SUKCES – jak naprawdę go osiągnąć?

Właśnie skończyłam naprawdę wymagający trening i usiadłam tutaj, przy Tobie, bo chcę Ci coś przekazać. Nie będę teraz nadawać o tym, jak masz wykonywać konkretne ćwiczenia, co masz jeść czy też jak wyglądać. Są sprawy ważniejsze.

SUKCES
Tak. Sukces zapisany wielkimi literami. Lubimy o nim mówić, stawiać sobie cele, osiągać. Jesteśmy pod tym względem bardzo podobni do Amerykanów. Dążymy. Cały czas. Byle naprzód. Byle pędzić. Byle zdobyć. Byle się rozwijać. Byle umieć. Byle-praca, byle-coaching, byle-kasa, byle-życie. A gdzie czas na oddech? I gdzie ten sukces? Ucieka? Dostał nóżek? Jest coraz dalej? Jak to się dzieje, co?

A co, jak już osiągniesz ten sukces? I czym on w ogóle jest?

Zadawałeś sobie kiedyś takie pytania? Nie? Może teraz powinieneś. Może należysz do tych, którzy ślepo dążą za hasłem, jakimś tabu, które w rzeczywistości nie istnieje? A może siedzisz w grupie, która przygląda się temu hasłu, ale nadal woli tylko siedzieć i się przyglądać? Która opcja jest lepsza?

Prawdziwy sukces
Co nim jest? Wykształcenie? Praca? Pieniądze? Nawet, jeśli tak Ci się wydaje, to uwierz mi – to tylko złudzenie. To wszystko może być pewnym celem, owszem. Jednak sukces jest wtedy, gdy potrafisz się do tego wszystkiego uśmiechnąć, podziękować sobie i innym za to, że znalazłeś się w tym, a nie innym miejscu. Sukces to też pewnego rodzaju umiejętność dostrzegania. Co Ci po „sukcesie”, w którym zostajesz szefem korporacji, ale popełniasz błędy poprzednika? Taki awans będzie sukcesem, kiedy spełnisz się w tej roli, czy tak?

Stawiaj kroki. Rozglądaj się. Oddychaj. I dziękuj. Nie tylko proś i zdobywaj. Dziękuj. I może zauważ, że sukcesem jest dostrzeganie i samo to dążenie, stawanie się lepszym. A nie konkretne osiągnięcie. Sukces (jakoś nie lubię tego słowa) to proces, a nie stała.

„Życie jest dla żywych, mój drogi. Nie zmieniaj tego. Zacznij żyć”. To prawdopodobnie słowa Johnny’ego Deppa. Grunt, że prawdziwe ;).

Słoiczek szczęścia
Jakiś czas temu powstała idea robienia słoiczków szczęścia. O co chodzi? Codziennie trzeba znaleźć jedną rzecz, która była szczęśliwa w ciągu danego dnia, wypisać ją na karteczce i wrzucić do swojego słoiczka. Otwiera się go po roku i czyta te wszystkie „małe szczęścia”.

Prawdziwym celem nie jest czytanie tego, zbieranie samo w sobie, dążenie. Tak naprawdę uczymy się w ten sposób radości, zaczynamy się cieszyć z małych rzeczy. Znajdujemy w życiu te nasze „małe szczęścia” już odruchowo, tworząc naprawdę szczęśliwe życie, wprowadzając radość w życie innych. Optymizm jest fajny! Pozwól mu się odnaleźć ;).

