Być sobą, być kimś – pewność siebie, kompleksy i własne ego

Sesja trwająca w praktyce niemal dwa miesiące, nauka, studia… tak, takie mam wytłumaczenie na brak artykułów przez trzy miesiące. 😐 A tak zanim przejdę do tematu, serdecznie wszystkim polecam film „The Greatest Showman”, bo jest absolutnie zachwycający! Przez ostatni czas miałam sporo różnych przemyśleń, rozmów z wieloma ludźmi. Pomyślałam, że podzielę się nimi z Wami, że chyba warto.

Szare okulary
Wiele razy słyszę, że nie rozumiem sytuacji drugiej osoby. „Ty tego i tak nie zrozumiesz, bo dla ciebie świat jest cały różowy”. No, jest, ale jakoś musiałam znaleźć odpowiedni rozmiar różowych okularów. Chcę przez to powiedzieć, że mnóstwo osób widzi tylko koniec własnego nosa, dzieląc świat na siebie i resztę. Każdy ma swoje problemy i wymaga zrozumienia, ale jednocześnie rzuca takie słowa: „nie zrozumiesz mnie, bo nie przechodziłeś tego samego”. Skoro uważa się siebie za jedynego posiadacza problemu, czy powinno się szukać osoby, która zrozumie go podług wyżej wymienionej myśli? To się chyba wyklucza, nie?

Ja wiem, brzmi to jak bulwers. Ale przyjrzyjmy się tematowi z bliska. Znacie kogoś, kto by powiedział, że nie ma żadnego kompleksu? Takich osób jest naprawdę niewiele. Wyrastamy w jakichś konkretnych normach społecznych, czujemy narzucane tempo, modę, wymogi dotyczące zachowania i wyglądu. I w niejednym człowieku rodzi się bunt. „Hej! To jest szaleństwo! Chcę być po prostu sobą, okej?”. A kto powiedział, że nie możesz?

No, sumienie tak powiedziało. Kompleksy tak powiedziały. Brak samoakceptacji i pewności siebie. A co z tym zrobić? Co, jeśli nie chcę wpasowywać się w schematy, ale wkurza mnie, że mimo wszystko się nie wpasowuję? Dysonans czy co? Pójdźmy tym tropem. Ileż jest osób, które chcą wyglądać jakoś, ale z różnych powodów to im nie wychodzi. Najłatwiej jest wtedy się poddać, zracjonalizować to na zasadzie „a, taka już jestem i co z tego” albo właśnie się zbuntować „nie będę wchodzić w te schematy, bo chcę być sobą! I będę o tym głośno mówić, choć tak naprawdę chciałabym się wpasować”.

Kogo (p)oszukujemy?
Dążymy do akceptacji w społeczeństwie, chcemy należeć do grup. To absolutnie normalne. Mówiłam o schematach, więc przytoczmy sobie schemat „idealnej” kobiety ostatnich lat. Szczupła, długie włosy, cycki, tyłek, talia osy, długie nogi, lekko umięśniona sylwetka. Wiele kobiet zatrzyma się już przy pierwszej cesze. SZCZUPŁA. Dlaczego to nas tak kłuje?

Z psychologicznej, biologicznej strony wygląda to następująco. Mężczyźni najczęściej nieświadomie szukają kobiet, które będą zdolne powielić ich doskonałe geny (nie zakłócając ich doskonałości), a także kojarzą się z luksusem i zdrowiem. Dawniej o zdrowiu niewiasty świadczyła pulchność, tak samo jak o luksusie wyraźny stopień „najedzenia”. Dzisiaj tego samego rodzaju luksusem i jednocześnie oznaką zdrowia jest bycie wysportowanym (posiadanie pieniędzy i czasu na dbanie o sylwetkę), a także wyraźnie wypielęgnowana twarz, dłonie etc. Nic dziwnego, że dziewczyny z doskonałą figurą, zadbane i po różnych zabiegach kosmetycznych będą tutaj na celowniku.

