Być sobą, być kimś – pewność siebie, kompleksy i własne ego

Sesja trwająca w praktyce niemal dwa miesiące, nauka, studia… tak, takie mam wytłumaczenie na brak artykułów przez trzy miesiące. 😐 A tak zanim przejdę do tematu, serdecznie wszystkim polecam film „The Greatest Showman”, bo jest absolutnie zachwycający! Przez ostatni czas miałam sporo różnych przemyśleń, rozmów z wieloma ludźmi. Pomyślałam, że podzielę się nimi z Wami, że chyba warto.

Szare okulary
Wiele razy słyszę, że nie rozumiem sytuacji drugiej osoby. „Ty tego i tak nie zrozumiesz, bo dla ciebie świat jest cały różowy”. No, jest, ale jakoś musiałam znaleźć odpowiedni rozmiar różowych okularów. Chcę przez to powiedzieć, że mnóstwo osób widzi tylko koniec własnego nosa, dzieląc świat na siebie i resztę. Każdy ma swoje problemy i wymaga zrozumienia, ale jednocześnie rzuca takie słowa: „nie zrozumiesz mnie, bo nie przechodziłeś tego samego”. Skoro uważa się siebie za jedynego posiadacza problemu, czy powinno się szukać osoby, która zrozumie go podług wyżej wymienionej myśli? To się chyba wyklucza, nie?

Ja wiem, brzmi to jak bulwers. Ale przyjrzyjmy się tematowi z bliska. Znacie kogoś, kto by powiedział, że nie ma żadnego kompleksu? Takich osób jest naprawdę niewiele. Wyrastamy w jakichś konkretnych normach społecznych, czujemy narzucane tempo, modę, wymogi dotyczące zachowania i wyglądu. I w niejednym człowieku rodzi się bunt. „Hej! To jest szaleństwo! Chcę być po prostu sobą, okej?”. A kto powiedział, że nie możesz?

No, sumienie tak powiedziało. Kompleksy tak powiedziały. Brak samoakceptacji i pewności siebie. A co z tym zrobić? Co, jeśli nie chcę wpasowywać się w schematy, ale wkurza mnie, że mimo wszystko się nie wpasowuję? Dysonans czy co? Pójdźmy tym tropem. Ileż jest osób, które chcą wyglądać jakoś, ale z różnych powodów to im nie wychodzi. Najłatwiej jest wtedy się poddać, zracjonalizować to na zasadzie „a, taka już jestem i co z tego” albo właśnie się zbuntować „nie będę wchodzić w te schematy, bo chcę być sobą! I będę o tym głośno mówić, choć tak naprawdę chciałabym się wpasować”.

Kogo (p)oszukujemy?
Dążymy do akceptacji w społeczeństwie, chcemy należeć do grup. To absolutnie normalne. Mówiłam o schematach, więc przytoczmy sobie schemat „idealnej” kobiety ostatnich lat. Szczupła, długie włosy, cycki, tyłek, talia osy, długie nogi, lekko umięśniona sylwetka. Wiele kobiet zatrzyma się już przy pierwszej cesze. SZCZUPŁA. Dlaczego to nas tak kłuje?

Z psychologicznej, biologicznej strony wygląda to następująco. Mężczyźni najczęściej nieświadomie szukają kobiet, które będą zdolne powielić ich doskonałe geny (nie zakłócając ich doskonałości), a także kojarzą się z luksusem i zdrowiem. Dawniej o zdrowiu niewiasty świadczyła pulchność, tak samo jak o luksusie wyraźny stopień „najedzenia”. Dzisiaj tego samego rodzaju luksusem i jednocześnie oznaką zdrowia jest bycie wysportowanym (posiadanie pieniędzy i czasu na dbanie o sylwetkę), a także wyraźnie wypielęgnowana twarz, dłonie etc. Nic dziwnego, że dziewczyny z doskonałą figurą, zadbane i po różnych zabiegach kosmetycznych będą tutaj na celowniku.