Dąż i zmieniaj się. Bo czemu nie? 😀

Nie bój się!
Bo po co? O tylu rzeczach mówisz, że są bez sensu, a tak naprawdę sam robisz wiele rzeczy bez sensu. Wydaje Ci się, że jak o coś zapytasz, to wyjdziesz na idiotę, że gdy powiesz coś otwarcie, wezmą Cię za głupca, że gdy wystąpisz publicznie, wyśmieją cię… Jeszcze raz – po co? Pomyśl o tej drugiej stronie. Jak byś Ty zareagował, gdyby to, co Ty chcesz zrobić, zrobił ktoś inny. Wytknąłbyś palcem? Zwyzywałbyś? Wyśmiał? Pomyśl o tym. Oceniaj się z zewnątrz, obiektywnie. Bo te wszystkie hejty, które zamieniają się w kompleksy, w większości powodujesz sam.

Nie hejtuj się. Kochaj. Nie bój się. Wyjdź z ukrycia!

Dobro wraca. Zło też.

„Generalnie (…) wyznaję zasadę, że to, co dajesz innym, prędzej czy później do ciebie wróci. Jeżeli człowiek podstawi komuś nogę, to po jakimś czasie zły uczynek zemści się na nim w ten czy inny sposób. I odwrotnie: dobry uczynek procentuje. Tego uczę swoje dzieci: jeśli zrobisz coś dobrego, to będzie dobrze. Jeśli zrobisz coś złego, to będzie źle”.
Teraz to już na pewno Depp ;).

Jest taka fajna zasada – nie rób drugiemu, co Tobie niemiłe. Absolutna prawda. A wiesz, jaką frajdę sprawia czynienie dobra? Otóż powiem Ci jedno – pomagaj bezinteresownie. Serio. Gdy ktoś prosi Cię o pomoc, po prostu pomóż. Kiedy ktoś coś upuści, podnieś. Gdy ktoś marznie, okryj go. Gdy potrzebuje wsparcia, wesprzyj. To nie jest trudne, serio. Ale z lenistwa często tego nie robimy. Przechodzimy obok, odwracając spojrzenie.

Gwarantuję Ci, że jeśli chodzi o prawdziwe dobro, to otrzymasz go tyle samo, ile dałeś. Może więc warto się tym zająć, co?

Krytyka
Dlaczego bez przerwy się oceniasz? Dlaczego starasz się być KIMŚ? Bądź najlepszą wersją siebie, a nie kimś innym. Zdjęcie powyżej ma być metaforą sztucznych poprawek, gdyby ktoś chciał się przyczepić. Nie zmieniaj się w wyidealizowanego kogoś, skoro nim nie jesteś. Dąż. Stawiaj sobie cele. Ale też żyj. I kochaj się. Akceptuj! Myślisz, że umiesz prawdziwie i bezinteresownie, w pełni kochać kogoś, kiedy sam siebie nie kochasz? Myślisz, ze potrafisz akceptować w całej okazałości drugą osobę, skoro samego siebie nie akceptujesz? Mylisz się!

To, co odczuwasz, to podziw i zauroczenie. Więc otwórz oczy, przejrzyj wreszcie! Widzisz? Widzisz tę osobę w lustrze? To Ty! Nikt inny! Masz jedno ciało. Jedno życie. Skorzystaj z tego. Zadbaj o to! Bądź sobą, nikim więcej. Jesteś człowiekiem, a nie maszyną do robienia ideału. Spójrz sobie w oczy. I dostrzeż wreszcie, że jest tam ktoś, kto Cię potrzebuje. Że jest tam prawdziwa osoba, która pragnie Twojej uwagi, Twojej miłości. Żal Ci innych? Spójrz najpierw na siebie. Zacznij od siebie.

Droga
Tu nie wklejam grafiki. Takowa jest na początku artykułu, jeśli potrzebujesz wizualizacji. Chciałam Ci tylko powiedzieć, że idziesz jedną drogą, którą sam sobie tworzysz. Dąż. Kochaj. Bądź. I idź. Tyle Ci dziś przekazuję. Żebyś był. Żebyś kochał. Żebyś dążył i dostrzegał. Mierz swój sukces drogą, po której stąpasz, nie opinią z pobocznych ścieżek. I stawiaj pewne kroki. Patrz sobie w oczy. I pamiętaj, co jest w życiu naprawdę ważne.