Partnerzy dobierają się również na równym poziomie własnej atrakcyjności. O co tu chodzi? Zróbmy taką okrutną i niemoralną skalę od 1 do 5, oceniającą poziom atrakcyjności. Dajmy na to, że facet jest czwórką. Będzie wówczas szukać czwórki jako partnerki/partnera. Przy piątce może czuć się zagrożony, niepewny, ze zostawi go dla równego sobie. Oczywiście to działa w obie strony. Ale co, jeśli taki facet na poziomie 4 ma zaniżoną samoakceptację i nie jest pewny siebie? Nie będzie celować w czwórki, ale niżej, żeby mógł czuć się pewnie w danym związku. A jeśli jest tak pewny swojej niesamowitości, że ocenia się na 5? Szerokiej drogi, powodzenia w życiu i piona, stary! Bez cienia sarkazmu. Z większą pewnością siebie zawsze jest łatwiej ;).

Szczupła czyli perfekcyjna
Niby nikt nie mówi „weź schudnij”, niby nic się nie dzieje, a jednak dziwne uczucie takiego wymogu siedzi z tyłu głowy. A może to nie tylko wina ogólnego modelu aktualnego piękna? Może sami też jesteśmy sobie winni? Niedawno wszedł do kin bardzo luźny film „Jestem taka piękna”. Nie powiem, nie był zachwycający, ale pokazywał jednak coś, co jest chyba dość ważne. Czasem trzeba się mocno rąbnąć w łeb, żeby siebie docenić. W skrócie i bez zbytnich spojlerów – filmowa Renee ma spore kompleksy z powodu swojego wyglądu. Ma nie takie włosy, nie taką twarz, nie taki rozmiar… odstaje od modelek, które pracują tam, gdzie sięgają jej największe marzenia. Przeżywa (nie)szczęśliwy upadek i nagle widzi siebie w zupełnie inny sposób. Jest piękna! Uważa się za idealną, bez kompleksów. Zdobywa mężczyznę, dostaje się do wymarzonej pracy, emanuje pewnością siebie. No dobra, będzie spojler. Wszystko się kończy w pewnym momencie. Jej postrzeganie wraca do poprzedniego stanu i dopiero na zdjęciach zauważa, że przecież przez cały czas wyglądała tak samo. Więc co się w zasadzie stało? Odważyła się, doceniła siebie i zdobyła pewność.

Brzmi banalnie, co? Ale poniekąd tak to jest. Uwaga, powiem to tutaj zarówno jako psycholog, jak i trener – NIE MUSISZ BYĆ SZCZUPŁA! Szok. Jak to nie muszę? Ano tak. Po prostu. Dużo więcej daje pewność siebie, samoakceptacja. Ja wiem, czasem ciężko zaakceptować to, czym różnimy się od innych. Czasem trudno jest mieć na to wszystko wylane. Powiem Ci tak – rób tak, żeby CZUĆ SIĘ piękną. Żeby czuć się dobrze. Powiesz: „Ale chwila, chwila. A jak chcę kogoś poderwać? Jeśli tego mi w życiu brakuje, a napisałaś, że szczupłe mają większą szansę?”. Przyjrzyj się lepiej temu, co napisałam wyżej. Szukając partnerów, nie będziemy czuć się zupełnie komfortowo przy kimś, kogo oceniamy lepiej niż siebie. Prędzej czy później przyjdą wątpliwości, podejrzenia… chyba że to ta osoba spowoduje, że bardziej docenimy siebie. Hej! Nie tylko „piątki” z naszej skali są w związkach! A poza tym, wracając znów do doboru partnera, wiele zależy od tego, jak sami się oceniamy. Od pewności siebie, od tego, co pokazujemy swoją osobą.

No to co? Zgodzisz się chyba, że nie musisz walczyć o bycie szczupłą, jeśli to nie jest Twój cel. Walcz o to, by być najlepszą wersją siebie.

