SIŁOWNIA – z czym to się je?

Jedni, gdy słyszą słowo „siłownia”, reagują zachwytem, inni pogardą. Generalnie mamy taki dziwny obraz tej siłowni w swoich głowach. Że tam są tylko sztangi, najlżejsze obciążenie to 2 tony, wszyscy się zjeżdżają wzrokiem, stękają i są napakowani. Ach! No i przecież siłownia jest TYLKO dla facetów. A jak kobieta tam idzie, to na pewno zaraz będzie „babochłopem” (czyt. kulturystą-kobietą). Oj, niedobrze, bardzo niedobrze z tym popularnym spojrzeniem. Przyjrzyjmy się tej strasznej siłowni nieco bliżej ;). Pozwólcie, że opiszę krok po kroku od decyzji do efektów.

„Nowy rok – nowa ja”
Jakoś tak się stało, że trzeba coś zrobić ze swoim życiem. Nabrać kondycji, znaleźć pasję, poznać ludzi, zrzucić kilogramy, dobudować mięśnie… I nadchodzi wtedy moment, w którym mamy już pójść na tę siłownię. Karnet jest… tylko co wziąć jeszcze?
Pozwól, że rozpiszę Ci, co jest potrzebne ;).

  1. STRÓJ – ma być wygodny i sprawiać, że będziesz czuć się pewnie. Jeśli masz większe piersi, polecam staniki sportowe (funkcyjne) z miseczkami, z mocniejszego materiału. Kiedy Twoje piersi są mniejsze lub masz zamiar wykonywać jedynie trening siłowy/obwodowy, możesz wziąć lżejszy stanik sportowy. Koszulka funkcyjna również się przyda (na siłowni kobiety raczej chodzą w koszulkach, rzadko pokazują swoje brzuchy, choć nie jest to zakazane i jeśli nie masz oporów, brzuszki mile widziane!). Co do spodni – polecam również funkcyjne, ale ludzie przychodzą także w bawełnianych legginsach czy dresach. Jak wolisz, jak Ci wygodniej. Tylko jedna uwaga – jeśli stykają Ci się wewnętrzne górne partie ud, a planujesz trening cardio, weź raczej spodenki, które te partie zasłonią. Dlaczego? Bo otarcia bolą. Serio xD.
  2. BUTY – rozpisałam się w stroju, a tu jeszcze buty mi zostały! A więc tak. Jeśli będziesz robić cardio, wybierz buty na podwyższonej piance, która odciąża kręgosłup. Jeśli obwodowe/siłowe, kupuj raczej bardziej płaskie, na wyginającej się, miękkiej podeszwie. Ale cóż, czasem ciężko stwierdzić, co się będzie robić i czy nie będzie połączonego treningu. W takim przypadku to nie ma znaczenia, jakie buty wybierzesz. Grunt, żeby Twój kręgosłup nie cierpiał, żeby było miękko i sprężyście. (Nie zapomnij wziąć też skarpetek!)
  3. RĘCZNIK – musisz mieć taki na siłownię i taki pod prysznic. Teoretycznie można brać dwa, ale ja polecam jeden takiej średniej wielkości. Tak, żeby można było rozłożyć go na maszynach, wycierać się nim podczas cardio i owinąć w drodze pod prysznic czy do sauny.
  4. WODA – na siłowni trzeba pić. To już wiemy. Ile? Na godzinę ćwiczeń cardio starcza 0,5 – 1 l wody. Na inne ćwiczenia polecam 0,5-0,7. Ja noszę zazwyczaj 0,5, ale jakoś szybko się kończy i trzeba lecieć do szatni po kolejną. Polecam więc więcej, tak na wszelki wypadek ;).
  5. ŻEL pod prysznic!
  6. UŚMIECH – wejdź z uśmiechem. Na siłowni są sami fajni ludzie!
  7. GUMKA DO WŁOSÓW. Serio. Przydaje się.

To co, Fitnesowiczu? Spakowany? Możemy ruszać?