Oddychaj. I żyj.

Anna Lewandowska – karateka i nie tylko

Lewandowska

Kiedy pojawiła się u boku Roberta Lewandowskiego, wszyscy zastanawiali się, kim jest. Później, gdy już wszyscy omówili temat ich ślubu, a ona rozkręcała swoją własną karierę, ludzie zaczęli mówić, że żeruje na nazwisku. Teraz raczej ma więcej fanów niż hejterów, a jej treningi podbijają serca Polek… i Polaków :). Czy faktycznie jest rywalką Ewy Chodakowskiej i robi to wszystko dla kasy? A może jednak sport naprawdę jest jej stylem życia i robi to z pasji? Kim więc jest Ania Lewandowska?

Ania Stachurska
Tradycyjnie i nudno zaczynając – urodziła się 7 września 1988 roku w Łodzi. Gdy była jeszcze małą dziewczynką, rodzice zaprowadzili ją na zajęcia baletu. To jej się nie spodobało. Szybko wybrała karate (po zdobyciu złota przez jej kuzynkę), gdzie zaczęła osiągać sukcesy. W 2007 roku podczas seminarium integracyjnego poznała Roberta. Mieli treningi niedaleko siebie, więc często razem z nich wracali. Anna sama śmieje się, że kiedy Lewandowski powiedział jej, że jest piłkarzem, pomyślała „picuś-glancuś, egoista” i niechętnie dała mu swój numer.

LEWAiLEWY
Robert i karate
Stachurska i Lewandowski zostali parą. On szedł naprzód ze swoją karierą piłkarza, ona zdobywała medale w karate. Skończyła studia w warszawskiej AWF, zdobyła certyfikat TRX, Insanity oraz u Jillian Michaels (WOW!). Na swoim koncie ma 38 medali – Mistrzostw Polski, Europy i Świata oraz tytuł Mistrzyni Świata w kumite drużynowym. Od 2007 reprezentuje Polskę w karate tradycyjnym. Jest zawodniczką Karate Klub Pruszków, ma 2 DAN (czyli lepiej nie wchodzić tej pani w drogę).

Karate jest nie tylko sportem, lecz także sztuką walki i pewną ideą, nauką życiową. Uczy szacunku dla innych, pokory. Zaczynamy od ukłonu do przeciwnika, oznaki uznania i szacunku do tego, co robimy. Odpowiednio musimy traktować ubiór, czyli kimono. W określony sposób je wieszamy, zawsze musi być czyste, a my wyglądać schludnie. Pewne zasady przekładam na życie codzienne, jak choćby punktualność, mobilizację, dążenie do założonych sobie celów. Samo karate ma wiele odmian. Ja preferuję kumite, czyli walkę z przeciwnikiem.
Tak powiedziała Anna o karate.

Robert od czasu do czasu przychodził popatrzyć na swoją dziewczynę, kiedy trenowała, ale, jak sama Ania mówi, nie mógł przeboleć widoku łamania nosa swojej ukochanej. Ona też wpadała do niego, aby przyjrzeć się grze w piłkę nożną. Zdarzało się, że zawody mieli w tym samym czasie. Była sytuacja, kiedy Robert miał mecz Polska-Czechy, a Ania walczyła na Mistrzostwach Świata. Po meczu Lewy zadzwonił do swojej dziewczyny z pytaniem „jak poszło?”. Wówczas zdobyła brąz, a polska reprezentacja w piłce nożnej wygrała. To zdecydowanie para zwycięzców.

W 2013 roku wzięli ślub, o czym było niesamowicie głośno w mediach. W końcu to najsławniejszy polski piłkarz i jego tajemnicza (jeszcze wtedy) żona.