Partnerzy dobierają się również na równym poziomie własnej atrakcyjności. O co tu chodzi? Zróbmy taką okrutną i niemoralną skalę od 1 do 5, oceniającą poziom atrakcyjności. Dajmy na to, że facet jest czwórką. Będzie wówczas szukać czwórki jako partnerki/partnera. Przy piątce może czuć się zagrożony, niepewny, ze zostawi go dla równego sobie. Oczywiście to działa w obie strony. Ale co, jeśli taki facet na poziomie 4 ma zaniżoną samoakceptację i nie jest pewny siebie? Nie będzie celować w czwórki, ale niżej, żeby mógł czuć się pewnie w danym związku. A jeśli jest tak pewny swojej niesamowitości, że ocenia się na 5? Szerokiej drogi, powodzenia w życiu i piona, stary! Bez cienia sarkazmu. Z większą pewnością siebie zawsze jest łatwiej ;).

Szczupła czyli perfekcyjna
Niby nikt nie mówi „weź schudnij”, niby nic się nie dzieje, a jednak dziwne uczucie takiego wymogu siedzi z tyłu głowy. A może to nie tylko wina ogólnego modelu aktualnego piękna? Może sami też jesteśmy sobie winni? Niedawno wszedł do kin bardzo luźny film „Jestem taka piękna”. Nie powiem, nie był zachwycający, ale pokazywał jednak coś, co jest chyba dość ważne. Czasem trzeba się mocno rąbnąć w łeb, żeby siebie docenić. W skrócie i bez zbytnich spojlerów – filmowa Renee ma spore kompleksy z powodu swojego wyglądu. Ma nie takie włosy, nie taką twarz, nie taki rozmiar… odstaje od modelek, które pracują tam, gdzie sięgają jej największe marzenia. Przeżywa (nie)szczęśliwy upadek i nagle widzi siebie w zupełnie inny sposób. Jest piękna! Uważa się za idealną, bez kompleksów. Zdobywa mężczyznę, dostaje się do wymarzonej pracy, emanuje pewnością siebie. No dobra, będzie spojler. Wszystko się kończy w pewnym momencie. Jej postrzeganie wraca do poprzedniego stanu i dopiero na zdjęciach zauważa, że przecież przez cały czas wyglądała tak samo. Więc co się w zasadzie stało? Odważyła się, doceniła siebie i zdobyła pewność.

Brzmi banalnie, co? Ale poniekąd tak to jest. Uwaga, powiem to tutaj zarówno jako psycholog, jak i trener – NIE MUSISZ BYĆ SZCZUPŁA! Szok. Jak to nie muszę? Ano tak. Po prostu. Dużo więcej daje pewność siebie, samoakceptacja. Ja wiem, czasem ciężko zaakceptować to, czym różnimy się od innych. Czasem trudno jest mieć na to wszystko wylane. Powiem Ci tak – rób tak, żeby CZUĆ SIĘ piękną. Żeby czuć się dobrze. Powiesz: „Ale chwila, chwila. A jak chcę kogoś poderwać? Jeśli tego mi w życiu brakuje, a napisałaś, że szczupłe mają większą szansę?”. Przyjrzyj się lepiej temu, co napisałam wyżej. Szukając partnerów, nie będziemy czuć się zupełnie komfortowo przy kimś, kogo oceniamy lepiej niż siebie. Prędzej czy później przyjdą wątpliwości, podejrzenia… chyba że to ta osoba spowoduje, że bardziej docenimy siebie. Hej! Nie tylko „piątki” z naszej skali są w związkach! A poza tym, wracając znów do doboru partnera, wiele zależy od tego, jak sami się oceniamy. Od pewności siebie, od tego, co pokazujemy swoją osobą.

No to co? Zgodzisz się chyba, że nie musisz walczyć o bycie szczupłą, jeśli to nie jest Twój cel. Walcz o to, by być najlepszą wersją siebie.

Ale chwila… czyli kim?

BYĆ KIMŚ
Co to właściwie znaczy. Słyszy się to przez całe życie. Każdy chce „być kimś”. Czyli… kim? Drugą Beyoncé, Ewą Chodakowską, Johnnym Deppem? Rekinem biznesu, gwiazdą z okładki, znaną trenerką? Idąc tym tropem, będziesz nikim, jeśli będziesz chciał(a) osiągnąć coś na siłę. A gdzie pasja? Gdzie realizacja własnych zainteresowań?

Każdy z nas musi przejść własną drogę, by dojść do jakiegoś celu. I każda z tych dróg kształtuje człowieka, daje mu kolejne cechy, kolejne role. Czy więc na koniec możemy być kimkolwiek innym, jak po prostu sobą? Czy to nie jest to „bycie kimś”, po prostu byciem sobą? Postać, którą tworzymy przez całe życie, będzie kiedyś kimś. Będzie tą osobą, którą spotkamy na końcu.