Szatnia – przejście przez czyściec
Jak już odbierzemy kluczyk do szafki (albo, jak w Wilanowie, nabywamy własną kłódkę (yyy?)), udajemy się do szatni. Tam mówimy „DZIEŃ DOBRY”! Tak, tak. Witamy się. Wszyscy się witają i jest to po prostu normalne. A więc, żeby wszystkim było miło, mówimy to „dzień dobry”. Bo jest dobry, no nie? 🙂
Przebieramy się, ZMYWAMY MAKIJAŻ (ten na oczach, brwiach może zostać, jednak skóra twarzy ma oddychać, więc wara mi wchodzić na siłownię w podkładach, pudrach i innych takich!) i wychodzimy do sali ćwiczeń.

Szeroko ręce, spory rozkrok, nos zadarty pod sufit i wchodzimy…
Nie. To, co widzisz na zdjęciu, to najczęściej druga, głębsza warstwa siłowni. Zazwyczaj na pierwszym planie są maszyny do treningów cardio i obwodowych. Tu już nikomu nie mówimy „dzień dobry”. Chyba że poznamy już instruktorów… wtedy mówimy „cześć”. I tyle. Można ich zapytać o plan treningowy, który zawsze chętnie rozpisują. Można ćwiczyć samemu, poprosić Fitnesownię czy inną kumpelę-trenerkę ;). Najlepiej jednak na początku zważyć się na specjalnej wadze. Z pomocą instruktora, rzecz jasna. Potem instruktor wyjaśni, co z czym i do czego. Czy jest okej i można poprawić, czy jest źle i… można poprawić.
Przechodzimy do treningu. Tu mamy wiele możliwości, wariantów i udogodnień. Korzystajmy, ile się da! Poobserwujmy jednak też innych.

Kto siedzi na siłowni?
Pewnie myślisz, że mamy tu tylko facetów o wzorze „mały tyłeczek, z którego wyrasta taki trójkąt, jakiego ramiona tworzą umięśnione bary; kulka bez mózgu na czubku”. Nołp. To tak nie wygląda. Podzielmy sobie typy ludzi na siłce ;).

