Mało jem, dużo ćwiczę i nie chudnę. Jak to możliwe? :O

Zacznijmy od tego, że problem wyboru istnieje zawsze. Dzieli się tylko na różne kategorie, a dokładniej na wybór między:
a) fastfoodem a zdrową dietą,
b) dużą ilością a małą ilością jedzenia,
c) jedzeniem a niejedzeniem.

A my zajmiemy się wariantem b połączonym z wariantem c. Czyli odwiecznym problemem „mało jem, dużo ćwiczę i nie chudnę – RATUNKU”.

Wszystko zaczyna się od diety…
Tak. To jest normalne. To znaczy… wiesz, normalne jest to, że tak się dzieje – że nie chudniesz. Anomalią jest za to to, co sama na własne życzenie powodujesz w swoim organizmie! Wszystko zaczyna się od diety. Tej odchudzającej, rzecz jasna. Masz przed sobą wizję wyjazdu nad ocean w przyszłym miesiącu, a tu strój się wżyna w boczki? O rany! I co teraz? Ja bym Ci od razu powiedziała, co teraz, ale nie, pierwsze, co przyjdzie Ci do głowy, to zasada ŻM (żryj mniej) i mordercze treningi. Bo przecież jeśli ograniczysz przyswajane kalorie, będziesz rano spalać w cardio 250 kcal, wieczorem 500, a jeszcze w międzyczasie może tak uda się pobiegać, czyli spalić po 5 km kolejne 500 kcal, to powinnaś po tygodniu wyglądać jak modelka Victoria’s Secret.

Ha! Zaskoczę Cię!

NIE BĘDZIESZ TAK WYGLĄDAĆ.

Dobrze widzisz, tam jest słynna „kropka nienawiści” (a wygląda na miłą…).

Nie będziesz tak wyglądać, JEŚLI przyjmiesz taki plan. No wybacz, taka jest prawda. Ktoś to musiał w końcu powiedzieć. Nie chudniesz, prawda? Choć mało jesz i naprawdę dużo ćwiczysz, to nic, absolutnie nic nie spada w dół na wadze, a ciuchy wcale się nie robią większe, no nie? W czym leży problem?

No właśnie w tej Twojej diecie i morderczych treningach. Już wyjaśniam.

Co się z Tobą dzieje?
Twój organizm przeżywa niemały szok, kiedy nie ma odpowiedniej ilości kalorii dostarczanych i nadmierną ilość kalorii odchodzących. Łapie się wszystkiego, co może, żeby tylko przetrwać. Bo on stara się utrzymywać Twoje ciało w takiej kondycji, w jakiej jest obecnie, nie jest nastawiony na zmiany, nie kontroluje Twojego spadku wagi. Dlatego właśnie wpada w tak zwaną sytuację stresową.

Niedobór wysyła do Twojego mózgu info o braku zapasu energii. Uwalnia się wówczas adrenalina, która pobudza wątrobę do wytworzenia glukozy zebranej jako glikogen. Podwyższony poziom glukozy powoduje wydzielanie insuliny, a ta blokuje spalanie tkanki tłuszczowej. Brzmi skomplikowanie? No to prościej.

Organizm jest przerażony utratą energii (bo skoro do tej pory dostawał ją wciąż w takiej samej ilości, to dla niego spory szok, gdy nagle ją traci, więc łapie się, czego może) i stara się sam wytworzyć resztę utraconych zasobów. Reaguje tym, że wydziela cukier, a cukier wiąże się z insuliną (to ta, co cukrzycy muszą o nią dbać). I ta właśnie insulina zapycha wszystko, byleby nie oddać tłuszczu. Wiesz… „Mój tłuszcz, nie oddam!”.

Cukrzyce, tarczyce i takie tam różne
Tak ogólnie to organizm wydziela w sytuacji stresowej dużo kortyzolu, a to oznacza łaknienie na słodkie, zwolnienie przemiany materii, utratę masy mięśniowej i zatrzymanie wody w organizmie.