Żeby być kimś, musisz być sobą. Po prostu. Idź za marzeniami, choć może być to czasem ryzykowne. Odwagi! Sama muszę to sobie powtarzać nawet kilka razy dziennie. Realizacja celów czasem jest cholernie trudna, trzeba wychodzić poza swoje ograniczenia, stawać twarzą w twarz z nowymi wyzwaniami. I znów – nie jesteś w tym sam(a). Hej, mam to samo! To samo ma każda osoba, która chce cokolwiek osiągnąć! Widzisz? To tak, jak z tymi kompleksami. W naszej epoce ego zapominamy o tym, że ludzie wokół nas mogą mieć bardzo podobne zmartwienia i im też należy się uwaga i zrozumienie. Każdy z nas chce być kimś, pamiętaj o tym.

Dlaczego o tym w ogóle mówię?
Widzisz, wszyscy wokół na coś narzekają. Normalna rzecz. Ale chodzi mi o ich głębokie kompleksy. I obserwuję, jak osoba, której głównym problemem na tym podłożu jest na przykład mały biust, użala się nad tym, mówiąc osobie, która załóżmy ma tak samo mocny kompleks z powodu swojej wagi, „nie rozumiesz, co czuję, nie masz tego, co ja. Ty jesteś piękna, nie masz na co narzekać”. Sorry, ale mi to brzmi na hipokryzję. Obie osoby uważają się nawzajem za piękne, bo nie dostrzegają w tej drugiej własnego kompleksu. Dziwne? Wcale nie. Codzienne, normalne i powodujące kłótnie oraz brak zrozumienia.

Wracając do początku, mówią mi, że noszę różowe okulary. Owszem. I wiesz co? Mam coś w rodzaju fotoalergii czy czegoś tam. Jak tylko zaczyna się sezon na szorty, moje nogi są pokryte ranami, plamami i pęcherzykami. Ja wiem, fuj, ble, okropność, jak mogę o tym pisać. Często noszę długie spódnice ze względu na słońce właśnie, ale też na innych ludzi, którzy mogą nie chcieć tego oglądać. Ale czy zawsze jestem tak myśląca o reakcjach innych? Nie. Mam wylane. Taka jestem i trudno, może uda mi się to jakoś wyleczyć, tę alergię. Tymczasem nie boję się włożyć szortów czy krótkich sukienek. Bo jestem pewna siebie i nie będę uznawać czegoś takiego za kompleks.

Blogilates ostatnio wstawiła na IG zdjęcie w krótkim topie i zaznaczyła w opisie, że to dla niej duży przełom, bo nigdy nie pokazuje górnej części brzucha, bo dziwnie się z tym czuje. Brawa dla niej! Przełamuje się, zwalcza brak akceptacji dla swojego ciała. Ja też nie jestem idealna. Często odpuszczam sobie wstawianie gdziekolwiek zdjęć, które będą pokazywać mój brzuch czy uda. Bo cały czas nie są takie, jakie chcę, żeby były. Ale może to tylko moja opinia? Może nie powinnam się tego tak obawiać?

Siedzimy w tym razem. Odrzućmy te głupie kompleksy, zauważajmy problemy innych, nie zamykajmy się na czubku własnego nosa. To wydaje mi się ważne, mam nadzieję, że Wam również.

Bądźmy sobą. Bądźmy kimś.

Tego Wam i sobie życzę,

S.M.

Zapraszam również do poczytania o SAMOAKCEPTACJI, KOMPLEKSACH, ATRAKCYJNOŚCI i SUKCESIE.

Z latem umawiałam się na lipiec…

No i stało się. Zima trwała do 14 maja, od 15 zaczęło się lato. Zielonego pojęcia nie mam, gdzie podziała się wiosna, pamiętam jednak, że starała się coś powiedzieć mniej więcej w marcu. Ale kto by to pamiętał!

