj sobie przyjemności zjedzenia pieczonej kaczki, pysznego barszczu z uszkami, pierogów czy schrupania kilku pierniczków. Chyba że masz jakąś nietolerancję czy coś… No ale nie o tym tu mówimy. Możemy sobie chodzić na siłownię, robić masę, rzeźbę i nie wiadomo, co jeszcze, ale nie dajmy się zwariować! Święta to Święta, każdy ma dyspensę od tak zwanej „czystej michy”. Jasne? Żadnych diet odchudzających. Nie na ten czas. Mam nadzieję, że się rozumiemy ;).

Duch świąt Bożego Narodzenia
Nie zapominajmy, co jest najważniejsze w tym czasie. To szczególny moment w roku, więc dajmy siebie rodzinie, przyjaciołom, tym wszystkim osobom, które nas potrzebują i których my potrzebujemy. Coraz częściej słyszę jakoś w okolicach Świąt: „Jakoś nie czuję tego klimatu”. Zupełnie jakby ten klimat znikł, rozwiał się gdzieś. Hej, obudźmy się wreszcie i stwórzmy tę piękną atmosferę. Powspominajmy piękne chwile, doceńmy naszych bliskich, postarajmy się zauważyć piękno, dobro i szczęście w najmniejszych rzeczach. Cieszmy się tym czasem. Zapalmy w sobie żywe światło i nie dawajmy go zgasić. To tak ważne, a tak często zapominane.

Tym razem naprawdę przeżyj ten czas. Nie obserwuj bez żadnych emocji. Odnajdź go w sobie i przez te kilka dni oddychaj nim. Wspomnij ludzi, którzy byli przy Tobie, a którzy odeszli – jak dobrze, że byli, że miałeś to szczęście ich poznać. Pomóż tym, którzy tej pomocy potrzebują, otwórz oczy na troski i to, co możesz poprawić. A przede wszystkim podziękuj tym, którzy są z Tobą, za to, że właśnie są obecni, że dają Ci miłość. Pomyśl, kiedy ostatni raz mówiłeś najbliższym, że ich kochasz. Może to właściwa okazja? Wstydzisz się? Zobacz, przecież nikt Cię nie wyśmieje. Któż nie chce być kochany? Myślę, że to właściwy czas ;).

Moi drodzy Fitnesowicze,
z okazji świąt Bożego Narodzenia życzę Wam wiary w siebie, tego wewnętrznego światła, ciepła, umiejętności przebaczania, zdrowia i czasu dla najważniejszych osób w życiu. Życzę Wam, abyście nie gubili tego, co najbardziej istotne w tym czasie oraz żebyście potrafili zawsze znajdować dobro i piękno w najmniejszych rzeczach. Aby słowa „dziękuję” i „przepraszam” zagościły na stałe w Waszych słownikach, a „kocham cię” zawsze było pełne ciepłych emocji.

Jasne, wiem, to mało fitnessowy wpis, ale na pewno bardzo ważny. W końcu to nie wygląd zewnętrzny jest najważniejszy, a to, co nosimy w sobie. 🙂

SIŁOWNIA – z czym to się je?

Jedni, gdy słyszą słowo „siłownia”, reagują zachwytem, inni pogardą. Generalnie mamy taki dziwny obraz tej siłowni w swoich głowach. Że tam są tylko sztangi, najlżejsze obciążenie to 2 tony, wszyscy się zjeżdżają wzrokiem, stękają i są napakowani. Ach! No i przecież siłownia jest TYLKO dla facetów. A jak kobieta tam idzie, to na pewno zaraz będzie „babochłopem” (czyt. kulturystą-kobietą). Oj, niedobrze, bardzo niedobrze z tym popularnym spojrzeniem. Przyjrzyjmy się tej strasznej siłowni nieco bliżej ;). Pozwólcie, że opiszę krok po kroku od decyzji do efektów.