  • LICEALIŚCI – częściej płci żeńskiej. Podchodzą albo na serio, albo z psiapsiółą. Te drugie też raczej na serio. Ich celem częściej jest spalanie niż budowanie. Wspierają się wzajemnie z koleżankami. Skupiają się na ćwiczeniach.
  • CELEBRYTKI – „Przyszłam tu, żebyś popatrzył na moje sztuczne rzęsy i botoks w ustach. Patrz! Mogę nawet spacerować po bieżni, a nic mi z twarzy nie spłynie”. Sztuka wizażu – poziom 10 (tynk nie odpada). Sztuka ćwiczeń – trucht na bieżni może spowodować zacieki, więc lepiej unikać. Save Yourself płacze, gdy takie widzi.
  • OPTYMIŚCI – również raczej płci żeńskiej. Siłownia to miejsce magiczne. Założenie jest takie, że wystarczy przyjść, żeby być idealnym. Nie trzeba nic robić. Można w tym czasie potowarzyszyć w zmaganiach celebrytkom i pogadać głośno przez telefon. Ewentualnie wstawić selfie na Snapa, żeby wszyscy widzieli, że się było na siłowni. Mimo braku efektów, grupa bardzo zadowolona z siebie, raczej nie rezygnuje z dalszego chodzenia na siłownię.
  • NORMALNI LUDZIE – grupa najbardziej pożądana przez trenerów. Przychodzą raczej w pojedynkę i starają się o swoje lepsze „ja”. Do tej pory nikt nie rozgryzł, skąd u nich ta motywacja. Grunt, że jest. Siedzą z telefonami przy cardio, ale łączą trening z obwodowym lub siłowym. Starają się. Zdarza im się awansować na trenerów. Osobnicy płci męskiej wybierają jednak częściej zawody w bieganiu.
  • TRENERZY – najbardziej lepka grupa na siłowni. Podczas ćwiczeń wyglądają groźnie i trochę jakby cierpieli. Wydzielają najwięcej potu. Po ćwiczeniach uśmiechają się do wszystkich i nagle stają się milutcy. Normalni ludzie wyczuwają w nich trenerską duszę, dlatego pytają często o treningi i diety. Do trenerów-mężczyzn lgną też celebrytki.
  • EMERYCI – szanowani bywalcy. Czasem trzeba im coś ustawić, ale zawsze wynagrodzą taką pomoc uśmiechem. Są zazwyczaj życzliwi i czują się młodo dzięki ćwiczeniom. Podziwiani przez trenerów i normalnych ludzi.
  • STĘKACZE – „Nikt nie musi widzieć, że ustawiłem tylko 10 kg. Mają słyszeć”. Raczej mężczyźni. Napakowani lub otyli. Muszą pokazać wszystkim, że oni mają najcięższy sprzęt. Dlatego ich jęczenie, stękanie i sapanie słychać na całej siłowni. To wołania godowe mające na celu zwabienie jakiejś samicy, najlepiej celebrytki lub optymistki.
  • PODRYWACZE – w zasadzie przychodzą na siłownię tylko w jednym celu. Wyglądają jak z reklam Kleina i zdają sobie z tego sprawę. Może oni serio są z tych reklam? O.o Kiedy ćwiczą, muszą się upewnić, że wszystkie kobiety na nich patrzą. Kiedy nie patrzą, można się samemu pogapić na ćwiczące tyłki.
  • INTROWERTYCY – wchodzą z przerażeniem. Starają się nie przyciągać spojrzeń innych. Najgorzej, kiedy ktoś coś do nich powie. Pożądany kontakt ogranicza się do maszyn i mat. Lepiej się też samemu nie odzywać. Przecież można poczekać, zamiast pytać, kiedy ktoś kończy serię ;). Myślą, że ich nie widać, kiedy oni nikogo nie widzą. Są jednak dość charakterystyczni. A więcej o nich można poczytać u mojej podopiecznej – Introwertyczka. (Nie ma za co, Introwertyku xD).
  • PAKERZY – zjawiają się na siłowni najwcześniej i wychodzą najpóźniej. Siłownia to ich dom. Wyglądają imponująco. Co któreś ćwiczenie stają w rozkroku, zakładając ręce na biodra. W ten sposób udają, że patrolują, kontrolują całą salę. Potem wracają do poprzedniej czynności.

To tyle z moich obserwacji. Czy są ludzie otyli? Tak. Mieszczą się w różnych kategoriach. Najczęściej należą do „normalnych ludzi”. I dobrze. Jak widać, raczej nie ma tutaj samych pakerów ;). Dlatego nie ma się co bać!

Rozciąganie na koniec
Nie zapomnij o rozciąganiu! Polecam prysznic i saunę (a po saunie zimny prysznic) ;). No i po wyjściu jakiś koktajl. Mój ulubiony to banany z suszoną żurawiną i orzechami na jogurcie!

Gdzie trenuje Fitnesownia?
Fitnesownia trenuje w Calypso. Serdecznie polecam tę sieć. Jest wygodna i świetnie skonstruowana. Trenerzy są rewelacyjni ;). No i grafik zajęć jest naprawdę ciekawy i warty uwagi. Może spotkamy się w Calypso? Jak coś, z tymi kłódkami spotkałam się tylko w Wilanowie. W całej reszcie odwiedzanych przeze mnie siłowni są zwykłe kluczyki do szafek xD.

Fitnesowicze! Bawcie się dobrze na siłowni! 😀 To nic strasznego. Jest fajnie, miło i przyjemnie. Nawet dla introwertyków! 🙂

Samoakceptacja

shutterstock_99170681

Słoik
Tak, tak, wiem. Dała jakieś łatki i plamki (artykuł o kompleksach), a teraz pisze o słoiku… wariatka. Ciekawych określeń ciąg dalszy, drodzy Fitnesowicze. Zapoznaję Was więc ze „słoikiem”. Wiecie, czym jest słoik, o którym będę pisać?