Szczerze mówiąc, należę do tej mniejszości, która uwielbia zimę. Dla mnie maksymalna temperatura na zewnątrz to 25 stopni (potem zamieniam się w substancję ciekłą). Mimo to lato w Polsce jest oceniane przez Amerykanów (tych z USA przynajmniej) jako NAPRAWDĘ upalne. I tak, jak my się przygotowujemy na lipiec, wyjazdy, bikini, rezerwujemy czas na trzy miesiące diety i zabijających ćwiczeń… tak nagle, ni stąd, ni zowąd, pojawia się 30 stopni w maju. Ktoś się spodziewał, że trzeba będzie włożyć szorty tak szybko? Hmm… Przecież z latem umawiałyśmy się na lipiec!

Prawda boli, a w następnej kolejności mięśnie
Wyciągasz już te szorty, zakładasz, a tu uda wciąż się stykają, brzuszek odstaje. No i co robić! Przecież nie można całe lato paradować w długich sukniach, prawda? No to jazda do ćwiczeń! I do SAMOAKCEPTACJI!

Tak się składa, że – uwaga, uwaga – jesteś piękna! Serio. A druga rzecz – da się ogarnąć w miesiąc. Tylko mogą boleć mięśnie. Tak troszkę. Ale chyba Ci zależy, no nie?

Kiedy wygląda się atrakcyjnie?
Kiedy jest się o tym przekonanym, ot co. Tak, pewność siebie rodzi atrakcyjność. Stykają Ci się uda? Widać ten brzuszek? Masz nadmiar w boczkach? A myślisz, że Marilyn się przejmowała swoimi udami? Szczerze w to wątpię.

Jeśli nikt Ci tego do tej pory nie powiedział, niech ja będę pierwsza. Chciałam Ci przekazać, że podobasz mi się taka, jaką jesteś. Lubię Twoje nogi, Twój brzuch, Twoje ręce. Naprawdę. Machniesz ręką i powiesz, że nie mogę tak twierdzić, bo Cię nie widziałam. No to Ci się sprzeciwię. MOGĘ! Bo lubię Cię, akceptuję i chcę, żebyś była szczęśliwą, pełną wiary w siebie kobietą. To co, że masz trochę więcej tu czy gdzieś indziej? Jesteś piękna tak po prostu.

Chciałabym, abyś i Ty wierzyła w siebie tak, jak ja w Ciebie wierzę. Zależy Ci na pięknym wyglądzie – zrób go sama. Nie czekaj na specjalne znaki. Zapraszam Cię na wspólną trasę właśnie teraz. Przyjmiesz takie zaproszenie?

Nie przejmuj się tym, co ktoś może o Tobie pomyśleć. Gdy patrzy na Twoje ubranie, to nie dlatego, że wyglądasz w nim grubo, jak pewnie sama często sądzisz, ale dlatego, że podziwia Twój styl. Włóż obcasy, jeśli czujesz się w nich bardziej kobieco, sukienkę, weź elegancką torebkę. Bądź taka, jaką chcesz być. Bądź najlepszą wersją siebie. I nie bój się więcej! Bo, pamiętaj, jesteś przecież piękna!

Trening w miesiąc
To jest ten moment, w których chcę Ci przedstawić szybką redukcję tkanki tłuszczowej. Wyrobimy się w ten miesiąc, nie ma co odpuszczać! Sama znasz najlepiej swoją sylwetkę i największe „problemiki”, dlatego dokładny dobór treningu pozostawiam Tobie. Jak złożyć taki trening? O tym za chwilę. Pamiętaj jednak, żeby ćwiczyć jak najczęściej, ale pozostawiać sobie jeden dzień na odpoczynek. U mnie zawsze jest to środa. Decyzja należy do Ciebie.

Nie zapomnij jednak o odpowiedniej DIECIE! Wszystko o tym znajdziesz tu -> dieta cud <-. Pewnie słyszysz to co chwilę, ale… odpowiednia dieta to 70% Twojego sukcesu. Jedz zdrowo!

Miesięczne wyzwanie
Musimy skupić się na spalaniu. Dlatego pierwsza część treningu (po rozgrzewce!) to HIIT lub cardio. Druga – mięśnie. Jak dobrać? Zaproponuję Ci sześć treningów z części spalającej i po trzy z siłowych. Możesz wybrać jeden, kilka lub ćwiczyć po kolei każdego kolejnego dnia inny. Dla tych, którzy nie są zdecydowani, jaką partię mięśni chcą ćwiczyć, przygotowałam również kilka ogólnych treningów, które można włączyć zamiast pierwszej i drugiej części.