„Nowy rok – nowa ja”
Jakoś tak się stało, że trzeba coś zrobić ze swoim życiem. Nabrać kondycji, znaleźć pasję, poznać ludzi, zrzucić kilogramy, dobudować mięśnie… I nadchodzi wtedy moment, w którym mamy już pójść na tę siłownię. Karnet jest… tylko co wziąć jeszcze?
Pozwól, że rozpiszę Ci, co jest potrzebne ;).

  1. STRÓJ – ma być wygodny i sprawiać, że będziesz czuć się pewnie. Jeśli masz większe piersi, polecam staniki sportowe (funkcyjne) z miseczkami, z mocniejszego materiału. Kiedy Twoje piersi są mniejsze lub masz zamiar wykonywać jedynie trening siłowy/obwodowy, możesz wziąć lżejszy stanik sportowy. Koszulka funkcyjna również się przyda (na siłowni kobiety raczej chodzą w koszulkach, rzadko pokazują swoje brzuchy, choć nie jest to zakazane i jeśli nie masz oporów, brzuszki mile widziane!). Co do spodni – polecam również funkcyjne, ale ludzie przychodzą także w bawełnianych legginsach czy dresach. Jak wolisz, jak Ci wygodniej. Tylko jedna uwaga – jeśli stykają Ci się wewnętrzne górne partie ud, a planujesz trening cardio, weź raczej spodenki, które te partie zasłonią. Dlaczego? Bo otarcia bolą. Serio xD.
  2. BUTY – rozpisałam się w stroju, a tu jeszcze buty mi zostały! A więc tak. Jeśli będziesz robić cardio, wybierz buty na podwyższonej piance, która odciąża kręgosłup. Jeśli obwodowe/siłowe, kupuj raczej bardziej płaskie, na wyginającej się, miękkiej podeszwie. Ale cóż, czasem ciężko stwierdzić, co się będzie robić i czy nie będzie połączonego treningu. W takim przypadku to nie ma znaczenia, jakie buty wybierzesz. Grunt, żeby Twój kręgosłup nie cierpiał, żeby było miękko i sprężyście. (Nie zapomnij wziąć też skarpetek!)
  3. RĘCZNIK – musisz mieć taki na siłownię i taki pod prysznic. Teoretycznie można brać dwa, ale ja polecam jeden takiej średniej wielkości. Tak, żeby można było rozłożyć go na maszynach, wycierać się nim podczas cardio i owinąć w drodze pod prysznic czy do sauny.
  4. WODA – na siłowni trzeba pić. To już wiemy. Ile? Na godzinę ćwiczeń cardio starcza 0,5 – 1 l wody. Na inne ćwiczenia polecam 0,5-0,7. Ja noszę zazwyczaj 0,5, ale jakoś szybko się kończy i trzeba lecieć do szatni po kolejną. Polecam więc więcej, tak na wszelki wypadek ;).
  5. ŻEL pod prysznic!
  6. UŚMIECH – wejdź z uśmiechem. Na siłowni są sami fajni ludzie!
  7. GUMKA DO WŁOSÓW. Serio. Przydaje się.

To co, Fitnesowiczu? Spakowany? Możemy ruszać?

Szatnia – przejście przez czyściec
Jak już odbierzemy kluczyk do szafki (albo, jak w Wilanowie, nabywamy własną kłódkę (yyy?)), udajemy się do szatni. Tam mówimy „DZIEŃ DOBRY”! Tak, tak. Witamy się. Wszyscy się witają i jest to po prostu normalne. A więc, żeby wszystkim było miło, mówimy to „dzień dobry”. Bo jest dobry, no nie? 🙂
Przebieramy się, ZMYWAMY MAKIJAŻ (ten na oczach, brwiach może zostać, jednak skóra twarzy ma oddychać, więc wara mi wchodzić na siłownię w podkładach, pudrach i innych takich!) i wychodzimy do sali ćwiczeń.