Ale chwila… czyli kim?

BYĆ KIMŚ
Co to właściwie znaczy. Słyszy się to przez całe życie. Każdy chce „być kimś”. Czyli… kim? Drugą Beyoncé, Ewą Chodakowską, Johnnym Deppem? Rekinem biznesu, gwiazdą z okładki, znaną trenerką? Idąc tym tropem, będziesz nikim, jeśli będziesz chciał(a) osiągnąć coś na siłę. A gdzie pasja? Gdzie realizacja własnych zainteresowań?

Każdy z nas musi przejść własną drogę, by dojść do jakiegoś celu. I każda z tych dróg kształtuje człowieka, daje mu kolejne cechy, kolejne role. Czy więc na koniec możemy być kimkolwiek innym, jak po prostu sobą? Czy to nie jest to „bycie kimś”, po prostu byciem sobą? Postać, którą tworzymy przez całe życie, będzie kiedyś kimś. Będzie tą osobą, którą spotkamy na końcu.

Żeby być kimś, musisz być sobą. Po prostu. Idź za marzeniami, choć może być to czasem ryzykowne. Odwagi! Sama muszę to sobie powtarzać nawet kilka razy dziennie. Realizacja celów czasem jest cholernie trudna, trzeba wychodzić poza swoje ograniczenia, stawać twarzą w twarz z nowymi wyzwaniami. I znów – nie jesteś w tym sam(a). Hej, mam to samo! To samo ma każda osoba, która chce cokolwiek osiągnąć! Widzisz? To tak, jak z tymi kompleksami. W naszej epoce ego zapominamy o tym, że ludzie wokół nas mogą mieć bardzo podobne zmartwienia i im też należy się uwaga i zrozumienie. Każdy z nas chce być kimś, pamiętaj o tym.

Dlaczego o tym w ogóle mówię?
Widzisz, wszyscy wokół na coś narzekają. Normalna rzecz. Ale chodzi mi o ich głębokie kompleksy. I obserwuję, jak osoba, której głównym problemem na tym podłożu jest na przykład mały biust, użala się nad tym, mówiąc osobie, która załóżmy ma tak samo mocny kompleks z powodu swojej wagi, „nie rozumiesz, co czuję, nie masz tego, co ja. Ty jesteś piękna, nie masz na co narzekać”. Sorry, ale mi to brzmi na hipokryzję. Obie osoby uważają się nawzajem za piękne, bo nie dostrzegają w tej drugiej własnego kompleksu. Dziwne? Wcale nie. Codzienne, normalne i powodujące kłótnie oraz brak zrozumienia.

Wracając do początku, mówią mi, że noszę różowe okulary. Owszem. I wiesz co? Mam coś w rodzaju fotoalergii czy czegoś tam. Jak tylko zaczyna się sezon na szorty, moje nogi są pokryte ranami, plamami i pęcherzykami. Ja wiem, fuj, ble, okropność, jak mogę o tym pisać. Często noszę długie spódnice ze względu na słońce właśnie, ale też na innych ludzi, którzy mogą nie chcieć tego oglądać. Ale czy zawsze jestem tak myśląca o reakcjach innych? Nie. Mam wylane. Taka jestem i trudno, może uda mi się to jakoś wyleczyć, tę alergię. Tymczasem nie boję się włożyć szortów czy krótkich sukienek. Bo jestem pewna siebie i nie będę uznawać czegoś takiego za kompleks.

Blogilates ostatnio wstawiła na IG zdjęcie w krótkim topie i zaznaczyła w opisie, że to dla niej duży przełom, bo nigdy nie pokazuje górnej części brzucha, bo dziwnie się z tym czuje. Brawa dla niej! Przełamuje się, zwalcza brak akceptacji dla swojego ciała. Ja też nie jestem idealna. Często odpuszczam sobie wstawianie gdziekolwiek zdjęć, które będą pokazywać mój brzuch czy uda. Bo cały czas nie są takie, jakie chcę, żeby były. Ale może to tylko moja opinia? Może nie powinnam się tego tak obawiać?