# CZĘŚĆ PIERWSZA – HIIT

  1. Millionaire Hoy
  2. Popsugar
  3. Body Project
  4. BeFit
  5. Jillian Michaels
  6. Shelly Dose

# CZĘŚĆ DRUGA
brzuch

  1. Alicia Marie
  2. GymRa
  3. Sarahs Day

nogi

  1. Rebecca Louise
  2. Lumowell
  3. Millionaire Hoy

boczki

  1. GymRa
  2. Popsugar
  3. Blogilates

tyłek

  1. Fitness Rich
  2. Womens Workout Channel
  3. Shape iT

# PEŁNE TRENINGI (całe ciało)

  1. Popsugar
  2. Codziennie fit
  3. Monika Kołakowska
  4. Millionaire Hoy
  5. HASfit
  6. GymRa

Na dobre zakończenie naszego wyzwania – 1000 kilokalorii 😉 Oczywiście, dla chętnych. I do wyboru jeden z proponowanych.

  1. Millionaire Hoy
  2. Fitness Blender
  3. FitForceFX

Nie zapomnij o ROZGRZEWCE i ROZCIĄGANIU! Rozgrzewka to NAJWAŻNIEJSZA CZĘŚĆ TRENINGU!

POWODZENIA! 🙂

PS Tak, naprawdę możesz to zrobić. Każdego dnia jeden trening HIIT, jeden (lub dwa) na konkretne partie ciała. A jeśli wolisz, to zamiast tego masz opcję pełnego treningu całego ciała. I jeszcze raz – tak, dasz radę! ;P

PPS Wyzwanie można potraktować jako standardowe treningi i korzystać z nich ZAWSZE, nie tylko przez miesiąc czy dwa 😉

Samoakceptacja

shutterstock_99170681

Słoik
Tak, tak, wiem. Dała jakieś łatki i plamki (artykuł o kompleksach), a teraz pisze o słoiku… wariatka. Ciekawych określeń ciąg dalszy, drodzy Fitnesowicze. Zapoznaję Was więc ze „słoikiem”. Wiecie, czym jest słoik, o którym będę pisać?

Wyobraźcie sobie, że macie 10 lat, Wasz umysł rozwinął się na tyle, by myśleć o tym, jak się wygląda. Słyszycie dookoła siebie ciche komentarze „ale ona jest gruba”, „co to w ogóle za ciuchy!”, a w domu: „ale zjedz jeszcze trochę”, „skupiaj się na nauce, a nie na wyglądzie”. Wy jesteście pośrodku tego wszystkiego, nie wiedząc, co z sobą dalej robić. Zostajecie wrzuceni do słoika, a aby się bronić, nakładacie na niego wieczko. Możecie krzyczeć, rzucać się, wiercić… Ale ewentualnie tylko przewrócicie swój słoik, a wtedy też nie będzie komfortowo. Jedyną drogą wyjścia jest odkręcenie wieczka…

Życie w zamknięciu
Będąc w zamknięciu, wcale nie zbieracie sił, jak się czasem może wydawać. To odcinanie się od problemu, który wciąż istnieje. Odkładacie go i odkładacie, aż w końcu staje się gigantyczny. Ludzie cały czas popychają Wasz słoik, kopią go, a Wy się w nim obijacie, zbierając bolesne siniaki. W pewnym momencie w słoiku zaczyna też brakować powietrza. Dusicie się, wszystko Was boli. Macie jedną możliwość przeżycia – otworzenie wieka albo czekanie, aż ktoś inny je otworzy.

im fine

(Nie)pomocna dłoń
Ludzie wokół Was, nawet jeśli widzą, że coś się dzieje, często wolą udawać, że nic nie zauważyli. Z drugiej strony również Wy, choć w głębi duszy wszystko krzyczy „pomóż mi, błagam!”, unikacie pomocy. Odwracacie się od tych, którzy wyciągają do Was pomocną dłoń i sami wolicie siedzieć cicho. Ludzie nie są w stanie Wam pomóc, jeśli sami na to nie pozwolicie. Tak to mniej więcej działa. Wyciągacie do innych rękę w długim rękawie, zakrywając tym samym wszystkie rany. Problem tkwi w tym, że sami te rany robicie, zamykając się w swoim słoiku, zakręcając wieko. Robicie i pozwalacie innym je robić. I po co?