Szeroko ręce, spory rozkrok, nos zadarty pod sufit i wchodzimy…
Nie. To, co widzisz na zdjęciu, to najczęściej druga, głębsza warstwa siłowni. Zazwyczaj na pierwszym planie są maszyny do treningów cardio i obwodowych. Tu już nikomu nie mówimy „dzień dobry”. Chyba że poznamy już instruktorów… wtedy mówimy „cześć”. I tyle. Można ich zapytać o plan treningowy, który zawsze chętnie rozpisują. Można ćwiczyć samemu, poprosić Fitnesownię czy inną kumpelę-trenerkę ;). Najlepiej jednak na początku zważyć się na specjalnej wadze. Z pomocą instruktora, rzecz jasna. Potem instruktor wyjaśni, co z czym i do czego. Czy jest okej i można poprawić, czy jest źle i… można poprawić.
Przechodzimy do treningu. Tu mamy wiele możliwości, wariantów i udogodnień. Korzystajmy, ile się da! Poobserwujmy jednak też innych.

Kto siedzi na siłowni?
Pewnie myślisz, że mamy tu tylko facetów o wzorze „mały tyłeczek, z którego wyrasta taki trójkąt, jakiego ramiona tworzą umięśnione bary; kulka bez mózgu na czubku”. Nołp. To tak nie wygląda. Podzielmy sobie typy ludzi na siłce ;).

  • LICEALIŚCI – częściej płci żeńskiej. Podchodzą albo na serio, albo z psiapsiółą. Te drugie też raczej na serio. Ich celem częściej jest spalanie niż budowanie. Wspierają się wzajemnie z koleżankami. Skupiają się na ćwiczeniach.
  • CELEBRYTKI – „Przyszłam tu, żebyś popatrzył na moje sztuczne rzęsy i botoks w ustach. Patrz! Mogę nawet spacerować po bieżni, a nic mi z twarzy nie spłynie”. Sztuka wizażu – poziom 10 (tynk nie odpada). Sztuka ćwiczeń – trucht na bieżni może spowodować zacieki, więc lepiej unikać. Save Yourself płacze, gdy takie widzi.
  • OPTYMIŚCI – również raczej płci żeńskiej. Siłownia to miejsce magiczne. Założenie jest takie, że wystarczy przyjść, żeby być idealnym. Nie trzeba nic robić. Można w tym czasie potowarzyszyć w zmaganiach celebrytkom i pogadać głośno przez telefon. Ewentualnie wstawić selfie na Snapa, żeby wszyscy widzieli, że się było na siłowni. Mimo braku efektów, grupa bardzo zadowolona z siebie, raczej nie rezygnuje z dalszego chodzenia na siłownię.
  • NORMALNI LUDZIE – grupa najbardziej pożądana przez trenerów. Przychodzą raczej w pojedynkę i starają się o swoje lepsze „ja”. Do tej pory nikt nie rozgryzł, skąd u nich ta motywacja. Grunt, że jest. Siedzą z telefonami przy cardio, ale łączą trening z obwodowym lub siłowym. Starają się. Zdarza im się awansować na trenerów. Osobnicy płci męskiej wybierają jednak częściej zawody w bieganiu.
  • TRENERZY – najbardziej lepka grupa na siłowni. Podczas ćwiczeń wyglądają groźnie i trochę jakby cierpieli. Wydzielają najwięcej potu. Po ćwiczeniach uśmiechają się do wszystkich i nagle stają się milutcy. Normalni ludzie wyczuwają w nich trenerską duszę, dlatego pytają często o treningi i diety. Do trenerów-mężczyzn lgną też celebrytki.
  • EMERYCI – szanowani bywalcy. Czasem trzeba im coś ustawić, ale zawsze wynagrodzą taką pomoc uśmiechem. Są zazwyczaj życzliwi i czują się młodo dzięki ćwiczeniom. Podziwiani przez trenerów i normalnych ludzi.
  • STĘKACZE – „Nikt nie musi widzieć, że ustawiłem tylko 10 kg. Mają słyszeć”. Raczej mężczyźni. Napakowani lub otyli. Muszą pokazać wszystkim, że oni mają najcięższy sprzęt. Dlatego ich jęczenie, stękanie i sapanie słychać na całej siłowni. To wołania godowe mające na celu zwabienie jakiejś samicy, najlepiej celebrytki lub optymistki.
  • PODRYWACZE – w zasadzie przychodzą na siłownię tylko w jednym celu. Wyglądają jak z reklam Kleina i zdają sobie z tego sprawę. Może oni serio są z tych reklam? O.o Kiedy ćwiczą, muszą się upewnić, że wszystkie kobiety na nich patrzą. Kiedy nie patrzą, można się samemu pogapić na ćwiczące tyłki.
  • INTROWERTYCY – wchodzą z przerażeniem. Starają się nie przyciągać spojrzeń innych. Najgorzej, kiedy ktoś coś do nich powie. Pożądany kontakt ogranicza się do maszyn i mat. Lepiej się też samemu nie odzywać. Przecież można poczekać, zamiast pytać, kiedy ktoś kończy serię ;). Myślą, że ich nie widać, kiedy oni nikogo nie widzą. Są jednak dość charakterystyczni. A więcej o nich można poczytać u mojej podopiecznej – Introwertyczka. (Nie ma za co, Introwertyku xD).
  • PAKERZY – zjawiają się na siłowni najwcześniej i wychodzą najpóźniej. Siłownia to ich dom. Wyglądają imponująco. Co któreś ćwiczenie stają w rozkroku, zakładając ręce na biodra. W ten sposób udają, że patrolują, kontrolują całą salę. Potem wracają do poprzedniej czynności.