Wyobraźcie sobie, że macie 10 lat, Wasz umysł rozwinął się na tyle, by myśleć o tym, jak się wygląda. Słyszycie dookoła siebie ciche komentarze „ale ona jest gruba”, „co to w ogóle za ciuchy!”, a w domu: „ale zjedz jeszcze trochę”, „skupiaj się na nauce, a nie na wyglądzie”. Wy jesteście pośrodku tego wszystkiego, nie wiedząc, co z sobą dalej robić. Zostajecie wrzuceni do słoika, a aby się bronić, nakładacie na niego wieczko. Możecie krzyczeć, rzucać się, wiercić… Ale ewentualnie tylko przewrócicie swój słoik, a wtedy też nie będzie komfortowo. Jedyną drogą wyjścia jest odkręcenie wieczka…

Życie w zamknięciu
Będąc w zamknięciu, wcale nie zbieracie sił, jak się czasem może wydawać. To odcinanie się od problemu, który wciąż istnieje. Odkładacie go i odkładacie, aż w końcu staje się gigantyczny. Ludzie cały czas popychają Wasz słoik, kopią go, a Wy się w nim obijacie, zbierając bolesne siniaki. W pewnym momencie w słoiku zaczyna też brakować powietrza. Dusicie się, wszystko Was boli. Macie jedną możliwość przeżycia – otworzenie wieka albo czekanie, aż ktoś inny je otworzy.

im fine

(Nie)pomocna dłoń
Ludzie wokół Was, nawet jeśli widzą, że coś się dzieje, często wolą udawać, że nic nie zauważyli. Z drugiej strony również Wy, choć w głębi duszy wszystko krzyczy „pomóż mi, błagam!”, unikacie pomocy. Odwracacie się od tych, którzy wyciągają do Was pomocną dłoń i sami wolicie siedzieć cicho. Ludzie nie są w stanie Wam pomóc, jeśli sami na to nie pozwolicie. Tak to mniej więcej działa. Wyciągacie do innych rękę w długim rękawie, zakrywając tym samym wszystkie rany. Problem tkwi w tym, że sami te rany robicie, zamykając się w swoim słoiku, zakręcając wieko. Robicie i pozwalacie innym je robić. I po co?

awokado

Otwarty słoik
To już trochę lepsza sytuacja. Macie możliwość wyjścia, choć wciąż się tego boicie. Pojawia się poczucie wyobcowania, odrzucenia. Boicie się, że nie zostaniecie zaakceptowani przez innych. Przecież mogą powiedzieć, że jesteście grubi, że wszystko Wam nie wychodzi. Tak między nami – nikt nie ma wrodzonych większych czy mniejszych umiejętności osiągania sukcesu. Decydujecie o tym Wy sami. Tylko czy pozwolicie się wyciągnąć ze słoika lub sami z niego wyjdziecie…?

beautiful

Piękna czy nie?
Wystawiacie się na osąd publiczny i chcecie przypasować obecnie panującemu modelowi idealnego piękna. Jeszcze niedawno te ideały kreował świat mody, dziś kreuje je sport. Czy to znaczy, że tylko wysportowane dziewczyny i umięśnieni mężczyźni są bliscy ideałowi? Czy to w tym tkwi prawda? A co z osobami, które dążą do swojego celu, ale wciąż mają nadprogramowe kilogramy i z nimi walczą? Nie są piękne, a potem nagle się takie stają? To, że jest ktoś grubszy, ale walczy o szczupłą sylwetkę, nie znaczy, że dopóki jej nie osiągnie, ma się kisić w domu i czekać na odpowiedni moment!

Akceptacja siebie i innych
Nie zaakceptujecie w pełni drugiej osoby, jeśli nie będziecie akceptować siebie. Taka jest prawda. Nie chodzi o to, żeby kochać swoje ciało, ale żeby żyć z nim w zgodzie, bo jest swoje, własne i jedyne. Nie każda kobieta będzie mieć nogi jak Chodakowska, bo mamy różne figury. Spójrzcie na Blogilates – ma figurę gruszki i jej uda w górnej części nigdy nie będą proste jak od linijki, bo taką ma budowę miednicy. Ja na przykład mam podobny „problem”, gdyż mam figurę klepsydry. I wiecie co? Fajnie mieć taką figurę, nawet jeśli ciężko jest się pozbyć górnej części ud, nawet jeśli się styka. Dlaczego? Bo za to mam duże wcięcie w talii. Nie porównujcie się do innych fitnessek, nie dążcie do ich sylwetek, bo może się okazać, że różne budowy ciała to uniemożliwią, a wówczas można się zawieść.