awokado

Otwarty słoik
To już trochę lepsza sytuacja. Macie możliwość wyjścia, choć wciąż się tego boicie. Pojawia się poczucie wyobcowania, odrzucenia. Boicie się, że nie zostaniecie zaakceptowani przez innych. Przecież mogą powiedzieć, że jesteście grubi, że wszystko Wam nie wychodzi. Tak między nami – nikt nie ma wrodzonych większych czy mniejszych umiejętności osiągania sukcesu. Decydujecie o tym Wy sami. Tylko czy pozwolicie się wyciągnąć ze słoika lub sami z niego wyjdziecie…?

beautiful

Piękna czy nie?
Wystawiacie się na osąd publiczny i chcecie przypasować obecnie panującemu modelowi idealnego piękna. Jeszcze niedawno te ideały kreował świat mody, dziś kreuje je sport. Czy to znaczy, że tylko wysportowane dziewczyny i umięśnieni mężczyźni są bliscy ideałowi? Czy to w tym tkwi prawda? A co z osobami, które dążą do swojego celu, ale wciąż mają nadprogramowe kilogramy i z nimi walczą? Nie są piękne, a potem nagle się takie stają? To, że jest ktoś grubszy, ale walczy o szczupłą sylwetkę, nie znaczy, że dopóki jej nie osiągnie, ma się kisić w domu i czekać na odpowiedni moment!

Akceptacja siebie i innych
Nie zaakceptujecie w pełni drugiej osoby, jeśli nie będziecie akceptować siebie. Taka jest prawda. Nie chodzi o to, żeby kochać swoje ciało, ale żeby żyć z nim w zgodzie, bo jest swoje, własne i jedyne. Nie każda kobieta będzie mieć nogi jak Chodakowska, bo mamy różne figury. Spójrzcie na Blogilates – ma figurę gruszki i jej uda w górnej części nigdy nie będą proste jak od linijki, bo taką ma budowę miednicy. Ja na przykład mam podobny „problem”, gdyż mam figurę klepsydry. I wiecie co? Fajnie mieć taką figurę, nawet jeśli ciężko jest się pozbyć górnej części ud, nawet jeśli się styka. Dlaczego? Bo za to mam duże wcięcie w talii. Nie porównujcie się do innych fitnessek, nie dążcie do ich sylwetek, bo może się okazać, że różne budowy ciała to uniemożliwią, a wówczas można się zawieść.

Zaakceptujcie innych takimi, jakimi są. I akceptujcie siebie. Nie ma nic złego w tym, że każdy z nas ma inną sylwetkę, jedni są chudsi, inni grubsi, jedni mają kaloryfer, a inni wręcz nie chcą go mieć. Świat jest piękny, gdy jest różnorodny.

Nie zamykajcie się jednak w swoich słoikach, nie zakręcajcie wiek. I nie dajcie innym się się w niego wpędzić, ani nie twórzcie słoików dla ludzi wokół siebie. Pomagajmy sobie nawzajem, budujmy tę pewność siebie.

Gra na 5 palców
Grę wymyśliła Beata Pawlikowska, ja ją nieco zmodyfikowałam. Kiedy budzicie się rano, wystawcie przed siebie dłoń. Patrząc na każdy palec po kolei, „doczepiajcie” do niego te cechy, które są w Was dobre, dzięki którym jesteście piękni.
Do drugiej dłoni „doczepcie” te rzeczy, które zrobiliście dobrze dla innych lub dla siebie. Grajcie w to często. To ważna gra, która pomaga.

Na zakończenie mam dla Was małą grafikę, która podsumowuje cały ten post :).
porównanie

Atrakcyjna i piękna – jak taką być i dlaczego nie zależy to tylko od wyglądu?

Jest prawie pierwsza w nocy, a ja siedzę przykuta do laptopa i piszę dla Was ten post. Dlaczego nie odłożę tego na później? Bo wiem, że przyda się. Może dzisiaj. Może nawet wczoraj. To bardzo ważny post. Nie wiem, czy nie najważniejszy na Fitnesowni. Dlatego postaram się podejść do niego profesjonalnie i przejrzyście. Zależy mi na Waszym zrozumieniu.

O czym będzie ta nota? Tak, jak w tytule – o atrakcyjności. Powinnam chyba zacząć od wyjaśnienia tego terminu, prawda? Wiem, że nie wszyscy go poprawnie rozumieją.