Siedzimy w tym razem. Odrzućmy te głupie kompleksy, zauważajmy problemy innych, nie zamykajmy się na czubku własnego nosa. To wydaje mi się ważne, mam nadzieję, że Wam również.

Bądźmy sobą. Bądźmy kimś.

Tego Wam i sobie życzę,

S.M.

Zapraszam również do poczytania o SAMOAKCEPTACJI, KOMPLEKSACH, ATRAKCYJNOŚCI i SUKCESIE.

SUKCES – jak naprawdę go osiągnąć?

Właśnie skończyłam naprawdę wymagający trening i usiadłam tutaj, przy Tobie, bo chcę Ci coś przekazać. Nie będę teraz nadawać o tym, jak masz wykonywać konkretne ćwiczenia, co masz jeść czy też jak wyglądać. Są sprawy ważniejsze.

SUKCES
Tak. Sukces zapisany wielkimi literami. Lubimy o nim mówić, stawiać sobie cele, osiągać. Jesteśmy pod tym względem bardzo podobni do Amerykanów. Dążymy. Cały czas. Byle naprzód. Byle pędzić. Byle zdobyć. Byle się rozwijać. Byle umieć. Byle-praca, byle-coaching, byle-kasa, byle-życie. A gdzie czas na oddech? I gdzie ten sukces? Ucieka? Dostał nóżek? Jest coraz dalej? Jak to się dzieje, co?

A co, jak już osiągniesz ten sukces? I czym on w ogóle jest?

Zadawałeś sobie kiedyś takie pytania? Nie? Może teraz powinieneś. Może należysz do tych, którzy ślepo dążą za hasłem, jakimś tabu, które w rzeczywistości nie istnieje? A może siedzisz w grupie, która przygląda się temu hasłu, ale nadal woli tylko siedzieć i się przyglądać? Która opcja jest lepsza?

Prawdziwy sukces
Co nim jest? Wykształcenie? Praca? Pieniądze? Nawet, jeśli tak Ci się wydaje, to uwierz mi – to tylko złudzenie. To wszystko może być pewnym celem, owszem. Jednak sukces jest wtedy, gdy potrafisz się do tego wszystkiego uśmiechnąć, podziękować sobie i innym za to, że znalazłeś się w tym, a nie innym miejscu. Sukces to też pewnego rodzaju umiejętność dostrzegania. Co Ci po „sukcesie”, w którym zostajesz szefem korporacji, ale popełniasz błędy poprzednika? Taki awans będzie sukcesem, kiedy spełnisz się w tej roli, czy tak?

Stawiaj kroki. Rozglądaj się. Oddychaj. I dziękuj. Nie tylko proś i zdobywaj. Dziękuj. I może zauważ, że sukcesem jest dostrzeganie i samo to dążenie, stawanie się lepszym. A nie konkretne osiągnięcie. Sukces (jakoś nie lubię tego słowa) to proces, a nie stała.

„Życie jest dla żywych, mój drogi. Nie zmieniaj tego. Zacznij żyć”. To prawdopodobnie słowa Johnny’ego Deppa. Grunt, że prawdziwe ;).

Słoiczek szczęścia
Jakiś czas temu powstała idea robienia słoiczków szczęścia. O co chodzi? Codziennie trzeba znaleźć jedną rzecz, która była szczęśliwa w ciągu danego dnia, wypisać ją na karteczce i wrzucić do swojego słoiczka. Otwiera się go po roku i czyta te wszystkie „małe szczęścia”.