To tyle z moich obserwacji. Czy są ludzie otyli? Tak. Mieszczą się w różnych kategoriach. Najczęściej należą do „normalnych ludzi”. I dobrze. Jak widać, raczej nie ma tutaj samych pakerów ;). Dlatego nie ma się co bać!

Rozciąganie na koniec
Nie zapomnij o rozciąganiu! Polecam prysznic i saunę (a po saunie zimny prysznic) ;). No i po wyjściu jakiś koktajl. Mój ulubiony to banany z suszoną żurawiną i orzechami na jogurcie!

Gdzie trenuje Fitnesownia?
Fitnesownia trenuje w Calypso. Serdecznie polecam tę sieć. Jest wygodna i świetnie skonstruowana. Trenerzy są rewelacyjni ;). No i grafik zajęć jest naprawdę ciekawy i warty uwagi. Może spotkamy się w Calypso? Jak coś, z tymi kłódkami spotkałam się tylko w Wilanowie. W całej reszcie odwiedzanych przeze mnie siłowni są zwykłe kluczyki do szafek xD.

Fitnesowicze! Bawcie się dobrze na siłowni! 😀 To nic strasznego. Jest fajnie, miło i przyjemnie. Nawet dla introwertyków! 🙂

Dieta CUD, czyli główne zasady zdrowego odżywiania

Czym jest dieta?
Dieta to inaczej sposób odżywiania. Sam ten termin kojarzy się tylko z utratą kilogramów, ale nie ma z nią nic wspólnego. Więc jeśli mówimy „mam jakąś dietę”, nie znaczy to, że się odchudzamy 😉

Dieta + trening.
Jak wiadomo, 70% sukcesu to odpowiednia dieta, a pozostałe 30% to sport, czyli treningi. Ilość jedzenia powinna być dopasowana do intensywności treningu oraz jego rodzaju. Kiedy zajmujemy się w większej mierze ćwiczeniami siłowymi, potrzebujemy więcej białka, natomiast jest na nie mniejsze zapotrzebowanie przy treningach cardio.

Zasady DIETY CUD.
Są proste. Chodzi o to, żeby odżywiać się zdrowo i rozsądnie. Nie zabierać sobie potrzebnych posiłków, a dobrze je układać.