TWOJA TARCZYCA DZIAŁA WOLNIEJ.
No tak to już jest, no. Hormon T4 zamiast zmieniać się w aktywny metabolicznie T3, staje się hormonem rT3, co właśnie spowalnia działanie tarczycy i prowadzi do naprawdę nieprzyjemnych powikłań. Jakie są objawy? Wypadanie i przesuszanie się włosów, sucha skóra, zmęczenie, uczucie zimna i braku motywacji, zaparcia i zgaga, obniżona odporność.

Dieta bogata w… a dieta po prostu biedna
Normalna, zdrowa dieta zawiera w sobie białko, tłuszcz, węglowodany itd. Ta niezdrowa, czyli zwyczajnie po chamsku ucięta, często nie zawiera w sobie wielu mikroelementów, jak choćby witaminy z grupy B, witaminy D, magnezu, cynku, kwasów Omega3. Nieładnie tak traktować swój organizm, bardzo nieładnie.

Do czego to wszystko prowadzi?
Na pewno nie do utraty kilogramów, moja droga. To jedynie może zupełnie roztłuc na kawałki Twój organizm, a pozbieranie go do kupy czasem trwa nawet lata. Myślę, że nie chcesz tego, że wolisz jednak cieszyć się szczupłą i zgrabną sylwetką, nienagannym wyglądem twarzy i włosów i być po prostu zdrową kobietą.

Jeśli problem, który dziś omówiłam, dotyczy Ciebie, BŁAGAM, PROSZĘ, ZAKLINAM, nie rób sobie więcej KRZYWDY! W następnym poście chcę Ci przedstawić przykładowy plan treningowy, odpowiednią dietę, wytłumaczyć, jak schudnąć. Wystarczy, że zbierzesz trochę cierpliwości i raz posłuchasz (poczytasz) tych normalnych, dobrych rad, a potem z nich skorzystasz. Razem możemy osiągnąć cel, jaki sobie ustanowisz. Ale – powtarzam – nie rób sobie więcej krzywdy. Przecież widzisz, że to nie działa.

Droga Fitnesowiczko, ten problem dotyczy wielu osób, nie tylko Ciebie. Nie jesteś sama. Ale zdrowie masz jedno, ciało masz jedno i życie masz jedno. Nie zmarnuj tego.
Jeśli potrzebujesz indywidualnych rad, napisz do mnie na Facebooku. Postaram się pomóc, dopasować dietę i treningi do Twoich potrzeb.

Pamiętaj – razem możemy osiągnąć Twój cel ;).

A tę grafikę możesz sobie ustawić na tapetę. Nie zaszkodzi ;P.

FitBall – piłka przyjacielem Twojego ciała

Z piłką mamy do czynienia prawie od początku życia. Najpierw turlaliśmy do mamy, potem rzucaliśmy z przyjaciółmi, graliśmy w nogę, ręczną czy siatkówkę. Ale te sporty nie są dla każdego.
Jest jednak jedna piłka, którą polubicie jak żadną inną.

Fitness-Stock-Photos-balance

FitBall to rozwiązanie dobre dla każdego! To najcudowniejsza piłka na świecie! Przygotowałam dla Was kilka ćwiczeń, ale najpierw troszkę opowiem ;).

O co chodzi w FitBall?
O to, aby polepszyć postawę, wypracować piękną sylwetkę i nabrać siły. Piłka nie służy do robienia kaloryferka, ale do redukcji wad kręgosłupa i ku polepszeniu wydajności pracy mięśni. Nie musicie się więc obawiać, że przez przyjemną pracę, zrobicie sobie zbyt umięśnione ciało ;).

Jak dopasować FitBall?
Trzeba na niej po prostu usiąść. Jeśli, opierając się całym ciężarem ciała, macie kąt prosty w kolanach, to piłka jest idealna. Nieco rozwarty kąt też jest w porządku, jednak nie ostry! Piłka powinna być napompowana nie do końca, ale też nie może być flakiem. Przy siadaniu, powinna się lekko uginać.