Prawdziwym celem nie jest czytanie tego, zbieranie samo w sobie, dążenie. Tak naprawdę uczymy się w ten sposób radości, zaczynamy się cieszyć z małych rzeczy. Znajdujemy w życiu te nasze „małe szczęścia” już odruchowo, tworząc naprawdę szczęśliwe życie, wprowadzając radość w życie innych. Optymizm jest fajny! Pozwól mu się odnaleźć ;).

Dąż i zmieniaj się. Bo czemu nie? 😀

Nie bój się!
Bo po co? O tylu rzeczach mówisz, że są bez sensu, a tak naprawdę sam robisz wiele rzeczy bez sensu. Wydaje Ci się, że jak o coś zapytasz, to wyjdziesz na idiotę, że gdy powiesz coś otwarcie, wezmą Cię za głupca, że gdy wystąpisz publicznie, wyśmieją cię… Jeszcze raz – po co? Pomyśl o tej drugiej stronie. Jak byś Ty zareagował, gdyby to, co Ty chcesz zrobić, zrobił ktoś inny. Wytknąłbyś palcem? Zwyzywałbyś? Wyśmiał? Pomyśl o tym. Oceniaj się z zewnątrz, obiektywnie. Bo te wszystkie hejty, które zamieniają się w kompleksy, w większości powodujesz sam.

Nie hejtuj się. Kochaj. Nie bój się. Wyjdź z ukrycia!

Dobro wraca. Zło też.

„Generalnie (…) wyznaję zasadę, że to, co dajesz innym, prędzej czy później do ciebie wróci. Jeżeli człowiek podstawi komuś nogę, to po jakimś czasie zły uczynek zemści się na nim w ten czy inny sposób. I odwrotnie: dobry uczynek procentuje. Tego uczę swoje dzieci: jeśli zrobisz coś dobrego, to będzie dobrze. Jeśli zrobisz coś złego, to będzie źle”.
Teraz to już na pewno Depp ;).

Jest taka fajna zasada – nie rób drugiemu, co Tobie niemiłe. Absolutna prawda. A wiesz, jaką frajdę sprawia czynienie dobra? Otóż powiem Ci jedno – pomagaj bezinteresownie. Serio. Gdy ktoś prosi Cię o pomoc, po prostu pomóż. Kiedy ktoś coś upuści, podnieś. Gdy ktoś marznie, okryj go. Gdy potrzebuje wsparcia, wesprzyj. To nie jest trudne, serio. Ale z lenistwa często tego nie robimy. Przechodzimy obok, odwracając spojrzenie.

Gwarantuję Ci, że jeśli chodzi o prawdziwe dobro, to otrzymasz go tyle samo, ile dałeś. Może więc warto się tym zająć, co?

Krytyka
Dlaczego bez przerwy się oceniasz? Dlaczego starasz się być KIMŚ? Bądź najlepszą wersją siebie, a nie kimś innym. Zdjęcie powyżej ma być metaforą sztucznych poprawek, gdyby ktoś chciał się przyczepić. Nie zmieniaj się w wyidealizowanego kogoś, skoro nim nie jesteś. Dąż. Stawiaj sobie cele. Ale też żyj. I kochaj się. Akceptuj! Myślisz, że umiesz prawdziwie i bezinteresownie, w pełni kochać kogoś, kiedy sam siebie nie kochasz? Myślisz, ze potrafisz akceptować w całej okazałości drugą osobę, skoro samego siebie nie akceptujesz? Mylisz się!

To, co odczuwasz, to podziw i zauroczenie. Więc otwórz oczy, przejrzyj wreszcie! Widzisz? Widzisz tę osobę w lustrze? To Ty! Nikt inny! Masz jedno ciało. Jedno życie. Skorzystaj z tego. Zadbaj o to! Bądź sobą, nikim więcej. Jesteś człowiekiem, a nie maszyną do robienia ideału. Spójrz sobie w oczy. I dostrzeż wreszcie, że jest tam ktoś, kto Cię potrzebuje. Że jest tam prawdziwa osoba, która pragnie Twojej uwagi, Twojej miłości. Żal Ci innych? Spójrz najpierw na siebie. Zacznij od siebie.