  1.   Nie jemy śmieci, czyli KFC, McDonald, cola, chipsy idą w zapomnienie. Chcemy mieć czysty żołądek, bez okropności, które przetwarzają się latami. No i bardzo ważna rzecz – wszystkie słodzone napoje typu Sprite, Mirinda, IceTea itp. powodują niesamowicie szybkie tycie. Chcemy tego? Oj, zdecydowanie nie!
  2. Kiedy robimy zakupy, patrzmy na etykiety! Jeśli jakaś nazwa składnika jest nam obca, lepiej zostawmy, sprawdźmy w domu (polecam w tym przypadku „Wiem, co jem” i „Wiem, co kupuję”) i, w razie braku jakiegokolwiek zagrożenia, przyjdźmy po ten produkt następnego dnia.
  3. Jasne pieczywo zamieńmy na ciemne. Jest lżejsze, nie obciąży aż tak żołądka i zniweluje występowanie dziwnych objawów po zjedzeniu posiłku.
  4. Jedzmy WARZYWA i OWOCE! Są bogate w te wszystkie witaminy, których potrzebuje nasz organizm. Więc zamiast szukać tabletek zawierających te witaminki, zainwestujmy w cudowne, naturalne składniki.
  5. Przed zjedzeniem wszelkiego rodzaju ziaren czy orzechów, zlejmy je wrzątkiem. W ten sposób pozbędziemy się kwasów odpowiadających za przyrost tkanki tłuszczowej.
  6. Wyzbądźmy się wszystkich słodyczy poza gorzką czekoladą. Ta ostatnia, kiedy ma minimum 60% kakao, jest naszym przyjacielem, gdyż daje dużo energii. Nie zjadajmy jej jednak więcej niż 4 kostki dziennie.
  7. Jedzmy PIĘĆ posiłków dziennie! To bardzo ważne, aby tego przestrzegać. Schemat niemalże idealny? Proszę bardzo:
  • śniadanie (do dwóch godzin po przebudzeniu),
  • drugie śniadanie/przekąska,
  • obiad,
  • podwieczorek/przekąska,
  • kolacja.

Każdy posiłek należy spożywać w odległości od trzech do czterech godzin. Pamiętajmy też o tym, aby żaden z nich nie był smażony, a gotowany lub pieczony. Śniadanie musi być pełnowartościowym posiłkiem, natomiast obie przekąski wystarczy załatwić jednym owocem, jogurtem lub sałatką. W obiedzie wyzbądźmy się sosów. Chcesz schudnąć? Nie ma siły – odstaw ten sos. Kolacja musi być najmniejsza z trzech głównych posiłków, aby nie obciążać żołądka na wieczór. Trening można zrobić na minimum pół godziny po jedzeniu.

Wiele kobiet sprzecza się, o której powinien być ostatni posiłek. Drogie Panie, godzina dotycząca kolacji to jeden wielki MIT. Bzdura. Tu chodzi o to, żeby jedzenie nie zalegało w żołądku i żeby po części je spalić przed pójściem spać. Dlatego, jeśli jemy kolację przed treningiem, nie należy się tym przejmować 😉

No i, co BARDZO WAŻNE, WODA! Nie wolno o niej zapominać! Przez niedobór wody tworzy się na przykład cellulit, a tego raczej nie chcemy. Trzeba dbać o to, aby woda była cały czas dostarczana do organizmu, dlatego proponuję ją stosować tak:

  • 2 szklanki po przebudzeniu (uaktywnia organizm bardziej niż kawa),
  • 1 szklanka przed każdym posiłkiem (wspomaga trawienie),
  • 1 szklanka przed kąpielą (obniża ciśnienie krwi),
  • 1 szklanka przed zaśnięciem (chroni przed udarem i atakiem serca).

A poza tym, zawsze, kiedy tej wody potrzebujemy. Nie zapominajmy o niej 😉

To jak? Damy radę? No pewnie, że damy! Do roboty, Dziewczyny! 😉

PS Gdybym dowiedziała się jakichś nowości związanych z zasadami naszej Fitnesowej Diety Cud, będą one na bieżąco wstawiane do postu, więc obserwujcie i przestrzegajcie 😀 Wydrukować i na lodówkę, żeby w oczy kłuło!