 

Czym jest ATRAKCYJNOŚĆ?
To inaczej seksapil, swego rodzaju erotyczność. Wiąże się nie tylko z wyglądem ciała. Ma na to wpływ również zapach, głos, postawa czy też inteligencja. To sposób odbioru drugiej osoby, złudzenie wywoływane pewnymi cechami. Jak je wywołać? Cóż, o tym za chwilę.

Co czyni atrakcyjnym?
Przede wszystkim wygląd. Jednak nie jest to jedyna oraz wystarczająca cecha. Można być pięknym, ale nie atrakcyjnym. Można też być przeciętnym i bardzo atrakcyjnym. Jak to się dzieje?
Kojarzycie może wytworne panie z lat dwudziestych XX wieku? Zawsze potrafiły wyglądać niesamowicie. A przecież nie wszystkie były piękne. To samo się tyczy lat ’30, ’40, ’50 i ’60. Później coś jakby runęło. No, ale nic to. Mówimy o atrakcyjności ;).
Te panie robiły kilka rzeczy, które sprawiały, że wyglądały olśniewająco. Przede wszystkim trzeba umieć zaprezentować swoje zalety i nie być w tym nachalnym. Powiedzmy, że jakaś kobieta ma duży biust i jest to jej największy atut. Podkreśleniem będzie jasny kolor ubrania i lekko większy dekolt. Jednak kiedy taka pani włoży coś z dekoltem, z którego ten biust się wylewa, jest to nie tylko nachalne, ale już nieatrakcyjne.
A więc swego rodzaju pewność siebie i świadomość swojego ciała są pierwszym krokiem do atrakcyjności. Cóż jeszcze?
Zadbanie. Zadbany, nie niechlujny wygląd to olbrzymi plus. Utrzymanie czystości i jakiegoś ładu swojego ciała jest wielką zaletą, o której nie wolno zapominać.
Kolejna rzecz to, już abstrahując od wyglądu, psychika. Konkretne cechy mogą sprawić, że nasz rozmówca, partner czy po prostu napotkana osoba będzie miała na widoku atrakcyjność wywołaną przez intelekt.
Tak, właśnie INTELEKT! To, że potrafisz mówić o wielu rzeczach i masz przynajmniej ogólną wiedzę na tematy wszelakie daje Ci już wyższą pozycję. Tak samo jest z ciekawością świata. Jeśli jesteś zainteresowana tym, co Twój rozmówca mówi i starasz się to lepiej zrozumieć, niesamowicie plusujesz. Nie wiedziałaś? Wykorzystaj w działaniu ;).
Umiejętności. Tak, właśnie umiejętności. Im większej ilości rzeczy się chwytasz, tym jesteś ciekawszą i atrakcyjniejszą osobą. Ktoś Ci powiedział, że jesteś za stara na grę na instrumentach? Na to, żeby zrobić studia, które Cię interesują? Na naukę śpiewu czy trupę teatralną? Nie słuchaj tych osób. One podcinają Ci skrzydła. Dla przykładu podam własne doświadczenie, bo nie chcę, żebyś postrzegała mnie jako zwykłą trenerkę, która pisze dla pisania. Od wielu lat gram oraz uczę gry na pianinie. Żaden instrument nie ma limitu wiekowego. Jeśli coś takiego kiedyś słyszałyście, wyrzućcie to do śmieci natychmiast! Nie ma niczego, czego nie można by było spróbować i w późniejszym wieku. Języki? O, to jest to! Znajomość języków jest ogromnym atutem. Nic nie stracisz, możesz tylko zyskać – pamiętaj!
Tajemniczość. Tak, to jest cecha, którą w rzeczywistości wszyscy uwielbiamy. Im więcej zagadek jest w danej osobie, tym bardziej jest ona atrakcyjna. Wówczas pragniemy rozszyfrować każdy sekret. Taka już natura ludzka ;).
Podsumowując, na atrakcyjność składa się:

  • wygląd,
  • pewność siebie,
  • świadomość swojego ciała,
  • zadbanie,
  • inteligencja,
  • umiejętności,
  • tajemniczość.