Droga
Tu nie wklejam grafiki. Takowa jest na początku artykułu, jeśli potrzebujesz wizualizacji. Chciałam Ci tylko powiedzieć, że idziesz jedną drogą, którą sam sobie tworzysz. Dąż. Kochaj. Bądź. I idź. Tyle Ci dziś przekazuję. Żebyś był. Żebyś kochał. Żebyś dążył i dostrzegał. Mierz swój sukces drogą, po której stąpasz, nie opinią z pobocznych ścieżek. I stawiaj pewne kroki. Patrz sobie w oczy. I pamiętaj, co jest w życiu naprawdę ważne.

Oddychaj. I żyj.

Jak przygotować się do ćwiczeń? MOTYWACJA dla wszystkich

41122

Wiele z Was pewnie nie raz podchodziła do ćwiczeń jak pies do jeża. Nie potrafiłyście zamknąć lodówki. Czasem udało się coś zacząć. „Coś”, czyli „poćwiczyłam dziesięć minut i tak się zmęczyłam, że potrzebuję cukru”. Tak, tak, na pewno poziom cukru spadł na tyle, żeby zaraz wcinać w ukryciu kolejną czekoladę mleczną z masą oreo w środku.
No, przyznać się. Która w swoim życiu nie obaliła kiedyś słoika Nutelli na raz? Nie bójmy się do tego przyznać. Na porażkach nauczymy się czegoś więcej. To nas w pewien sposób doświadcza.

Stwierdziłam, że muszę napisać taki post dla tych, którzy mają tak, jak powyżej napisałam. Sama kiedyś przecież zaczynałam. Tak, jak każda z Was. Pamiętam, że wtedy ciężko było się zmotywować. Dopiero teraz widzę, jak dokładnie należy to robić. Opracowałam kilka sposobów, które niesamowicie działają na mnie i powodują, że jestem w stanie zmotywować się do dalszej pracy.
Też chcecie mieć dzienną porządną dawkę motywacji? W takim razie nie ma na co czekać!

1. Facebook
Mało kto go nie ma, więc zakładam, że Ty również posiadasz swoje konto. Nawet, jeśli rzadko z niego korzystasz, znajdź takie strony, na których znajdziesz mnóstwo zdjęć z wysportowanymi ludźmi, modelki fitness, filmy z ćwiczeniami. Zaznacz, że ‚lubisz je’. Polecam, oczywiście, fejsbukową stronę Fitnesowni, ale także Michelle Lewin, Emily Skye, Motywujemy24, Fitness Girls, Power Girl Fitness czy Fitness Gurls.

2. Grupy
W grupie zawsze jest raźniej. Należąc do fitnessowych grup, łatwiej jest dostać porządny kopniak w tyłek. Łatwiej też odnaleźć właściwą drogę i nie błądzić w „tajemniczych zakamarkach fitnessu” ;).
Dlatego też zapraszam Cię TUTAJ. To grupa należąca do Fitnesowni i Save Yourself. Na pewno się w niej odnajdziesz :D.

2. Instagram
Tu dobre są dwie metody. Pierwsza: podobnie, jak na fb, znajdź fitnesski, które dadzą Ci motywację. Mogą być te wypisane w punkcie pierwszym, ale również Paige Hathaway, Laurasykora czy Diazdilya.
Druga metoda? Pod pięknym pseudonimem publikuj swoje zdjęcia (przecież nie musisz w nich pokazywać twarzy, jeśli nie chcesz). Dzięki temu będziesz miała wielki kop w dupę, żeby wstać i kolejnego dnia ćwiczyć z jeszcze większym zapałem, aby wkrótce opublikować kolejne zdjęcie, na którym będzie widać jeszcze większą różnicę. Grunt to się nie poddawać.