Zaakceptujcie innych takimi, jakimi są. I akceptujcie siebie. Nie ma nic złego w tym, że każdy z nas ma inną sylwetkę, jedni są chudsi, inni grubsi, jedni mają kaloryfer, a inni wręcz nie chcą go mieć. Świat jest piękny, gdy jest różnorodny.

Nie zamykajcie się jednak w swoich słoikach, nie zakręcajcie wiek. I nie dajcie innym się się w niego wpędzić, ani nie twórzcie słoików dla ludzi wokół siebie. Pomagajmy sobie nawzajem, budujmy tę pewność siebie.

Gra na 5 palców
Grę wymyśliła Beata Pawlikowska, ja ją nieco zmodyfikowałam. Kiedy budzicie się rano, wystawcie przed siebie dłoń. Patrząc na każdy palec po kolei, „doczepiajcie” do niego te cechy, które są w Was dobre, dzięki którym jesteście piękni.
Do drugiej dłoni „doczepcie” te rzeczy, które zrobiliście dobrze dla innych lub dla siebie. Grajcie w to często. To ważna gra, która pomaga.

Na zakończenie mam dla Was małą grafikę, która podsumowuje cały ten post :).
porównanie

Body Wrapping

body-wrapping

Zauważyłam, że bardzo dużo się ostatnio na ten temat pisze. Postanowiłam więc przybliżyć Wam ten naprawdę przyjemny temat ;).

Body Wrapping polega na wmasowaniu w skórę ujędrniającego, antycellulitowego środka i owinięciu go folią spożywczą.
Można to robić na każdej części ciała.

Body Wrap działa w ten sposób:
folia uciska skórę, dzięki czemu krążenie krwi jest pobudzane, a pory otwierają się pod wpływem ciepła. Dzięki temu wszystkie substancje aktywne balsamu mogą wniknąć w skórę. Tak, wiem, powiecie, że przecież te substancje i tak nigdy nie działają. Działają! Tylko trzeba umieć ich używać.

Celem jest ujędrnienie skóry, pozbycie się cellulitu, wyszczuplenie i wygładzenie. Ogólnie – polepszenie stanu skóry.

Chcesz zrobić z siebie wrapa w domu?
Nie ma sprawy! Przed wrappingiem, zrób peeling wybranej części ciała. Po osuszeniu, nałóż grubą warstwę swojego kremu/maści/czegokolwiek antycellulitowego. Następnie owiń szczelnie tę część folią spożywczą. Usiądź wygodnie z dobrym czasompismem/książką/serialem na 45 minut, przykryta kocykiem. Po tym czasie spłucz ciało samą wodą i posmaruj balsamem nawilżającym. Efekty powinny się pojawić po 10-15 seriach (jeśli zabieg będziesz wykonywać 2 razy w tygodniu).

Jeśli jesteś osobą, która:
– jest w ciąży,
– choruje na miażdżycę,
– ma wysokie ciśnienie (dolegliwości sercowe),
– ma problemy z nerkami,
– ma żylaki,
– jest po operacji,
– jest w trakcie infekcji;
nie rób tego zabiegu! Jeśli bardzo Ci na nim zależy, skonsultuj się najpierw z lekarzem. W innym wypadku, może dojść do poważnego uszczerbku na Twoim zdrowiu!

Po zabiegu uważaj na słońce i nie chodź na solarium przez 3 dni!

Dajcie znać, jak efekty 😉

CrossFit w domu dla każdego

CrossFit ma za zadanie zwiększyć siłę, a nie mięśnie – pamiętajmy o tym!

kobieta-na-siłowni-200x300Krótko o formach CrossFit.
WOD – unikatowy trening na każdy dzień.
AMRAP – jak najwięcej powtórzeń w jednostce czasu
EMOM – określona liczba powtórzeń w każdej pełnej minucie (+ odpoczynek w pozostałym czasie)

Przygotowałam dla Was ćwiczenia, dzięki którym, ćwicząc 5 razy w tygodniu, w miesiąc możecie osiągnąć wielki sukces. CrossFit jest bardzo wymagający, bo każdy z Was dostosowuje go do swoich możliwości. Kiedy opanujecie przygotowane przeze mnie WOD-y, dostaniecie w prezencie smukłą sylwetkę i wypracowane, silne mięśnie.