Blog i Healthy Team
Ania założyła blog Healthy Plan by Ann. Pojawiają się na nim wpisy dotyczące zdrowego stylu życia, treningów, wiele ciekawych porad trenerskich i dietetycznych. Trenerka przyznaje, że kiedyś nie potrafiła gotować. Kiedy po raz pierwszy miała przygotować obiad dla Roberta, szybko kupiła coś z baru mlecznego (przyznała się jemu po dwóch latach). Szybko jednak załapała, o co w tym chodzi i teraz wymyśla własne, zdrowe i ciekawe, przepisy, które również można znaleźć na HPBA.

Powstał także Healthy Team. Należą do niego zarówno specjaliści, jak też zwykli fani fitnessu. Jak to działa? Anna utworzyła Healthy Team z trenerów (Katrin Kargbo, Jakub Głąb, Henryk Pepliński, Edyta Litwiniuk, Artur Żółkiewicz), fizjoterapeuty (Damian Pawlik), specjalisty do spraw żywienia człowieka i suplementacji diety (Jacek Kucharski), specjalistki do spraw marketingu i organizacji wydarzeń (Aleksandra Dec) oraz dietetyka (Łukasz Sieńczewski). Pojawiało się jednak coraz więcej osób, które chciały trenować z Anią, szczególnie po wydaniu Karate cardio. Ludzie pytali ją o możliwość dołączenia do Healthy Teamu. Stąd też powstało wydarzenie na fb, zrzeszające całą „powszechną” część Healthy Teamu. Jak więc do tego dołączyć?

Jeśli cenisz nasze zasady zdrowego życia, lubisz ruch i pozytywne nastawienie do siebie i innych – jesteś w Healthy Teamie!
To cytat z bloga Ani – odpowiedź na tysiące pytań „co zrobić, żeby być w Healthy Teamie?”.

Karate cardio
Lewandowska nagrała kilka autorskich programów, w tym Karate cardio i Karate cardio military. To świetne treningi, dzięki którym można spalić zbędny tłuszczyk, a także wzmocnić mięśnie. To treningi cardio z użyciem siły, czyli miks tego, co najlepsze :). Gwarantowany sukces!

Lewalewalewa

Lewa na co dzień
Wszyscy, którzy ją poznali, twierdzą, że to najbardziej energiczna kobieta na świecie. Zawsze pełna optymizmu i z dobrym słowem dla innych. To widać już na jej blogu oraz fanpage’u. Świetnie motywuje, uczy innych, jak cieszyć się życiem. I o to właśnie chodzi, no nie?

Mieszka z mężem w Monachium, ale, jak sama przyznaje, ciągiem udaje jej się być w domu maksymalnie tydzień. Co chwilę lata do Polski, dwa razy do roku organizuje obozy dla Healthy Teamu, trenuje karate, prowadzi szkolenia i pojedyncze wielkie treningi. Co robi w wolnych chwilach? Czyta. Uwielbia czytać i się dokształcać. Nigdy nie ma dość.

Kiedy wyjeżdża dla relaksu, nie umie się oderwać od kolejnych projektów. Robert wyłącza komórkę, Internet i odpoczywa, a ona gdzieś po kryjomu zawsze dorwie się do swojej pracy.

Razem z mężem działa charytatywnie, zbierając pieniądze na chore i potrzebujące dzieci. Fundusze, które udaje jej się uzbierać na prowadzonych treningach, przeznacza właśnie na ten cel.

 

Teraz chyba możemy sobie odpowiedzieć na pytania ze wstępu. To na pewno bardzo pracowita kobieta, pełna uśmiechu, z ogromną pasją do sportu i absolutnie zakochana w swoim mężu. Nic dodać, nic ująć. Taka właśnie jest Anna. A to, że hejterzy i tak uznają, że wypromowała się na nazwisku Roberta, że robi to dla kasy, jest nic nie warte. Wiemy, jak sytuacja wygląda i tego się trzymajmy!

A teraz marsz po płytę Ani i na trening :D.