A teraz ćwiczonka 🙂
1. Podciąganie kolan do klatki – oprzyj się na dłoniach, a nogi na piłce na wysokości łydek. Następnie unieś tułów i, napinając mięśnie brzucha, przyciągnij kolana do klatki piersiowej.
2. Grzbiety – połóż się brzuchem na piłce i podeprzyj rękoma. Złącz stopy w powietrzu i unoś je najwyżej, jak możesz.
3. Wypady – stojąc, zegnij nogę w kolanie i oprzyj stopę na piłce. Wyprostuj plecy! Obniż pozycję, zginając drugą nogę, a tę „piłkową” turlając piłkę.
4. Ręce i nogi – oprzyj ręce na ziemi i nogi na piłce. Dłonie rozstaw na szerokość barków. Tułów równoległy do ziemi! Na przemian unoś jedną i drugą rękę przed siebie. Potem unoś na przemian nogi. Nie skręcaj bioder ani barków!
5. Skręt tułowia – oprzyj jeden bok na piłce, obejmując ją ręką. Skrzyżuj nogi. Wolne ramię unoś w górę, a potem „przytulaj” piłkę, opuszczając tę rękę.
6. Biodra – oprzyj plecy na piłce tak, aby pośladki jej nie dotykały. Unieś głowę, napinając brzuch, a nogi ustaw w zgięciu 90 stopni. Następnie unoś na przemian wyprostowaną jedną, później drugą nogę.
7. Pompki – oprzyj łydki na piłce, a ręce na podłodze. Pamiętaj o tym, aby ciało było równoległe do ziemi. Zrób pełną pompkę.
8. Przetaczanie – uklęknij, a ręce oprzyj łokciami na piłce. Turlaj ją do przodu, wysuwając biodra przed kolana.

Jeśli te punkty są według Was źle skomponowane i nie chce Wam się czytać, poniżej macie dla fajne filmy instruktażowe, które dadzą Wam dużo radości.

Serdecznie polecam FitBall. To wysmukli Wasze ciała, doda sił i zrównoważy postawę. Będziecie piękne.
Masz już swoją piłkę? Ja mam zieloną! 😉

Burpees – nikt ich nie lubi

Kiedyś musiał nadejść moment, w którym trzeba dodać burpees. Czuję, że to jest ten dzień.
Mimo wszystko – wiele osób nie cierpi burpees. I ja ich nie cierpiałam. To minęło. Na szczęście ;).
Mam nadzieję, że i Wy polubicie w końcu to ćwiczenie. Chcąc nie chcąc, jest świetne na spalanie!

burpees3Czym są burpees?
Jest to połączenie ćwiczeń aerobowych i siłowych w jednej sekwencji ruchu. Dzięki temu ćwiczy całe ciało. Burpees wykonuje się w dość szybkim tempie, co pozwala na efektywne spalanie tkanki tłuszczowej.

Jak zrobić burpees?
1. Stań w lekkim rozkroku (na szerokość bioder).
2. Zrób przysiad, opierając dłonie na ziemi.
3. Wyciągnij nogi w tył (przekładając, bądź robiąc wykop) do pozycji plank (czyli deski – jak do męskich pompek).
4. Wykonaj pompkę.
5. Podciągnij nogi z powrotem.
6. Wstań.
7. Wyskocz, mocno wyciągając ręce do góry.

Rodzaje burpees.
Jest bardzo dużo rodzajów burpees. Najlepiej jest zaczynać od tych pozbawionych pompki, a później rozwijać swoją umiejętność.

Tak się składa, że robienie tego ćwiczenia jest bardzo wymagające. A więc przypominam, że macie uważać przy wykonywaniu burpees!

Kilka zasad!
1. Uważaj, aby przy przysiadzie kolana nie były przed linią stóp!
2. Przy wykonywaniu pompki ułóż ręce tak, aby przylegały do ciała, a dłonie były skierowane do przodu.
3. Pompkę wykonuj z pozycji plank, czyli nie unoś tyłka nad linię kręgosłupa i tak samo postaraj się trzymać plecy w jednej linii z nogami!
4. Zginając łokcie przy pompce, pamiętaj, że przedramię ma cały czas tworzyć kąt prosty z podłogą.

Tyle uwag na dzisiaj. Kto robi burpees? 😉

Od razu mówię – mimo że burpees są nieprzyjemne, to idealne ćwiczenia na redukcję tłuszczyku i zbudowanie ładnej sylwetki!

RODZAJE BURPEES!

Ludzie! Tyłki w górę i jazda! 😉