7 ruchów CrossFit:
1. Brzuchy (dla korpusu) – połóż się na macie, nogi ugnij w kolanach, stopy złącz, a kolana skieruj na zewnątrz; napinając mięśnie brzucha, przechodź do siadu.
2. Skakanka podwójna (dla łydek + spalanie) – skacz przez skakankę obunóż, starając się wykonać dwa obroty skakanką przy jednym podskoku; jeśli nie wyjdzie – nie martw się, uda się następnym razem :).
3. Pompka (dla klatki, ramion i barków) – przyjmij pozycję deski (plank), trzymając stopy razem i ręce na szerokość barków, łokcie delikatnie skieruj do zewnątrz; rób pompki tak, aby dotknąć klatką podłogi.
4. Przysiad jednonóż (dla pośladków, nóg, korpusu) – stań na jednej nodze, drugą wyprostuj przed siebie, rękoma sięgnij do przodu; wykonaj przysiad, pamiętając o tym, aby nie wysuwać kolana przed stopę.
5. Przysiad (dla pośladków, nóg i korpusu) – stań prosto, nogi rozstaw na szerokość bioder; rób przysiady (pamiętaj o kolanach!), unosząc ręce przed siebie.
6. Padnij-powstań (dla całego ciała + spalanie) – stań w lekkim rozkroku, padnij do przysiadu podpartego, wyrzuć nogi w tył do pozycji plank, zrób pompkę, przyciągnij kolana, wstań i podskocz, wyrzucając ręce nad głowę; to nie takie proste, a profeszjonalnie nazywa się burpees.
7. Przeskoki do wykroków (dla pośladków i nóg) – stań w wykroku, aby później podskoczyć, zmienić nogi i spaść do wykroku drugą nogą; jakkolwiek dziwnie to brzmi, jest wykonalne :).

Oto Wasze 7 kroków, które od dzisiaj ma Wam towarzyszyć.

5 WOD-ów od Women’s Healt:

  • Annie: klasyk, czyli po 50, 40, 30, 20 i 10 powtórzeń podwójnej skakanki i brzuchów. Róbcie to jak najszybciej, odpoczywajcie według własnych potrzeb. Zapiszcie swój czas i następnym razem, postarajcie się go przebić 🙂
  • The up ‚n’ up: zróbcie AMRAP: 5 pompek, 10 brzuchów, 15 przysiadów. Macie na to 20 minut. Zanotujcie ilość powtórzeń, które udało Wam się wykonać.
  • Odds & evens: oto EMOM. Macie 30 minut. W każdej nieparzystej minucie zróbcie 15 padnij-powstań, a w parzystej 30 podwójnych skakanek. Odpoczywajcie po zaliczeniu powtórzeń do końca minuty.
  • 21-15-9: włączcie stoper. Zróbcie 21 przysiadów jednonóż (na obie nogi), 15 pompek i 9 brzuchów tak szybko, jak dacie radę. Odpoczywajcie wg potrzeb i zanotujcie swój wynik.
  • Chipper: jesteście gotowi na wysiłek? Zróbcie 100 podwójnych skakanek, 80 przeskoków do wykroku, 60 brzuchów, 40 padnij-powstań, 20 przysiadów i 10 pompek. Spróbujcie tego dokonać w 20 minut.

Dacie radę. Każdego dnia zróbcie inny WOD, a Wasze ciało będzie Wam dziękować.
Nie musicie wychodzić w tę zimnicę na siłownię. Wystarczy rozłożyć matę, włączyć muzykę do ćwiczeń i wziąć się w garść. To nie takie trudne, jak się wydaję.
Tak, ja też nie lubię burpees 😉

Powodzenia, moi drodzy!