Jak być ATRAKCYJNĄ?
Wszystko zaczyna się w umyśle. Tam są wszystkie nasze bariery – od nieśmiałości po nienawiść. Wiesz, co Cię hamuje? Ok, wyliczę. Nieśmiałość, brak akceptacji siebie, subiektywizm, złość na siebie i innych, nienawiść do siebie i świata. Wystarczy? Chyba tak.
Jak pokonać bariery? Mam dla Ciebie ćwiczenie. Rozbierz się do bielizny i stań przed lustrem. Zanalizuj siebie od góry w dół. Powiedz samej sobie, co widzisz. A potem postaraj się spojrzeć na siebie jak inna osoba. Popatrz tak, jakbyś oceniała kogoś innego. Wymień wszystkie zalety, wszystkie atuty. I zapisz je. Może są to oczy? Może cycki, brzuch, nogi? Może gęste włosy albo ładny nos? Wymień wszystko, co możesz. Dopisz do tego, co jest w porządku. Co jest takie, że jesteś wystarczająco usatysfakcjonowana.
A potem spójrz nie na wady, ale na to, co trzeba poprawić. Może chcesz trochę ujędrnić pośladki albo schudnąć? Może chcesz pozbyć się cellulitu lub trądziku?
Potem usiądź i pomyśl tylko o sobie. O tym, że jesteś piękna. Wiesz dlaczego? Bo podjęłaś się tego zadania. Mało tego! To, że czytasz ten post jest już wielkim krokiem naprzód. Uwierz w siebie! Jesteś niesamowita! Kto, jak nie Ty, stanie się teraz atrakcyjną kobietą? Pewną siebie i bez kompleksów? Masz w sobie wielką siłę. Tak, wiem to. Chcę, żebyś i Ty wiedziała. Stać Cię na wszystko. I zrobisz wszystko, co chcesz. Tutaj zaczyna się Twoje nowe życie. Weź mnie za rękę i chodź w tę dobrą stronę. Pamiętaj, ważne jest to, żeby się nie poddawać. Ale Ty jesteś silna i się nie poddasz. Wiem to. Piękno i atrakcyjność są w Tobie. Tylko musisz sama je dostrzec.
Zajrzyj wgłąb siebie. Tak, jesteś atrakcyjna. Masz wiele zalet. Postaraj się je podkreślić.
Wiesz, co sprawi, że będziesz jeszcze bardziej wyjątkowa? Pewność siebie! Nie bój się. Już nigdy więcej nie ukrywaj się w cieniu innych. Jesteś piękna!

UWIERZ W SIEBIE!
Tak! To właśnie wiara w siebie i w swoje możliwości daje Ci ogromną siłę. Wiesz, co chcę Ci przekazać na początek? Nawet jak podupadniesz, nawet, jeśli przestaniesz choć na chwilę w siebie wierzyć, pamiętaj, że ja w Ciebie wierzę. A za Fitnesownią, za Sofią kryje się prawdziwa osoba, która trzyma za Ciebie kciuki i pragnie Twojego szczęścia. Chcę, żebyś potrafiła dostrzec w sobie to, co ja w Tobie widzę. Twierdzisz, że Cię przecież nie znam. Mylisz się. Znam Cię. Jesteś kobietą, która jakimś trafem znalazła się na moim blogu i przegląda post o atrakcyjności. Mało tego! Jesteś już w tym momencie tekstu. To znaczy, że jednak Cię zainteresował. To znaczy też, że interesuje Cię moje paplanie o atrakcyjności. Cieszę się, że Cię tu „widzę”. Miło mi z tego powodu. I nie uciekaj. Zostań z Fitnesownią dłużej. Chcę Cię motywować do działania. Jestem też na fb. Tam mnie możesz spotkać codziennie. Możesz napisać, jeśli potrzebujesz rady czy chcesz się czymś ze mną podzielić. Nigdzie nie uciekam.
I tak, wierzę w Ciebie. Bo to właśnie Tobie się uda! Wiem, że dasz radę!

 

To tyle. Polecam Ci również książkę Beaty Pawlikowskiej „Moja Dieta Cud”. Przyda Ci się.
Zapewne jeszcze kiedyś rozszerzę temat atrakcyjności. Na pewno pojawi się tu większy wpis. Jednak jest już 02.05. A ja chcę spać ;).
Cieszę się, że jesteś tu, na Fitnesowni. Przychodź tu częściej.
Do zobaczenia!