3. Dziennik
Załóż mały zeszycik, który zawsze będziesz miała pod ręką. Zapisuj w nim, co zjesz następnego dnia oraz jakie ćwiczenia wykonasz. Kiedy wieczorem będziesz się kładła spać, odhacz, co udało Ci się zrobić, zanotuj, co trzeba będzie poprawić (np. unikanie słodyczy, bo dziś zjadłam kolejne opakowanie landrynek). No i przygotuj zestaw na kolejny dzień.
Pamiętaj jednak o jednym dniu wolnym! Planuj wtedy troszkę odpoczynku i postaraj się znaleźć czas dla siebie. Bez tego ani rusz!

4. Kuchenne porządki
Wyrzuć z kuchni wszystko, co jest złe dla Twojego zdrowia i w żaden sposób nie nadaje się dla osoby ćwiczącej. Tak, weź wielki worek na śmieci i wrzuć do niego wszystkie Coca-Cole, soki (które mają w składzie jedynie 100% soku i ich data przydatności jest dłuższa niż trzy, cztery dni), zupki chińskie, wody smakowe, wszystkie napoje, które nie są naturalne i zawierają dziwne rzeczy w składzie, serki (skład prawdziwego serka nie ma serwatek w proszku!) i desery. Ale również przekąski słone i słodkie.
Co powinno zostać w Twojej kuchni? Chleb razowy (lub jakiś inny, byle nie biały i nie z pszenicą i spulchniaczami), warzywa, owoce, jogurty i kefiry (prawdziwe mają żywe kultury bakterii jogurtowych/kefirowych i nie mają serwatek w proszku ani innych dziwnych emulgatorów), produkty pochodzenia ekologicznego, produkty zbożowe, czekoladę (min. 60%). Tak, CZEKOLADA! 🙂

TUTAJ opisałam dość szczegółowo, jakie są główne zasady zdrowego odżywiania.

5. Jedzenie
Zapisuj przepisy, gromadź je, zamiast codziennie błądzić po Internecie. Na Fitnesowni również od czasu do czasu znajdziesz dobre przepisy, które na pewno przypadną Ci do gustu :).
Jedz CZĘSTO i W MAŁYCH ILOŚCIACH! To jest dietetyczny klucz do sukcesu. Naprawdę. I tu nie chodzi, oczywiście o podjadanie. Po prostu zjadaj 5-6 posiłków, z czego ostatni koło 2-3 godzin przed snem.
No i wzbogać swoją dietę w błonnik 🙂 On czyni cuda.

6. Strój i wyposażenie
Dużo lepiej będziesz się czuła w staniku sportowym i spodenkach do ćwiczeń podczas treningu. Zainwestuj w coś, co da Ci pełen komfort i nie będzie odciągać od pracy.
Zakup również matę do ćwiczeń, o ile trenujesz w domu, nieduże ciężarki i stepper. To jest te kilka rzeczy, które pomoże Ci w przyjemny sposób osiągnąć swój cel.

7. CZAS
Trening powinien zabierać od 3 do 6 dni w tygodniu, dlatego, w pozostałe dni/dzień, zawsze zrób coś tylko dla siebie. Nie chodzi tu, oczywiście o cały dzień. A jedynie o chwilę dla siebie. To przecież może być choćby 10 minut. Jednak dzięki tej krótkiej chwili, możesz zyskać olbrzymią energię. Kąpiel, maseczka, body wrapping, wypad na zakupy, spotkanie z koleżankami, kino, kolacja z ukochanym. Dbaj o to. Nie zapominaj nigdy o rodzinie, przyjaciołach i miłości. Pielęgnuj to, nie uciekaj w „brak czasu”!

Mam nadzieję, że w jakiś sposób Ci pomogłam. Właśnie dostałaś na talerzu pełną motywację. Do zobaczenia!
Daj znać, czy post jest przydatny, czy coś Ci dał :). Czekam na Wasze komentarze!